Jesień. Koniec października i listopad, to smutne miesiące. Wiele osób w tym czasie opuszcza nas i udaje się w zaświaty.

Przed tygodniem, w swoim felietonie, żegnałem Ryszarda Filipskiego. Dzisiaj chcę przypomnieć, zmarłego 31 października, Andrzeja Zaorskiego. Przypomnieć, bowiem ów wspaniały aktor, satyryk i niezrównany kabareciarz, około trzydzieści lat temu, z osobistych pobudek, wycofał się z artystycznego życia. Nieco później, w roku 2004, przebył udar mózgu, co spowodowało paraliż, a także trudności w wysławianiu się. Wówczas Andrzej Zaorski, całkowicie wyeliminowany z zawodowej aktywności, napisał książkę „Ręka, noga, mózg na ścianie”. Nie mógł mówić, zatem pisał. I to jak! Mimo niepełnosprawności ani trochę nie stracił swojego niezrównanego poczucia humoru. Toteż jego autobiograficzna książka, z konieczności raczej smutna, chwilowo potrafi czytelnika rozśmieszyć do łez. Połączenie życiowej tragedii Zaorskiego z jego kabaretowymi wspomnieniami, to bezbłędnie skomponowana, autorska mieszanka.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

Dla młodego pokolenia Andrzej Zaorski jest, prawdopodobnie, postacią zupełnie nieznaną, ale kto z młodzieży czyta moje felietony? Nie sądzę, aby znalazł się ktoś taki. Natomiast ludzie nieco bardziej wiekowi bez wątpienia pamiętają liczne programy telewizyjne, a także audycje radiowe, z udziałem Zaorskiego i jego wesołej kompanii. Zatem to im dedykuję ów wspomnieniowy felieton.

Andrzej Zaorski ukończył Warszawską Wyższą Szkołę Teatralną w roku 1964. Był znakomicie notowany, toteż natychmiast zaproponowano mu pracę w warszawskim teatrze „Współczesnym”. Później występował w teatrach “Ateneum”, „Narodowym” i „Powszechnym”. Były to wówczas cztery najlepsze teatry Stolicy i tak jest nadal. Rozpoczął także działalność kabaretową. Najpierw „U Lopka” (autorski kabaret Kazimierza Krukowskiego), później żartował “Pod Egidą”, następnie w „Tu 60-tka” i „Kaczuch Show”. To były lata sześćdziesiąte. Ale już na początku kolejnej dekady Andrzej Zaorski zyskał ogólnopolską sławę za pośrednictwem telewizji, a także radia. W tamtych latach, w telewizyjnej rozrywce, królowała Olga Lipińska. Jej cykliczny program kabaretowy „Gallux Show”, emitowany w latach 1970-1974, był oglądany przez chyba wszystkich telewidzów. Podobnie jak późniejsze wersje jej kabaretów. W „Gallux Show” stałym konferansjerem był nasz bohater. Przez cztery lata. Czegoż on tam nie wyprawiał! Występował w eleganckim, ciemnym garniturze, natomiast na stopach nosił ażurowe, letnie sandałki. Kiedy wygłaszał swoje przezabawne kwestie, to czasem, znienacka, zaczynał paskudnie chrypieć, a wtedy, aby usprawiedliwić się przed publicznością, przerywał swoją tyradę, machał dłonią i niby zażenowany, chrypliwie tłumaczył: „bigos i papieroski”. Papieroski na chrypę, to rzecz oczywista, ale żeby do tego dodać bigos, to trzeba mieć szczególne poczucie absurdu. Po jego programach pół Warszawy, przy każdej pijackiej okazji, tłumaczyło swój marny stan tym właśnie określeniem: „proszę pani, to przez bigos i papieroski”.

W roku 1973 radiowa „Trójka”, kiedy jeszcze była tą prawdziwą trójką, rozpoczęła satyryczno - kabaretowy cykl audycji „60 minut na godzinę”. Wspaniała, radiowa biesiada. Niesłychanie wówczas popularna. Jednym z inicjatorów tego radiowego kabaretu był Andrzej Zaorski. Wspólnie z Marcinem Wolskim i Krzysztofem Materną. Wkrótce do zespołu założycieli dołączył Jacek Fedorowicz. Przez osiem lat nasza ulubiona radiostacja nadawała, co tydzień, ów show. Andrzej Zaorski, poza tym, że był aktorem, pisał także znakomite teksty. Jego przebojem był dialog pod tytułem „Para-męt pikczers, czyli kulisy srebrnego ekranu”. Andrzej Zaorski, z Marianem Kociniakiem opowiadali sobie wzajemnie obejrzane ostatnio filmy. Ten dialog zawsze zaczynał się od słów: „fajny film wczoraj widziałem”, na co współrozmówca pytał „momenty były?”. Dalej słuchaliśmy cudownie idiotycznej interpretacji tego, co owa „para ment” mogła wywnioskować z treści owego filmu.

Na zakończenie. Andrzej Zaorski był fenomenalnym satyrykiem i kabareciarzem, ale przecież także zawodowym aktorem. Zatem informuję czytelników, że podczas swoich dwudziestu lat zawodowej aktywności zdążył zagrać w szesnastu fabularnych filmach. I jeszcze jedna informacja. Znakomity reżyser filmowy Janusz Zaorski jest jego rodzonym bratem. Młodszym o 5 lat.

Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}