Szczycieński szpital boryka się z wieloma problemami, głównie finansowymi. Jednak z punktu widzenia pacjentów największą bolączką jest często niewłaściwe podejście personelu do chorych. Dlatego przewodniczący komisji zdrowia Rady Powiatu sugeruje, że lekarze i pielęgniarki powinni popracować nad empatią. Na szczęście są też i pozytywne przykłady.
WIDZĄ TYLKO CZUBEK WŁASNEGO NOSA
Mieszkańcy, którzy trafili do szczycieńskiego szpitala, nie zawsze są zadowoleni z poziomu świadczonych w nim usług. Często też skarżą się na niewłaściwe podejście lekarzy i pielęgniarek. Zastrzeżenia budzi sposób, w jaki traktują chorych. Sygnały o tym docierają m.in. do radnego powiatowego Jana Napiórkowskiego, przewodniczącego komisji zdrowia Rady Powiatu. Jego zdaniem personel powinien popracować nad bardziej empatycznym podejściem do pacjentów. Dyrektor szpitala Beata Kostrzewa zwraca jednak uwagę, że sprawa wcale nie jest taka jednoznaczna. – Nie będę nikogo usprawiedliwiać, ale pamiętajmy, że to szpital – mówi. Dodaje, że ludzie, którzy zgłaszają się do placówki nie zawsze wykazują zrozumienie dla personelu. – Lekarz nie przychodzi do pacjenta od razu nie dlatego, że mu się nie chce, ale dlatego, że akurat operuje albo walczy o czyjeś życie. A na izbie przyjęć pani tupie nogami, bo czeka już 1,5 godziny – opisuje Beata Kostrzewa. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
MOŻNA INACZEJ
Okazuje się jednak, że są i pozytywne przykłady lekarzy, którzy kierują się wobec chorych empatią. Doświadczyła tego mama innej radnej powiatowej, Krystyny Furtak. Długo czekała na pogotowie, ale to nie przyjechało. Dyspozytorka uznała bowiem, że najpierw stan chorej powinien ocenić lekarz. Na ratunek starszej kobiecie przyszło dwóch młodych medyków właśnie z nocnej i świątecznej pomocy. – Byli bardzo sympatyczni, uczynni, wprost nie do uwierzenia, że tacy młodzi, a tak profesjonalni – nie może się nachwalić radna. – Niemal od razu rozładowali negatywne emocje pacjentki – dodaje. Podkreśla, że dzięki ich interwencji zbędna okazała się hospitalizacja chorej.
NIE MA SIĘ CZYM CHWALIĆ
Szczycieński szpital nadal boryka się z trudną sytuacją finansową. Bilans za ubiegły rok nie jest zadowalający, bo placówka ma do pokrycia ponad 1 mln złotych. – Nie mam się czym chwalić, mimo że osiągnęliśmy wynik o 150 tys. zł lepszy niż rok wcześniej – mówi dyrektor. Na tę sytuację wpływ ma niski poziom kontraktu z NFZ, a zwłaszcza to, że wycena usług od lat się nie zmienia. Finansowa mizeria nie oznacza jednak, że placówka tkwi w całkowitym marazmie. W ubiegłym roku udało się wydać na inwestycje i doposażenie 865 tys. złotych. Znaczącą pulę tych środków przeznaczono na zakup nowej karetki sfinansowanej przy udziale wojewody oraz powiatu. Powstało też studium wykonalności oraz projekt lądowiska. Szpital zainwestował również własne środki w kupno drobnego, ale bardzo potrzebnego sprzętu medycznego. Tymczasem bieżący rok z finansowego punktu widzenia nie zapowiada się lepiej. Zmorą jest także ciasnota. – Mamy bardzo dużo pacjentów i dużo zachorowań. Brakuje miejsca, żeby tych ludzi kłaść – żali się dyrektor. Dlatego wiąże duże nadzieje z planowaną przez władze powiatu rozbudową szpitala. Ma się ona rozpocząć jeszcze w tym roku. Do nowo wybudowanej bryły mają być przeniesione oddziały wewnętrzny oraz dziecięcy, dzięki czemu w uwolnionych pomieszczeniach powstanie zakład opiekuńczo – leczniczy dla przewlekle chorych. Dyrekcji marzyło się także utworzenie bardzo w Szczytnie potrzebnego oddziału ortopedycznego. Te plany, zdaniem Beaty Kostrzewy, może jednak pokrzyżować wprowadzana właśnie przez rząd reforma służby zdrowia ustanawiająca tzw. sieć szpitali. Znalazłyby się w niej zarówno placówki powiatowe, jak też specjalistyczne. – Taki szpital jak nasz musiałby stanąć do konkursu na ortopedię. A wygrana z placówką, która ma taki oddział od 30 lat byłaby bardzo trudna – przyznaje.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
