W Muzeum Mazurskim można oglądać wystawę pt. „Robert Budzinski. Zapomniany artysta z Prus Wschodniach”. Prezentowane są niej głównie grafiki urodzonego koło Nidzicy artysty, pochodzące z bogatej kolekcji regionalisty Witolda Olbrysia.
Bohaterem najnowszej wystawy w Muzeum Mazurskim jest Robert Budzinski. Urodzony w 1874 r. koło Nidzicy artysta za życia był ceniony i znany, ale potem popadł w zapomnienie. Zasłynął głównie jako autor grafik, ale też malarz, który wykształcenie zdobywał w Akademiach Sztuki w Berlinie i Królewcu. Pisał także książki o tematyce związanej z Prusami Wschodnimi i sam tworzył do nich ilustracje. Wśród znawców sztuki uchodzi za jednego z najwybitniejszych artystów naszego regionu z okresu przedwojennego, choć jego twórczość jest dziś mało znana. Szczycieńska wystawa ma pamięć o nim przywrócić. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
W trakcie wernisażu moża było dowiedzieć się wiele na temat życia Roberta Budzinskiego. Jak podkreślała znawczyni jego twórczości, dr Ewa Gładkowska z Uniwersytetu Warmińsko – Mazurskiego w Olsztynie, zdecydowanie wyłamywał się on z mieszczańskich schematów. Już jako dojrzały mężczyzna zafascynował się działającym w pierwszej połowie XIX w. w Niemczech ruchem „Wędrowynych ptaków”, który można by uznać pod pewnymi względami za pierwowzór ruchu hipisowskiego. Bliskie były im ideały powrotu do natury, medycyna naturalna oraz nudyzm. Z tego ruchu wywodziła się muza i kochanka Budzinskiego, młodsza od niego o dwadzieścia lat Erika Stern, uwieczniona na wielu pracach artysty prezentowanych w muzeum. Co ciekawe, związek ten akceptowała żona twórcy, z którą miał czworo dzieci. - Miał od niej przyzwolenie na to, by raz w roku wyjeżdżać na miesiąc z kochanką na Mierzeję Kurońską – opowiadała dr Ewa Gładkowska, zdradzając też, co ją urzekło w twórczości Budzinskiego. - Zafascynował mnie jego dystans do świata i niewchodzenie w konflikty polityczne – mówiła badaczka.
(ew){/akeebasubs}
