... i dedykacje oraz różne do książek atrakcje. Mam całą kolekcję pozycji zawierających autografy autorów oraz różnorodne dedykacje.

Autografy...
Spotkania autorskie w szczycieńskiej bibliotece. Z lewej z Adrianną Trzepiotą, z prawej z Martą Fox

Te wpisy przywołują miłe wspomnienia i wartość czytanych książek pogłębiają. Uwielbiam spotkania autorskie, podczas których pisarz opowiada ciekawostki i zdradza niektóre tajemnice. Z każdego spotkania przynoszę do domu pachnące farbą drukarską dzieło opatrzone wpisem i podpisem twórcy. Książka dla mnie stanowi wartość największą, a czytanie to radość, święto, teleportacja w świat stworzony przez autora. W moim życiu książki pojawiły się bardzo szybko. Głośne czytanie rozbrzmiewało w naszym domu każdego wieczoru. Najpierw mi czytano, a potem już na długie godziny przepadałam zaszyta gdzieś w kąciku, albo nawet pod kołdrą z książką oraz latarką i sama sobie czytałam. Pierwsza samodzielnie przeczytana książka to „Król Maciuś I”, a potem już czytałam wszystko, co mi wpadło w ręce. Zatracenie czytelniczki polegało na tym, że potrafiłam nie jeść, nie pić, tylko trwać w takim totalnym czytelniczym „odlocie”.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Nadal uwielbiam ten moment oderwania od rzeczywistości i takie niebywałe wkroczenie w świat bohaterów. Pierwsze książki przynosił Mikołaj; kolejne otrzymywałam: na imieniny, za postępy w nauce, a nawet mam taką za dobre sprawowanie na kolonii.

Wychowałam się na pełnych przygód książkach Zbigniewa Nienackiego ze słynnej (w moich czasach) serii „Pan Samochodzik”... Potem pochłonęła mnie twórczość Stanisławy Fleszarowej-Muskat. Wiadomo, czytałam wszystkie lektury i już wówczas założyłam swoisty dyskusyjny klub książki - ponoć tak streszczałam treść lektur, że czytać moje koleżanki nie musiały.

Wówczas nawet nie miałam pojęcia, że stanę się wiernym i aktywnym członkiem Dyskusyjnego Klubu Książki, który utworzono przy MBP w Szczytnie ponad 12 lat temu. Właśnie ze spotkań autorskich organizowanych w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Szczytnie pochodzą stanowiące piękną kolekcję książki z autografami pisarzy. W moim przypadku zasada postępowania z takimi wartościowymi pozycjami jest następująca: te z dedykacją uniwersalną po przeczytaniu oddaję w prezencie, te z dedykacjami osobistymi zostawiam w domu, gdyż autor, wypisując moje imię, już na wstępie życzył sobie, by książka została ze mną.

Ze spotkań autorskich organizowanych w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Szczytnie pochodzą stanowiące piękną kolekcję książki z autografami pisarzy

Wiadomo, że czytanie książek nie zawsze odbywa się „od deski do deski”, więc miejsce, do którego wrócimy zaznaczamy różnie. Kiedyś była moda zaginania „rogów”, ale to niszczyło strony, więc w moich książkach jako znaczniki pojawiły się kwiatki, listki, źdźbła traw... z czasem piękne zakładki, takie przez kogoś miłego zrobione, albo w fajnych miejscach kupione. Gdy odkryłam, że w Herbatowni prowadzonej przez Panią Elę Zyrę są fantastyczne zakładki, to nie tylko sobie taką sprawiłam, ale ku wielkiej radości obdarowałam nimi wszystkich, którzy podzielają czytelnicze pasje. Oczywiście w każdej książce zakupionej podczas spotkania autorskiego obowiązkowo przechowuję zaproszenie  oraz wycinam z gazet artykuły opisujące te wydarzenia. W minionym roku dokładnie 23 września 2019 r. przypadała 25. rocznica śmierci mojego ukochanego pisarza Zbigniewa Nienackiego i czy ktoś uwierzy, że w jednej z książek przechowuję już 25 lat artykuł prasowy informujący o tym smuteczku. Wracając jednak do rzeczywistości, ostatnie spotkanie autorskie, w którym uczestniczyłam miało miejsce 17 stycznia 2020 r. i dla mnie było to już drugie uczestnictwo w fantastycznych opowieściach pisarki Adrianny Trzepioty, po którym wróciłam do domu z kolejną pozycją tej autorki noszącą tytuł „Zimowa Jutrzenka” . A 17 października 2019 r. na spotkanie autorskie z pisarką Martą Fox zabrałam książkę „Do rana daleko” i przechowywany w niej list, który do mnie Pani Marta napisała, czym po prostu wzruszyłam pisarkę.

Każda książka, którą biorę do ręki ma swoją historię i niezwykłe wspomnienia. Gdy biorę do ręki „Plagę” autorstwa Jerzego Niemczuka, to od razu wracają wspomnienia związane z pierwszym spotkaniem z tym pisarzem. Otóż pisarzowi Jerzemu Niemczukowi zostałam przedstawiona w 1993 r. przez mojego kolegę z pracy Pana Wacława Malczewskiego – prywatnie teścia pisarza, który zawsze powtarzał, że Ewa (żona pisarza, córka pana Wacława) jest Muzą i natchnieniem w bogatej już wówczas literackiej działalności. To ja od Pana Wacława otrzymywałam do oglądania w kinie domowym kasety ze sztukami: „Małpa”, „Głośna sprawa”. Wystarczy, że wezmę do ręki którąś z posiadanych pamiątek, a wspomnienia niczym bumerang do mnie wracają i wartość posiadanych i czytanych książek podkreślają. Autografy, dedykacje, zakładki, wpisy i podpisy to skarby nad skarbami, wierzę że wszyscy takie w swoich domach posiadamy.

Grażyna Saj-Klocek{/akeebasubs}