....nad balami z handlowcami. W Gabinecie Wspomnień jedna z utworzonych tam scenografii przywołuje fantastyczne wspomnienia związane ze stołówką „Unimy”, czyli z miejscem gdzie odbywały się huczne zabawy.

Bale...
Na zdjęciu z lewej Autorka roześmiana i przez męża przytulana na Balu Handlowca, styczeń 1989 r. Obok Danuta Koebecke i Bogusław Palmowski – królowa i król Balu Handlowca w 1986 r.

Witano tam Nowy Rok i świętowano Dzień Handlowca przypadający 2 lutego. Oprowadzając wycieczki po społemowskim muzeum, zwykłam mówić: za chwilę północ wybije, strzelą korki od szampana i będziemy bawić się do rana. Bowiem we wspomnianej stołówce unimowskiej organizacja i obsługa spotkań biesiadno-tanecznych należała do zadań priorytetowych. Pani Jadwiga Biziuk, ówczesna kierowniczka placówki gastronomicznej, wspomina, że w czasie karnawału musiała nieźle się nagimnastykować, by sprostać wyzwaniu i tak ustawić grafik, by wszyscy byli zadowoleni. Wiadomo, nie tylko „Społem” się tam bawiło, inne zakłady pracy również, a nawet młodzież podczas studniówek. Do obowiązków kierowniczki należało ustalenie menu oraz określenie liczby gości. Osobiście wielokrotnie uczestniczyłam w organizowanych w stołówce zabawach i tak jak większość pracowników musiałam dokonywać wyboru - czy będę bawiła się na sylwestra, czy też na Balu Handlowca. Tu od razu przyznaję, że jako panna wybierałam pierwszy termin, ale jako matka i żona - drugi. W sylwestra wszyscy chcieli się bawić, więc jako rodzice preferowaliśmy prywatki, natomiast na czas Balu Handlowca dziadkowie byli niezastąpieni i zawsze nie odmawiali pomocy i z radością przytulali wnuka. Jak wspomniałam, święto handlowców przypadało na początku lutego, ale zabawa odbywała się wcześniej lub później. Warunkiem był wolny termin uzgodniony z Panią Jadzią Biziuk.

Taki niezapomniany bal z moim udziałem odbył się chociażby 14 stycznia 1989 r.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Mam z tego okresu zapamiętaną pewną zabawną sytuację. Do fryzjera byłam umówiona na godzinę 11.00. Gdy weszłam do Praktycznej Pani, na krzesełkach siedziało już kilka osób. Na szczęście Pani Hania – mistrzyni grzebienia, gdy tylko mnie zobaczyła zaprosiła do myjki i szybciutko umyła mi głowę, założyła turban z ręcznika i wskazała wolne krzesełko. Moje szczęście trwało tylko chwilkę, bowiem podzieliłam los innych pań, którym myto głowy i takim sposobem zmuszano do czekania. Wreszcie zasiadłam w fotelu, a zwinne ręce wyczarowały fantastyczną fryzurę, że natychmiast wybaczyłam mistrzyni grzebienia podstęp związany z zatrzymaniem klienta. Zostałam pięknie uczesana i w podskokach wróciłam do domu. Na bal pojechaliśmy taryfą, bo padał deszcz, a przecież moją fryzurę miały podziwiać koleżanki. Sala była pięknie przystrojona, stoły uginały się od jadła i napojów. W tamtych czasach pito wódkę i przepijano białą lub czerwoną oranżadą. Ja, korzystając z zamieszania, wlewałam sobie do kieliszka oranżadę i ze wszystkimi wznosiłam toast. Byłam pewna, że nikt nie odkryje mojego podstępu, gdy jednym haustem opróżniłam naczynie. Wszyscy zagryzali, zapijali a ja nic. Zauważyła to koleżanka i zażartowała, że mnie takiej nie znała. Ja na to, że po pierwszym nie zagryzam. Za chwilę mój kieliszek napełniono przeznaczonym do toastów napojem i widząc, że się ociągam komentowano, że muszę wypić na drugą nóżkę, bo będę kulawa. Nie miałam wyboru, postąpiłam tak jak wcześniej z oranżadą i jednym łykiem połknęłam palącą ciecz. Wytarłam usta i z uśmiechem, ku wielkiemu zdziwieniu znajomych, z butną miną oznajmiłam, że po drugim też nie zagryzam. Ale gdy podano flaczki, to się do nich tak dorwałam, że do dziś pamiętam ich wspaniały smak.

Fotografie dokumentujące huczne zabawy w unimowskiej stołówce zdobią dziś Gabinet Wspomnień

Wypraw na Bal Handlowca było wiele i każdą miło wspominam. Naprawdę potrafiliśmy się świetnie bawić, a taniec kotylionów był jednym z punktów imprezy. Otóż każda osoba wchodząc otrzymywała strojnie ozdobioną cyferkę i potem te cyferki wzywano parami na środek i poddawano tanecznemu szaleństwu. Mnie w parze przypadł kolega Pan Igor Sołoniewicz. Miał piękny garnitur i wówczas modną koszulę non iron, mówiło się że ubrał się w ojra ojra. Wytrwaliśmy cały blok taneczny, ale gdy po wariacjach mój tancerz zdjął marynarkę, jego koszula z niebieściutkiej przemieniła się w granatową. Faktycznie była z dobrego materiału, bo się nie gniotła, ale minusem było to, że nie przepuszczała powietrza. Kolejnym punktem tanecznych spotkań był wybór Króla i Królowej balu. W 1986 r. jednogłośnie tym tytułem zostali uhonorowani Danuta Koebecke i Bogusław Palmowski. Wprawdzie nigdy nie zostałam Królową Balu, ale za to wybrano mnie Królową Obiektywu, a zdjęcie, na którym roześmiana i przez męża przytulana z 1989 r. nadal zdobi Gabinet Wspomnień. Wszystkie taneczne zabawy wspominam z wielkim rozrzewnieniem są one nie tylko dla mnie miłym wspomnieniem. Po takich społemowskich zabawach zwykliśmy mawiać: społem społem, ale się nie wyspołem (spałem, spałem, ale się nie wyspałem).

Grażyna Saj-Klocek{/akeebasubs}