Przedwyborcza nienawiść, o której pisaliśmy w „Kurku” przed tygodniem,  nie jest manifestowana  wyłącznie niszczeniem czy kradzieżą banerów.

Antykampania śmietnikowaDalece niestosowne akcje prowadzone były także w… śmietnikach, a konkretniej – wewnątrz wiat na odpady komunalne. Taki żenujący obrazek (fot. 1) uchwycił jeden z naszych Czytelników na ul. Nauczycielskiej. I nie jest to jedyna wiata, w której ktoś wymalował farbą napis do złudzenia przypominający ten z baneru kandydata partii rządzącej.

 

 

 

 

PROFESOR MIODEK TŁUMACZY

W jednym z ostatnich odcinków (429) telewizyjnego programu „Słownik polsko@polski” zostały poruszone problemy dotyczące naszego powiatu. Były to oczywiście kwestie odnoszące się do zagadnień natury językowej – program prowadzi profesor Jan Miodek (fot. 2), chyba najbardziej znany polski językoznawca, od pół wieku zachęcający w  różnych mediach do właściwego posługiwania się polszczyzną.  Ze studiem połączył się mieszkający obecnie w Elblągu, a pochodzący ze Spychowa, pan Mirosław (także widoczny na zdjęciu). Pytał on o niejasne, jego zdaniem, reguły tworzenia przymiotników od nazw miast, a nielogiczne miałyby być nazwy niektórych powiatów. - W mojej logice powinien to być powiat szczytneński – usłyszeli telewidzowie, gdy pan Mirosław poprzez skype’a mówił o miejscu urodzenia. - Współcześni mieszkańcy tego miasta powiedzą raczej „szczytnowski”. Stara forma jest „szczycieński” – zareagował profesor Miodek, wyjaśniając, że istnieje całkiem sporo nazw powiatów, których nazwa nie od razu musi kojarzyć się z danym miastem (np. leszczyński).
Jesteśmy ciekawi, jak wypadłaby sonda w tej kwestii przeprowadzona na reprezentatywnej grupie mieszkańców naszego powiatu. Ostatecznie z oficjalną wersją „szczycieński” możemy się spotkać na tablicach drogowych czy w urzędowych dokumentach. Niektóre ulice w miastach i wioskach naszego województwa mają w nazwie i „Szczycieńską”, i „Szczytnowską”. Jeszcze inaczej problem rozwiązano w Toruniu, gdzie na Starym Mieście jest po prostu i bez gramatycznego kombinowania ulica Szczytna (fot. 3). Uświadomiła nam to nasza Czytelniczka, pani Marta. Uświadomiła oczywiście żartobliwie, bo jednak nazwa odnosi się niekoniecznie do grodu Juranda.

PLENEROWE WYPOŻYCZALNIE

W poprzednim „Kurku” wróciliśmy do akcji „Uwolnij książkę”, a to za sprawą działań SM „Odrodzenie”, której opisany w naszym tygodniku pomysł (półkę na literackie dzieła do zabrania bądź przyniesienia powieszono na ścianie garażu przy ul. Kwiatowej) się spodobał. Podobna półka zawisła przy wejściu do spółdzielczego budynku przy ul. Solidarności. Prezes Krzysztof Krakowski nie wyklucza kontynuacji działań,   my podpowiadamy, że takie czytelnicze stanowiska mogłyby, jako elementy tzw. małej architektury, upiększyć nasz miejski krajobraz. Dla przykładu pokazujemy, jak wyglądają takie półki czy regaliki w miejscowościach nieposiadających praw miejskich, ale atrakcyjnych turystycznie. W okolicach nieodległej od nas leśniczówki Pranie, związanej z osobą lubiącego pisać i czytać Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, napotkamy umieszczoną na paliku półkę przypominającą budkę dla ptaków i wpisującą się zgrabnie w krajobraz Puszczy Piskiej (fot. 4 ). W środku – oczywiście książki do pobrania. Już wyraźnie dalej, bo w Białowieży, mamy jeszcze ciekawiej wyglądającą wypożyczalnię. Książki znajdziemy w specjalnych gablotkach wmontowanych w postawione przy spacerowej alejce pnie drzew (fot. 5).{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

