Pacjentki korzystające z poradni ginekologicznej w szczycieńskim szpitalu, są zapisywane na wizyty na tę samą godzinę. - Jak w ogóle można wpaść na taki pomysł? - zastanawia się pani Elżbieta z Kamionka, zauważając, że w dobie pandemii naraża to pacjentów oczekujących w kolejce w ciasnym korytarzu na ryzyko zakażenia koronawirusem.
WSZYSTKIE NA JEDNĄ GODZINĘ
Medycy nieustannie apelują, aby z powodu pandemii koronawirusa nie rezygnować z wizyt u lekarzy i poddawać się badaniom profilaktycznym. Codzienna praktyka pokazuje jednak, że nie jest to takie proste, a osoby korzystające z usług państwowej służby zdrowia narażone są na liczne niedogodności. Pokazuje to przykład szczycieńskiego szpitala.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Pani Elżbieta interweniowała w tej sprawie u dyrektor szpitala Beaty Kostrzewy. - Pani dyrektor mnie przepraszała i tłumaczyła, że nic nie może na to poradzić, bo tak zadecydował lekarz, który przyjeżdża do poradni z Olsztyna – mówi kobieta.
DYREKCJA MA ZWIĄZANE RĘCE
W rozmowie z „Kurkiem” Beata Kostrzewa potwierdza, że w tej sprawie ma związane ręce, bo taki a nie inny sposób zapisów ustalił dojeżdżający do Szczytna ginekolog. - Nasi lekarze nie są zainteresowani dyżurami w poradniach, więc posiłkujemy się medykami z zewnątrz – wyjaśnia. Przyznaje, że doktor nie zawsze przyjeżdża punktualnie, bo ma swoje zajęcia i zaplanowane operacje w Olsztynie, a na dodatek na drodze do Szczytna są obecnie prowadzone roboty, które wpływają na czas dojazdu. Dodatkową komplikacją są zakażenia koronawirusem u szpitalnego personelu. - To powoduje, że pacjentki, które były zapisane na wizytę dwa tygodnie temu, przychodzą dopiero teraz – mówi dyrektor Kostrzewa.
DLACZEGO MUSIMY CZEKAĆ W ZIMNIE?
To nie wszystkie uwagi, które pacjenci kierują za naszym pośrednictwem do dyrekcji szpitala. - Córka niedawno była u ortopedy i skarżyła się, że musiała stać na dworze. Czy nie można by było postawić koło szpitala podgrzewanego namiotu, w którym pacjenci mogliby zaczekać? - zastanawia się nasz czytelnik Tadeusz Mackiewicz. - Według mnie zmuszanie ludzi do tego, aby stali w zimnie, to brak poszanowania pacjentów – dodaje.
Dyrektor Kostrzewa informuje, że przy szpitalu jest jedynie ustawione zadaszenie. Natomiast ze względów bezpieczeństwa nie ma możliwości, aby zorganizować podgrzewany namiot. - W obecnej sytuacji epidemiologicznej musielibyśmy wpuszczać do niego ludzi pojedynczo – mówi.
Zapowiada, że warunki pacjentów poprawią się po zakończeniu rozbudowy szpitala. - Planujemy zaadaptować na poradnie budynek dawnej pralni. To powinno wpłynąć na komfort pacjentów oraz personelu medycznego – mówi Beata Kostrzewa.
(ew){/akeebasubs}
