Nie wiem dlaczego zebrało mi się ostatnio na wspomnienia. Wesołe wspomnienia z minionych lat. Lat dawnych, czyli czasu młodości. Może to zawsze tak bywa na wiosnę?
Chciałoby się cieszyć byle czym („ja to się cieszę byle czym...” śpiewał w latach siedemdziesiątych Wojciech Skowroński), ale to dzisiejsze byle co jest „smutne czegoś”. Jakże cieszyć się nim? Kiedy Jan Pietrzak startował niegdyś w wyborach na Prezydenta Polski zapowiadał, że może za jego władzy nie będzie lepiej, ale na pewno będzie weselej. Dzisiaj jest akurat odwrotnie. Ogłoszono narodowi „dobrą zmianę”, czyli jest lepiej. Tylko dlaczego jest tak cholernie smutno? Gdzie te igrzyska?!
Dla odprężenia powspominajmy lata dawno minione. Wszak w ponurym okresie PRL-u igrzysk nie brakowało. Bywały lepsze lub gorsze. Niektóre tragicznie żenujące, ale także takie, które warto przypomnieć. Wspomnijmy zatem letnie festiwale piosenek. Szacowne dwa główne, czyli Opole i Sopot oraz dwa podrzędniejsze, poniekąd żenujące z uwagi na ich propagandowy charakter, czyli Kołobrzeg i Zieloną Górę. Festiwale w wymienionych miastach odbywały się co roku, kolejno w czerwcu, lipcu, sierpniu i ostatni z nich na jesieni.
Opole to naprawdę było coś!{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Wcześniej wymyślonym festiwalem był Międzynarodowy Festiwal Piosenki w Sopocie. Pomysłodawcą był Władysław Szpilman, a inauguracyjny koncert odbył się w sierpniu 1960, w hali Stoczni Gdańskiej. Dopiero drugi i następne transmitowano z Opery Leśnej. Przytoczę pewną ciekawostkę o charakterze politycznym. W roku 1979 zespół BONEY M. zaśpiewał piosenkę „Rasputin”, która była wówczas w Polsce zakazana. Koncertu nie transmitowano na żywo. Telewizja wyemitowała festiwalowy występ dnia następnego, wycinając wymienioną piosenkę, jako „godzącą w sojusz z ZSRR”. Na szczęście nie wyeliminowano, z tego samego koncertu, sympatycznego momentu, kiedy to słynny Demis Roussos poprosił do tańca konferansjerkę wieczoru, czyli Irenę Dziedzic.
Chciałem jeszcze napisać kilka zabawnych złośliwości na temat dwudziestu lat trwania Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu (mały zaszczyt dla artystów, ale za to dość poważne pieniądze) oraz dwudziestu czterech lat istnienia Festiwalu Piosenki Radzieckiej, szczególnego festiwalu, bowiem zapewniał wykonawcom szereg późniejszych, dobrze płatnych chałtur w ramach działalności TPPR (Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Radzieckiej). Niestety miejsca zabrakło, zatem może innym razem.
Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}
