Od trzech lat szczycieńscy policjanci nie są w stanie znaleźć sprawców, którzy notorycznie niszczą ogrodzenie terenu należącego do przedsiębiorcy Sławomira Czarzastego. Wszystkie zgłoszenia kończą się albo umorzeniem dochodzenia, albo odmową jego wszczęcia. – Jestem przerażony, że policja nie radzi sobie z tak prostą sprawą – nie kryje rozgoryczenia biznesmen.

Bezradna policja
Sławomir Czarzasty czuje się bezradny wobec notorycznego niszczenia przęseł ogrodzeniowych. Jak dotąd nie może liczyć na skuteczną pomoc szczycieńskiej policji w wykryciu sprawców

SKRÓT DO BIEDRONKI

Sławomir Czarzasty z Chorzel jest właścicielem całodobowej stacji paliw i stacji diagnostycznej w Wielbarku. Na należącym do niego terenie znajduje się także market Biedronka. Cały teren ogrodzony jest przęsłami przemysłowymi, oddzielającymi posesję przedsiębiorcy od osiedla domków jednorodzinnych i bloków na ul. Królowej Jadwigi. Ich mieszkańcy, żeby dotrzeć do marketu, muszą teraz pokonać odcinek około 1 kilometra. Zanim powstała stacja paliw, skracali sobie drogę przez teren należący obecnie do Czarzastego. Teraz, po jego ogrodzeniu, część z nich nie zmieniła swoich dawnych przyzwyczajeń. Ludzie nadal przechodzą skrótem, notorycznie niszcząc okalające teren przęsła. Sytuacja taka trwa już od trzech lat.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

ZRÓB PAN MONITORING

Biznesmen za każdym razem zgłasza szkody policji, ale jej działania jak dotąd nie przyniosły wykrycia sprawców. Dochodzenia są albo umarzane, albo następuje odmowa ich wszczęcia. – Policjanci, owszem, przyjeżdżają i przyjmują zgłoszenia, ale nic z tego nie wynika – mówi Sławomir Czarzasty. Punktem spornym pomiędzy nim a funkcjonariuszami jest wartość szkód. Zdaniem przedsiębiorcy policja je zaniża. – To dla nich niska szkodliwość czynu – uważa Czarzasty. Kilka razy interweniował w sprawie zniszczeń w Komendzie Powiatowej Policji w Szczytnie, gdzie spotkał się z ówczesnym zastępcą komendanta insp. Tomaszem Michalczakiem. Już za pierwszym razem zasugerował on, aby biznesmen zamontował na terenie swojej posesji monitoring. Ten po pewnym czasie założył dwie kamery na budynku stacji diagnostycznej. Swoim zasięgiem obejmują one również miejsce, gdzie najczęściej dochodzi do niszczenia ogrodzenia. Zdaniem przedsiębiorcy policja nie jest jednak zainteresowana analizą zapisu materiału z kamer. Świadczy o tym sytuacja, kiedy to po trzech miesiącach od jednego ze zgłoszeń otrzymał telefon z komendy z prośbą o udostępnienie nagrań. – Żaden z rejestratorów nie ma takiej pojemności, aby po tak długim czasie zachować zawartość – mówi przedsiębiorca. Zastępca komendanta zasugerował mu również, aby, idąc na rękę miejscowym, zrobił furtkę w ogrodzeniu. Sławomir Czarzasty taką możliwość odrzuca ze względów bezpieczeństwa. Przystałby na tę propozycję tylko pod jednym warunkiem – gdyby w godzinach wieczorno – nocnych na terenie tym znajdował się patrol policji.

NIE CHCĄ WSPÓŁPRACOWAĆ

Mieszkańcy, żeby dostać się do marketu znajdującego się na terenie posesji przedsiębiorcy, muszą pokonać spory odcinek. Dlatego część z nich wybiera skrót przez ogrodzenie

Rok temu ówczesny komendant powiatowy insp. Cezary Gołota, w odpowiedzi na skargę biznesmena, potwierdził, że w kilku przypadkach dotyczących niszczenia mienia, policyjne czynności zostały wykonane bez należytej staranności. Zapewniał też, że wobec funkcjonariusza winnego zaniedbań będą wyciągnięte konsekwencje służbowe. Brak wykrycia sprawców tłumaczył tym, że okoliczni mieszkańcy nie wyrażali woli współpracy z policją. Mieli uzasadniać to tym, że do uszkodzeń mienia dochodzi jedynie dlatego, że przedsiębiorca wykonał ogrodzenie oddzielające ich od sklepu. Przez to zmuszeni są do pokonywania dużej odległości z ciężkimi zakupami. Z kolei dwa tygodnie temu obecny p.o. komendanta powiatowego Tomasz Michalczak ponownie wystosował do Czarzastego pismo z prośbą o rozważenie skierowania jednej z kamer tak, aby objęła ona rejon dewastowanego ogrodzenia. To jednak tylko bardziej go zirytowało. – Jestem przerażony, że policja nie radzi sobie z tak prostą sprawą. Skoro tak jest, to może się okazać, że sama będzie potrzebować ochrony – ironizuje biznesmen.

WÓJT OBIECUJE PRZEJŚCIE

Problem zna doskonale wójt gminy Wielbark Grzegorz Zapadka. Według niego żadna ze stron nie jest skora do ustępstw. – Próbowałem mediować pomiędzy panam Czarzastym a mieszkańcami, a także rozmawiać z policją, ale trudno dojść do porozumienia, kiedy stanowiska wszystkich stron są tak usztywnione – mówi wójt. Liczy jednak na to, że problem choć w części da się rozwiązać. Gmina planuje bowiem budowę przejścia chodnikowego z osiedla mającego biec pomiędzy starą stacją paliw i znajdującym się obok budynkiem mieszkalnym. – Nie będzie to bezpośrednie dojście do sklepu, ale na pewno spory skrót, w dodatku po chodniku – mówi Zapadka. Dodaje jednak, że inwestycja zostanie zrealizowana dopiero w 2018 r. Zdaniem wójta gmina nie miała możliwości wytyczenia przejścia jeszcze na etapie planowania przedsięwzięcia realizowanego przez przedsiębiorcę z Chorzel. To dlatego, że nie wszystkie kupione przez niego z przeznaczeniem na działalność działki należały do samorządu.

Sławomir Czarzasty zaproponowane przez wójta rozwiązanie uważa za krok w dobrym kierunku. Jednocześnie zapowiada, że nadal będzie się domagał skuteczniejszych działań szczycieńskiej policji.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}