W niedzielne popołudnie w Nartach kierujący audi mieszkaniec województwa mazowieckiego wjechał w idącą chodnikiem czteroosobową rodzinę. Wszyscy jej członkowie, w tym dwoje dzieci, zostali ranni. W najcięższym stanie jest 3-letni chłopczyk, którego śmigłowcem przetransportowano do szpitala w Olsztynie.

Audi staranowało rodzinę

W miniony upalny weekend położone nad jeziorem Świętajno Narty przeżywały prawdziwe oblężenie. Rzesze turystów przybyły tu, by zażyć ochłody nad wodą. Wśród nich było także małżeństwo z województwa mazowieckiego z dwoma synami w wieku 3 i 7 lat. W niedzielne popołudnie 9 sierpnia wszyscy czworo szli przez miejscowość chodnikiem, nie spodziewając się, że za chwilę rozegra się tragedia. W pewnym momencie kierujący audi 54-latek przejeżdżający przez miejscowość, nagle zjechał na lewy pas jezdni, a następnie na chodnik, którym szła rodzina. W wyniku uderzenia, wszyscy jej członkowie odnieśli obrażenia. Rodzice oraz 7-letni chłopiec zostali przetransportowani do szpitala w Olsztynie. Najciężej ranny jest 3-latek. Walczącego o życie chłopca z miejsca zdarzenia zabrał helikopter Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Policjanci ustalili, że kierowca audi, również mieszkaniec Mazowsza, w trakcie wypadku był trzeźwy. Nie potrafił wytłumaczyć funkcjonariuszom swojego zachowania. Trwa ustalanie okoliczności tego nieszczęśliwego wypadku.

DROGA GROZY

Jako pierwsza na ratunek rannym pospieszyła wypoczywająca akurat w domku w Nartach doktor Joanna Pawłowicz – Radosz wraz z synem i synową, którzy także są lekarzami. - Najpierw usłyszałam nietypowe uderzenie. Od razu pobiegłam zobaczyć, czy ktoś nie potrzebuje pomocy – relacjonuje.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Jej największy niepokój wzbudził stan 3-letniego chłopca, który doznał ciężkiego urazu głowy. Natychmiast przystąpiła do czynności ratujących dziecko. - Chłopiec był nieprzytomny, miał sztywne, niereagujące na światło źrenice. Początkowo jeszcze wyczuwałam u niego tętno i oddech, ale zaraz je stracił – opisuje doktor Pawłowicz – Radosz. W międzyczasie jej syn zadzwonił po karetkę i śmigłowiec. - Prosił, żeby przysłali trzy ambulans e, ale przyjechał tylko jeden – mówi.

Joanna Pawłowicz – Radosz zauważa, że choć w Nartach obowiązuje ograniczenie prędkości, kierowcy zupełnie je ignorują. - Jeżdżą tamtędy jak zwariowani. To droga grozy – alarmuje. Jej zdaniem we wsi powinien być zainstalowany fotoradar. - Łapałby on tych wszystkich świrów, którzy pędzą przez tę nieszczęsną miejscowość . Interweniowała już w tej sprawie u wójta Jedwabna i u komendanta powiatowego policji. Zapowiada, że będzie zbierała podpisy pod petycją o zainstalowanie tu fotoradaru.

GDZIE TE PATROLE?

Niektórzy świadkowie tragedii zastanawiają się, dlaczego w chwili zdarzenia w miejscowości nie było dodatkowych patroli policji, o których wykupieniu przez gminę szeroko informowały lokalne media. - Może widok policjantów zadziałałby jakoś na nieostrożnych kierowców? - dywagują.

Wójt gminy Jedwabno Sławomir Ambroziak tłumaczy, że dodatkowe patrole na terenach obleganych przez turystów, w tym także w Nartach, pełnią służbę tylko w sobotnie wieczory, od godziny 20.00 do 4.00 w niedzielę. Ponadto, ich rolą nie jest zapewnianie bezpieczeństwa w ruchu drogowym, bo główny akcent kładą na spożywających alkohol nieletnich.

(ew){/akeebasubs}