OBSZAR ZABUDOWANY INACZEJ

Jak rozpoznać, czy dany obszar jest  terenem zabudowanym? To dziecinnie proste: po odpowiednich znakach. Po niczym innym. Kierowcy, którzy przejadą przez teren ze zwartą zabudową i trochę się zagapią, mogą mieć problemy – i to całkiem poważne. Jeśli bowiem tylko nam się wydaje, że opuściliśmy obszar zabudowany i planujemy dodać zbyt mocno gazu, może się to skończyć tak, jak kończą niezorientowani w temacie zmotoryzowani wyjeżdżający z Rozóg w stronę Myszyńca. Wystarczy 101 na liczniku i tracimy prawko, bo jednak oddalone nieco od drogi stacja paliw i zajazd (majaczące w tle, wcześniej po obu stronach pola – fot. 6) wymuszają przedłużenie obszaru zabudowanego. A na niezorientowanych w temacie czekają bardzo często funkcjonariusze z drogówki. W Rozogach poszaleć nie można, można za to na liczącym coś koło 200 m odcinku ul. Burskiego w Pasymiu.

Ze znajdującego się poza obszarem zabudowanym (według znaków) odcinka drogi Szczytno-Olsztyn można weń skręcić i pojechać w stronę osiedla domków jednorodzinnych. Gdy 10 lat temu na tej gruntowej wówczas uliczce położono asfalt, ktoś porównał ją do autostrady. Z prędkością 140 km/h nikt trzeźwo myślący tędy nie pojedzie, ale za wspomniane wcześniej 101 żaden policjant niczego bardzo złego zrobić nie powinien. Przyjrzyjmy się jednak, jak wygląda rzekomo niezabudowany fragment ul. Burskiego, czyli ten prowadzący od DK 53 (fot. 7). Jakiś czas temu postawiono tu duży sklep, naprzeciwko zaś myjnię – i do obu miejsc prowadzą zjazdy, które teoretycznie powinny zmusić do spowolnienia. W lekkiej oddali mamy kilka domków pobudowanych całkiem blisko jezdni i dopiero później postawiono (umieszczony w otoku) znak wskazujący na początek obszaru zabudowanego. Po drugiej stronie ulicy jadący w przeciwnym  kierunku widzą znak z odwołaniem tego obszaru. Czyli dla tych, którzy mają wozy z dobrym przyspieszeniem i takimże hamowaniem, problemu nie ma. Doprawdy, logika drogowców bywa pokrętna…

RZEPAK GODNY INWOKACJI

W ubiegłym roku, w jednym z odcinków „Kroniki” zachwycaliśmy się późnoletnią nawłocią (czyli polską mimozą), której całe żółte pola uznaliśmy za godne utrwalenia w jakiejś uwspółcześnionej wersji „Inwokacji”. Pola w stylu tych „malowanych zbożem rozmaitem,/ Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem” można zobaczyć w maju z okien pojazdu również na naszych drogach. Oto obrazek z obrzeży Pasymia, uwieczniony przy słonecznej pogodzie (fot. 8) - asfaltowa siwa wstęga szosy (zdecydowanie innej niż drogi na Litwie z początku XIX w.), błękitne niebo z obłokami i cytrynowożółty ciąg kwitnącego rzepaku. Literaci, do piór!

TABLICA DEZINFORMACYJNA

W Szczytnie mamy kilka inwestycji, które rozpoczęto przed laty, ale gdzieś po drodze pojawił się problem i prace albo spowolniono, albo od wielu miesięcy po prostu nie postępują. Jednym z takich obiektów jest budynek znajdujący się przy ul. Sikorskiego w Szczytnie.  Jego  początki sięgają czasów jeszcze wcześniejszych niż inauguracja sławetnej przebudowy wieży ciśnień. Budowla to cokolwiek tajemnicza – nie widać okien w części parterowej (fot. 9), nie ma ich także na dwóch pozostałych ścianach. Każda rozpoczęta inwestycja powinna być opatrzona stosowną tablicą informacyjną. Pozornie pozostawiono jedynie napis UWAGA, czyli żółtą tabliczkę znajdującą się mniej więcej na środku ściany od strony ulicy. Informacji związanych z tą inwestycją znajdziemy jednak trochę więcej. Na ścianie frontowej, w pobliżu czegoś w rodzaju przyszłego balkonu, jakiś budowlaniec dowcipniś umieścił jeszcze jedną malutką tabliczkę. Odczytanie jej treści okiem nieuzbrojonym jest mocno utrudnione (fot.10).  Dopiero dzięki zoomowi aparatu dostrzeżemy nazwisko inwestora (imię zdążyło już odpaść) tudzież ocalone fragmenty numeru pozwolenia. Jaki to rodzaj budowy oraz kto wydał pozwolenie, pozostaje już teraz  tajemnicą.

Tekst i foto
(tym razem w mniejszości):
G.P.J.P.{/akeebasubs}