Upalne, szczycieńskie lato powoli przemija, a ja wciąż nie znajduję czasu, aby pospacerować po mieście i okolicy, zakosztować słońca, wdychając zapach naszych jezior, albo po prostu posiedzieć nieco dłużej w jednym z kawiarnianych ogródków. Czyli, ogólnie rzecz ujmując, poczuć smak mazurskich wakacji.

Dodaj komentarz

Prawdziwy kabaret to sztuka ulotna. Żywi się chwilą. Dniem dzisiejszym, który dostarcza aktualnych tematów do satyrycznej obróbki. Pretekstem do powstania żartobliwych, a niekiedy także złośliwych tekstów bywają codzienne spostrzeżenia dotyczące naszej obyczajowości, meandrów polityki i wszelakich innych stosunków międzyludzkich. Dlatego to, co dzisiaj wydaje nam się zabawne i warte „obśmiania”, już za chwilę przestaje być aktualne i zupełnie nas nie śmieszy.

Dodaj komentarz

Kiedy tydzień temu przypominałem w swoim felietonie początki polskiej piłki nożnej, wciąż zaglądałem do literatury z tamtych lat, aby upewnić się co do własnej, historycznej wiedzy.

Dodaj komentarz

Zacznę od oświadczenia, że nie jestem ani zapalonym kibicem sportowym, ani tym bardziej znawcą piłki nożnej, zatem mój felieton nie będzie analizą poczynań reprezentacji Polski i innych nacji na minionych mistrzostwach Europy, ale raczej garścią wspomnień i dywagacji na tematy obyczajowe, ze sportem związane.

Dodaj komentarz

Letni sezon w Szczytnie to przede wszystkim najazd niezliczonej masy turystów. Głównie polskich, ale także niemieckich, a sporadycznie również przedstawicieli innych nacji. Polaków, popularnie nazywanych tu „warszawiakami”, bardzo łatwo rozpoznać. Zwłaszcza w Kauflandzie, gdzie codziennie robię zakupy.

Dodaj komentarz

Początek letniego sezonu w Szczytnie i okolicy uważam za niebywale udany. Ileż to nie dzieje się staraniem ambitnych realizatorów wydarzeń kulturalnych, sportowych, turystycznych, edukacyjnych i... wszelakich. Nie sposób opisać każdej z imprez, nie mniej o kilku wspomnę. Szczególnie zaimponowała mi tegoroczna inicjatywa gminnych ośrodków kultury.

Dodaj komentarz

Dzisiejszy felieton zatytułowałem dość przewrotnie, ponieważ chciałbym sprowokować nim mojego znakomitego sąsiada z łamów „Kurka Mazurskiego” doktora Tarasiuka.

Dodaj komentarz

W Galerii Miejskiego Domu Kultury w Szczytnie można obecnie obejrzeć wystawę prac szczycieńskiego artysty plastyka Przemka Kozaka. Poszedłem i obejrzałem.

Dodaj komentarz

Ogromnie ucieszyła mnie wiadomość, że wreszcie znaleziono stałe miejsce do zaprezentowania kolekcji regionalnych eksponatów, zgromadzonych przez zmarłego kilka lat temu Henryka Dąbrowskiego. Pana Henryka znałem osobiście. Łączyła mnie z nim, jako pracownika Muzeum Mazurskiego w Szczytnie, stała współpraca przy opracowaniu jego cennych zbiorów pod kątem możliwie atrakcyjnego wyeksponowania ich. Mile wspominam tę współpracę, zatem dzisiaj kilka słów o panu Henryku i jego życiowej pasji.

Dodaj komentarz

W jednej z sensacyjnych powieści Kena Folletta szef międzynarodowej komórki wywiadowczej zadaje swojemu podwładnemu, wysokiej rangi oficerowi, pytanie mające sprawdzić poziom jego inteligencji. A pytanie owo brzmiało mniej więcej tak: „Dlaczego odbicie w lustrze zamienia stronę lewą i prawą, a nie zamienia góry z dołem”.

Dodaj komentarz

Skąd taki tytuł, czyli dlaczego akurat o Wilnie?

