Rozmowa z burmistrzem – elektem Krzysztofem Mańkowskim
- W II turze odniósł pan przekonujące zwycięstwo nad rywalem, uzyskując o ponad 2400 głosów więcej. Co, pana zdaniem, zadecydowało o tym sukcesie?
Po pierwsze, najwcześniej spośród wszystkich kandydatów rozpocząłem kampanię. Kiedy inni jeszcze z nią nie ruszyli, ja już prowadziłem intensywne działania mające na celu przekonać mieszkańców do mojej osoby. Po drugie, udało się zbudować szerokie porozumienie partii politycznych i stowarzyszeń, które udzieliły mi poparcia. Na pewno pomogło też wsparcie ze strony doświadczonych samorządowców, starosty Jarosława Matłacha i wójta gminy Szczytno Sławomira Wojciechowskiego. Na finiszu kampanii dodało mi ono skrzydeł.
- To ostatnie nie przez wszystkich zostało dobrze przyjęte.
Ale mieszkańcy chcą się czuć bezpiecznie i widzą, że współpraca samorządów to umożliwia.
- W wyborach, także na szczycieńskim gruncie, widoczny był silny podział na zwolenników Prawa i Sprawiedliwości oraz na przeciwników tej partii. Wiele osób mówiło, że zagłosuje na każdego, byle nie na przedstawiciela PiS-u. To pewnie też panu pomogło.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Cieszę się z każdego oddanego na mnie głosu i nie ma dla mnie wielkiego znaczenia, jaka była motywacja wyborców.
- Podczas poprzedzającej II turę debaty wyborczej kilka razy wytykał pan swojemu konkurentowi Zbigniewowi Gontarzewskiemu przynależność partyjną i zależność od politycznej centrali, podkreślając przy tym swoją niezależność. Tymczasem sam był pan przez wiele lat prominentnym działaczem Sojuszu Lew icy Demokratycznej.
W SLD byłem 16 lat temu. Nie ukrywam swoich lewicowych poglądów. Prawdą jest jednak, że bycie w partii wiąże się z pewnymi ograniczeniami. W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że nie będę ich akceptował. Partia nie jest mi do niczego potrzebna. Będąc poza nią, mam szersze możliwości koalicyjne i na pewno będę samodzielnym burmistrzem.
- Z kim zbuduje pan koalicję w Radzie Miejskiej? Pana ugrupowanie zdobyło tylko pięć mandatów, tyle samo, co PiS. Aż osiem ma ich za to komitet „Wszystko dla Szczytna”, który w walce o fotel burmistrza popierał Rafała Wilczka.
Matematyka jest prosta, choć oczywiście chciałbym współpracować ze wszystkimi. Nie ma co jednak ukrywać, że programowo najbliżej mi do Rafała Wilczka. Cele mamy podobne, choć może trochę inne drogi do ich realizacji.
- Kto zostanie wiceburmistrzem?
Na tę chwilę coś mi już chodzi po głowie, ale na razie tego nie zdradzę. Proszę mi wierzyć, że do niedzieli w ogóle o tym nie myślałem.
- W kampanii wyborczej złożył pan mieszkańcom bardzo dużo obietnic. Ich spełnienie będzie bardzo trudne, o ile w ogóle realne.
Mój program był pisany przez wiele miesięcy i konsultowany pod kątem możliwości pozyskania środków na planowane zadania. Jestem człowiekiem słownym i jeśli coś obiecuję, to staram się dotrzymać. Uważam, że większość moich obietnic uda się zrealizować w ciągu 5 lat, choć na pewno nie 100%.
- Jakie będą pana pierwsze działania jako burmistrza Szczytna?
- Pojadę do szkół, aby przyjrzeć się jak funkcjonują w obecnej sytuacji. Na pewno też podejmę kroki zmierzające do reaktywacji w Szczytnie sekcji żeglarskiej, będę na ten temat rozmawiał z instruktorami. Już niedługo wybieram się także do ministerstwa sportu w sprawie zapoznania się z możliwością uzyskania dofinansowania na budowę obiektu sportowego w naszym mieście.
Rozmawiała:
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
