Reklama

BANER WSPÓLNY 110325

Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) nałożyło na Konrada Bukowieckiego „publiczną reprymendę”. To oznacza, że anulowany został pobity przez niego rekord świata oraz odebrany tytuł mistrza świata juniorów w pchnięciu kulą.

Odebrali Bukowieckiemu tytuł mistrza świata
Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych nałożyło na Bukowieckiego (w środku) „publiczną reprymendę”

Wydawać by się mogło, że zamieszanie z ubiegłoroczną tzw. aferą dopingową z udziałem Konrada Bukowieckiego zakończy się bez bardziej nieprzyjemnych konsekwencji – a jednak...

Podczas lipcowych MŚ Juniorów w Bydgoszczy w organizmie Konrada Bukowieckiego, kulomiota ze Szczytna, wykryto higenaminę, niedozwolony (ale dopiero od stycznia br.) stymulant. Polska Komisja do Zwalczania Dopingu w Sporcie przyznała później, że Bukowiecki nieświadomie przyjął substancję i ukarała go naganą. Higenamina znajdowała się w jednej z odżywek, którą zażywał Bukowiecki, przygotowując się do zawodów w Bydgoszczy. Odżywka posiadała oznaczenie „Doping Free”, a w jej składzie nie było wymienionej higenaminy. Teraz Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) nałożyło na Bukowieckiego „publiczną reprymendę”. Jednocześnie anulowane zostały wyniki, jakie uzyskał w dniach 19-24 lipca 2016 roku. Wtedy właśnie odbywały się juniorskie MŚ, w których Bukowiecki z rekordem globu (23, 34 m kulą 6 kg) zdobył w pchnięciu kulą złoty medal.

Decyzją o odebraniu Konradowi tytułu mistrza i rekordu świata zbulwersowany jest jego trener i ojciec Ireneusz Bukowiecki. - To jest żenujące. Okazało się, że polska komisja, oprócz tego, że dała mu naganę, wystąpiła do IAAF o unieważnienie wyników mistrzostw świata – powiedział podczas rozmowy z „Kurkiem”.

Trener Bukowiecki powołuje się na znany z mediów przykład jednego z piłkarzy Liverpoolu – ten higenaminę (niebędącą wówczas oficjalnie zakazaną) zażył świadomie i został uniewinniony. W przypadku Konrada, który tej świadomości nie miał, podobnie nie postąpiono. - Jak może prawo działać inaczej w stosunku do różnych ludzi? Tego nie mogę zrozumieć – dziwi się szkoleniowiec.

Ireneusz Bukowiecki poinformował nas, że firmę, która wypuściła feralne odżywki, podał już do sądu. Razem z synem nie planują – mimo rozżalenia - wnosić apelacji w sprawie orzeczenia IAAF, będącego powieleniem osądu polskiej komisji antydopingowej.

Ubiegłotygodniowa decyzja, bardzo przykra nie tylko dla rodziny Bukowieckich, zmienia w sposób istotny kolejność ubiegłorocznych MŚ Juniorów. Przypomnijmy, że bardzo szybko po tamtym konkursie odebrano srebrny medal Rumunowi Toaderowi, którego przyłapano na dopingu stosowanym podczas nieco wcześniejszych mistrzostw kraju.

(o), (gp)