Dodaj komentarz

Dlaczego taki właśnie tytuł? Dwa tygodnie temu, przy okazji felietonu zahaczającego o tematy polityczne, napisałem kilka słów o Eugeniuszu Bodo, słynnym, przedwojennym aktorze i piosenkarzu, nawiązując do aktualnego serialu telewizyjnego. Zamierzałem wówczas temat ów odrobinę rozwinąć, ale nie starczyło już miejsca. Zatem dzisiaj kilka odniesień do wspomnianej telewizyjnej produkcji, a przy okazji, jeśli zmieszczę, kilka ciekawostek ze świata filmu.

Dodaj komentarz

Kilka miesięcy temu, na imieniny, dostałem książkę „Każdy szczyt ma swój CZUBASZEK”. Ponad trzysta stron zabawnego wywiadu-rzeki, jaki przeprowadził z tytułową bohaterką znakomity kabaretowiec Artur Andrus.

Dodaj komentarz

Choć tytuł dzisiejszego felietonu jest podobno chińskim przysłowiem, odnoszę wrażenie, że znakomicie pasuje do naszej polskiej, dzisiejszej rzeczywistości. Na ogół staram się unikać tematów politycznych, ale o czym można pisać w kraju ogarniętym czymś w rodzaju politycznego obłędu?

Dodaj komentarz

Na wiosnę kwiatki rosną i kwitnie miesiąc maj – jak śpiewała niegdyś Iga Cembrzyńska. Ileż to innych jeszcze piosenek napisano o tym symbolicznym dla wiosny miesiącu. Potrafię z pamięci wymienić co najmniej kilka z nich, ze słowem maj w tytule.

Dodaj komentarz

Zanim zacznę, muszę czytelników przeprosić za pewną drobną omyłkę. Otóż przed tygodniem, cytując fragmenty książki pana Adama Granville, podałem jej tytuł z błędem. Dzisiaj to poprawiam. Polskie „dżentelmen” pochodzi od angielskiego „gentleman”, a nie, jak odruchowo napisałem, „gentelman”. Zatem przepraszam. Zwłaszcza tych dżentelmenów, którzy posługują się językiem angielskim.

Dodaj komentarz

Pożyczono mi niezwykle interesującą książkę, wydaną niecałe dwa lata temu. Jest to eleganckie, ponad trzystustronicowe i bogato ilustrowane tomisko w sztywnej oprawie. Autor Adam Granville, Polak, w niesłychanie ciekawy sposób opisuje i interpretuje obyczaje i zachowania, które na przestrzeni wieków wpisały się do obowiązkowego kanonu określającego sposób bycia współczesnego gentelmana. Gentelmana, czyli człowieka z klasą.

Dodaj komentarz

Wielkie brawa, to mało powiedziane. Felieton, który zamierzam dzisiaj napisać, to gigantyczna owacja na cześć pewnej artystycznej rodziny. Rodziny Wasilewskich: Ewy, Roberta, Igi i Kai - laureatów tegorocznej nagrody Juranda.

Dodaj komentarz

Tegoroczne dni Święta Wielkanocnego mamy już za sobą. Religijne znaczenie owego święta jest oczywiste dla każdego katolika. Rozumiemy jego duchowe przesłanie. A jeśli nie wszystko zrozumieć potrafimy, lub czegoś nie wiemy, zawsze możemy dowiedzieć się o tym od księdza. W końcu po to, między innymi, są przedświąteczne rekolekcje.

Dodaj komentarz

Przed tygodniem pisałem o niedawno zmarłym wybitnym aktorze Marianie Kociniaku. Wielkim mistrzu, którego miałem okazję poznać osobiście w roku 1971. Dzisiaj chciałbym napisać o innym luminarzu poezji i estrady, dzięki Bogu żyjącym, Wojciechu Młynarskim. Młynarskiego także poznałem osobiście, kilka lat wcześniej niż Kociniaka, mianowicie w roku 1965. Było to tuż po urodzeniu jego córki, powszechnie dziś znanej osobowości telewizyjnej, Agaty Młynarskiej. Jako okazję dla napisania felietonu akurat o Młynarskim traktuję jego jubileuszowe, siedemdziesiąte piąte urodziny, które przypadają w przeddzień Świąt Wielkanocnych, czyli 26 marca.

Dodaj komentarz