To, co się dzieje w szpitalnym punkcie szczepień, woła o pomstę do nieba – alarmuje pani Zofia ze Szczytna. Tłumy ludzi, którzy często nie przestrzegają obostrzeń, gromadzą się w ciasnym korytarzyku, narażając siebie i innych na zakażenie koronawirusem to tutaj niemal codzienny widok. - Nie mamy innego miejsca – rozkłada bezradnie ręce dyrektor szpitala Beata Kostrzewa, dodając, że wystąpiła do starosty i burmistrza o wskazanie do szczepień np. sal gimnastycznych, ale dotąd nie otrzymała odpowiedzi.

Bałagan na szczepieniach
W szpitalnym punkcie szczepień często panuje tłok i dochodzi do lekceważenia sanitarnych zaleceń

NIKT NAD TYM NIE PANUJE

Punkt szczepień w szczycieńskim szpitalu obsługuje tygodniowo nawet 400 osób, najwięcej w całym mieście. Jednak korzystający z niego skarżą się, że panujące tam warunki pozostawiają wiele do życzenia. - Poczekalnia jest ciasna i wypełniona oczekującymi na szczepienie. Ludzie siedzą niemal jeden na drugim, przy wypełnianiu kwestionariusza kwalifikującego do przyjęcia szczepionki zaglądają sobie przez ramię – relacjonuje 75-letnia pani Zofia ze Szczytna, która przyjęła w szpitalu już dwie dawki szczepionki.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Według niej zdarza się, że w poczekalni przebywa jednocześnie nawet 30 osób. Dziwi się, że w punkcie nie ma nikogo, kto by pokierował oczekującymi tak, by uniknąć tłoku. - Nikt nad tym nie panuje. Widziałam, jak w pobliżu kręcili się żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej, ale po chwili poszli sobie gdzieś dalej – opowiada nasza rozmówczyni. Zauważa, że w punkcie trzeba spędzić nawet półtorej godziny, bo chętni na szczepienie muszą przejść konsultację lekarską, a po otrzymaniu zastrzyku odczekać 15 minut. Większość osób dopiero na miejscu wypełnia kwestionariusze kwalifikujące do szczepień, choć zgodnie z zaleceniami powinno się je drukować i uzupełniać przed wizytą w punkcie.

NIE MAMY INNEGO MIEJSCA

Problem jest znany dyrektor szczycieńskiego szpitala Beacie Kostrzewie. Jak nam wyjaśnia, w szpitalnym punkcie początkowo mieli być szczepieni tylko medycy, ale z czasem NFZ kierował tu kolejne grupy – pacjentów onkologicznych i seniorów. - Ludzie ciągle wydzwaniają, chcąc się u nas zaszczepić. Dziś mieliśmy telefon od pana, który termin w POZ-cie miał wyznaczony na 30 maja i prosił, abyśmy przyjęli go wcześniej. Co mam robić? Odmówić? - zastanawia się Beata Kostrzewa. Przyznaje, że w szpitalu nie ma innego miejsca na punkt szczepień. - Zwróciłam się do burmistrza Szczytna i starosty z pytaniem o to, czy nie mogliby udostępnić np. sal gimnastycznych, w których można by uruchomić punkty szczepień, ale jak dotąd nie otrzymałam odpowiedzi – informuje dyrektor. Nie ma też możliwości zwiększenia obsady punktu. Osoby, które tam pracują, to personel szpitala oderwany od swoich codziennych obowiązków. - Też obserwuję, że część ludzi, którzy przychodzą na szczepienia nie ma maseczek. Osoby często stoją w grupach, rozmawiają, lekceważąc obostrzenia. Trzeba by było postawić tam policjanta, który by każdego po kolei wpuszczał, ale to przecież niewykonalne – przekonuje, dodając, że żołnierze WOT, owszem są oddelegowani do pomocy, lecz w szpitalu tymczasowym leczącym pacjentów covidowych.

Zdaniem dyrektor szczepieniami powinny się zajmować wyłącznie POZ-y. - Mają swoich pacjentów, więc nich ich szczepią – mówi Kostrzewa, zaraz jednak dodając, że gdyby tak było, w Szczytnie wykonywano by znacznie mniej szczepień.

(ew){/akeebasubs}