W centralnym punkcie miasta, na placu Juranda stoi m. in. oszklona tablica. Wyjaśnia ona, że siedzące na pobliskiej ławce stworki to szczycieńskie pofajdoki i co trzeba zrobić, gdyby ktoś chciał razem z nimi być widoczny w internecie.
Cóż, szyba osłaniająca tablicę nie była myta chyba przez lata, wskutek czego zamieszczone za nią ilustracje i tekst stają się coraz mniej czytelne. Coś jednak, mimo wszystko widać, m. in. zdjęcie ławki w czasach nowości. Zauważamy, że miała ona wówczas bardziej intensywne barwy, zbliżone do koloru ciemnoczerwonego. Siadłszy na ławce możemy zrobić sobie nie tylko pamiątkowe zdjęcie w rodzaju modnego obecnie selfie, ale jak wspomnieliśmy, także pokazać się całemu światu w internecie. Ba, ale jak usiąść, gdy mamy do czynienia z czymś takim, co pokazuje kolejne zdjęcie. Siedzisko i oparcie zostały upstrzone ptasimi odchodami. Tak oto zachęca się turystów do korzystania z małej miejskiej architektury. Dodajmy, że nie lepiej prezentuje się druga ławka stojąca vis a vis oraz posadowiony obok niej kiosk hot-spot. Te sprzęty są również zabrudzone, choć kiosk, o dziwo, działa.
ŻAŁOSNA BUDKA

Ławki ławkami, ale przecież, by ściągnąć turystów do miasta trzeba by ich o tym i o owym, co warte jest obejrzenia w Szczytnie, poinformować. Na placu Juranda jest nawet coś takiego – punkt informacji turystycznej w kształcie małej chałupki. Ba, przez całe lato nie był on czynny, a alternatywny punkt działał w MDK-u, prawie jak w ukryciu, bo powiadamiała o tym jedynie mała karteczka zamieszczona w oknie. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Wracając zaś na plac Juranda, to widzimy, że tamtejsza chałupka została oklejona dawno już nieaktualnymi plakatami, a skoro nic się w niej nie działo, to właściwie stoi tak sobie a muzom.
Od strony ul. Sienkiewicza szyby w okienku zostały wybite, więc bez przeszkód można zaglądnąć do środka. Wewnątrz na podłodze widać wiele niedopałków papierosów, aż dziw, że obiekt nie zajął się ogniem. W głębi dostrzegamy też torbę – reklamówkę, resztki żywności, a na półkach wodę mineralną i jakieś dokumenty.
Oto, co zostało z punktu informacji turystycznej.
AKCENTY KASZUBSKIE
Sezon turystyczny w zasadzie się skończył, więc na stare śmieci, czyli do Szczytna wrócili liczni urlopowicze. Wojażując tu i tam, po ciekawszych zakątkach kraju, przywieźli nie tylko wspomnienia, ale i ciekawe spostrzeżenia. Wśród nich jest pani Urszula, która odwiedziła m. in. Wejherowo leżące na Kaszubach. Tam, w parku niedaleko opisywanej przez nas na początku lata efektownej fontanny, dostrzegła inny nowy element – ławkę z siedzącym na niej akordeonistą. Rzecz niby zwyczajna, coś na wzór opisywanej wcześniej naszej ławeczki z pofajdokami.
Jest jednak tu dość istotny szczegół różniący oba obiekty. Rzecz w tym, że po naciśnięciu klawisza-guzika na akordeonie usłyszymy jeden z trzech muzycznych motywów - grajek jakby ożywa i wygrywa m. in. piosenkę „Kaszubskie nuty”, ludowy utwór z tych stron.
POMYSŁ OBYWATELSKI ZA GROSZE
Stąd pomysł pani Urszuli na uatrakcyjnienie nie tyle ławeczki z pofajdkowami, a figury Krzysztofa Klenczona stojącej w pasażu jego imienia, by i ona również grała. Rzecz w realizacji na pewno nie byłaby droga, ot parę przysłowiowych groszy (jak na zasoby miejskiej kasy). Przy okazji dodajmy, że nasz pomnik w zasadzie nie jest niemy, bo gdy podejdzie się blisko, słychać szmer ciurkającej wody... Ano właśnie, ciurkającej po nutkach umieszczonych aż na dwóch pięcioliniach. Owe nutki nie tworzą jakiegoś bezładnego układu, a pierwszy takt znanego przeboju Krzysztofa „Wróćmy na jeziora”, do którego skomponował on muzykę. No i gdyby teraz po naciśnięciu przełącznika na gitarze usłyszelibyśmy ten utwór, atrakcja byłaby niemała.
Jesteśmy ciekawi, czy i inni nasi Czytelnicy przywieźli z urlopów podobne, albo zupełnie inne pomysły, dzięki którym miasto stałoby się ciekawsze – chętnie je opublikujemy.{/akeebasubs}
