Co roku w Niedźwiedziach (gm. Szczytno) na budynku byłej szkoły, a obecnie wiejskiej świetlicy i lokum państwa Baranowskich gnieździły się bociany. Budowały gniazdo na szczycie dachu, ale ostatnio coś się im odmieniło i postanowiły ulokować je bezpośrednio na kominie. W domu używa się pieca, więc komin musi być drożny i coś trzeba było w tym względzie zrobić.
- Ojciec zabudował wylot komina specjalną, dwuspadową kratą, aby uniemożliwić ptakom budowanie gniazda – tłumaczy nam córka Aneta Baranowska. Przedstawia to zdjęcie - fot. 1. No tak, skoro komin jest użytkowany, ptaki nie mogą się na nim gnieździć. No i boćki, napotkawszy przeszkodę, rozpoczęły budowę gniazda na nieodległym słupie energetycznym, wprost na elektrycznych przewodach - fot. 2. Jak widać na zdjęciu, parka znosi gałązki z okolicy i kładzie je bezpośrednio na przewodach, co wygląda na bardzo niebezpieczne działania. Przecież w każdej chwili może porazić je prąd elektryczny i nie będzie nie tylko nowego gniazda, ale i jego budowniczych. Prośba więc do Energi, aby zainstalowała na słupie specjalną platformę.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
GNIAZDU NA RATUNEK
Jednym z najstarszych bocianich gniazd w Niedźwiedziach jest charakterystyczna konstrukcja zbudowana przez boćki między dwoma potężnymi konarami drzewa rosnącego przy domu państwa Ciuchcińskich. Kiedy ptaki je budowały, a było to dość dawno temu, gospodarz pospieszył im z pomocą, instalując między konarami drewniane koło od wozu, wówczas pospolity element w wiejskim gospodarstwie, a dziś rzadkość i zabytek.
Cóż, po kilkunastu latach przeszła nad wioską potężna burza, a towarzyszący jej huraganowy wiatr zwalił gniazdo na ziemię. Tym razem także człowiek pospieszył ponownie ptakom na pomoc. Pan Tadeusz Ciuchciński zamontował w rozwidleniu konarów stalową konstrukcję własnego pomysłu, która ułatwiła boćkom odbudowę gniazda i z powodzeniem funkcjonuje do dziś - fot. 3. Jak widać na zdjęciu, gniazdo oparte na metalowych elementach ma się dobrze i obecnie służy za dom kolejnemu pokoleniu boćków.
SPOSÓB NA ZŁODZIEJA?
Podczas spaceru ulicami Szczytna w jednym z miejscowych ogródków (okolice ul. Niepodległości) zauważyliśmy taki oto foliowy namiot - fot. 4. Namiocik – szklarnia, jak każdy inny, gdyby nie mały szczegół widoczny w czerwonym otoku (fot. 4). Cóż to takiego? Otóż jest to ułomek styropianu z dość oryginalnym tekstem - fot. 5. Ów kawałek jest naprawdę niewielki, więc obawiamy się, czy złodziej w ogóle go zauważy.
Jak wiadomo zaboru cudzego mienia najlepiej dokonuje się gdy zapada zmrok, który spowija w ciemnościach złoczyńcę. Nie trzeba chyba dodawać, że widoczność jest wówczas mocno ograniczona.
ALARM W SPRAWIE REMIZY
Ostatnio mieszkańcy malowniczo położonej Rekownicy (gm. Jedwabno) alarmowali redakcję, że źle dzieje się z tamtejszą dawną strażacką remizą. Gmina ją pochopnie sprzedała, a teraz nowy właściciel budynek... rozwala. „Kurek”udał się zatem na miejsce, aby sprawdzić jak się rzeczy mają, ale na szczęście remizę zastaliśmy w całości - fot. 6.
Nasze obawy, że zastaniemy tylko kupę gruzu, jak widać na załączonym zdjęciu, okazały się przedwczesne. Nowy właściciel pan Tadeusz Lipiński, mieszkaniec Wielbarka wcale nie rozbiera remizy, a wręcz odwrotnie, przywraca jej dawną świetność. Mówi nam, że przyjechaliśmy nieco za wcześnie, gdyż remont nie jest jeszcze ukończony. Mimo to widać już spore zmiany. Budyneczek ma nowy dach, nowe okna, a w ścianach polikwidowane są spękania. Na całość prac są odpowiednie zezwolenia uzyskane w starostwie powiatowym.
Nad budowlą góruje drewniana wieżyczka, w której strażacy suszyli węże po akcji, a na jej zwieńczeniu widać oryginalną metalową chorągiewkę z datą - fot. 7. Remiza powstała w 1941 r. Jest więc już wiekowa, bo stuknęło jej 71 lat, ale dzięki remontowi postoi zapewne przez kolejne dekady. Jak nam mówi Tadeusz Lipiński, po modernizacji będzie funkcjonował w niej, jak dawniej, sklep, ale myśli też o jakimś bardziej oryginalnym zagospodarowaniu, tyle że plany nie są jeszcze sprecyzowane.
EGZOTYKA POD RUDZISKAMI
W dalekich zamorskich krajach żyją egzotyczne zwierzęta oraz rosną dziwaczne rośliny. W Afryce spotkać można m. in. drzewo chlebowe. Co prawda nie owocuje ono pachnącymi świeżym wypiekiem chlebkami zbożowymi, ale owocami o kształcie zbliżonym do dawnych, okrągłych bochenków. Są też drzewa sandałowe, co nie znaczy, że rośnie na nich obuwie na lato, oraz drzewa butelkowe. Te ostatnie również nie rodzą owoców w postaci butelek, zaś nazwę zawdzięczają charakterystycznemu wyglądowi pnia uformowanego jak półlitrowa flaszka po wyskokowym napoju. Jednak co ciekawe, wcale nie trzeba wyjeżdżać gdzieś daleko, bo i u nas w Polsce i to nie gdzie indziej, a na Mazurach można natknąć się na oryginalne drzewka butelkowe.
Pod Rudziskami Pasymskimi, tuż przy asfaltowej drodze wiodącej do Pasymia, natknęliśmy się na drzewka, których gałązki są wręcz obsypane butelkami i to prawdziwymi, typu „pet” - fot. 8. W dodatku nie są one próżne, a wypełnione przeźroczystym płynem – być może wodą. Byłbyż to punkt czerpania jej dla spragnionych wędrowców? A może ktoś w ten sposób, na wzór słynnego Kaszpirowskiego, energetyzuje wodę, tyle że nie własnymi dłońmi, a ręką natury? Długo głowiliśmy się nad tą zagadką, aż w końcu doszliśmy, jak się wydaje, do prawidłowego wniosku. Chodzi o to, że właściciel plantacji w tak oryginalny sposób formuje wygląd drzewek, chcąc uzyskać niecodzienny ich kształt. Po prostu gałęzie pod wpływem obciążenia rosną ku dołowi i tak już potem, po zdjęciu butelek, pozostanie. Przypomina to kształtowanie bonzai, tyle że w wielkiej skali.
{/akeebasubs}
