Państwo Teresa i Zdzisław Moczydłowscy, znani wielu czytelnikom „Kurka” mieszkańcy Szczytna, swój kilkudniowy wyjazd na Górny Śląsk zapamiętają na zawsze. W planach było obejrzenie ligowego meczu Górnika Zabrze i zwiedzanie wybranych miast. Zupełnie nieoczekiwanie mieli okazję poznać Włodzimierza Lubańskiego, jednego z najlepszych piłkarzy w historii polskiego futbolu.
Państwo Moczydłowscy należą do najbardziej rozpoznawalnych małżeństw w Szczytnie. Pani Teresa to miejska radna i emerytowana nauczycielka, pan Zdzisław (w przeszłości także radny) przez lata zajmował się szkoleniem drużyn piłkarskich w Szczytnie i okolicach. Oboje od dawna są kibicami Górnika Zabrze. Mecze zabrzan oglądają głównie w telewizji, ale pan Zdzisław w przeszłości bywał na meczach drużyny z Górnego Śląska. Zapamiętał np. spotkanie z 1988 r., w którym Górnik mierzył się w europejskich pucharach z Realem Madryt – w tamtych czasach w drużynie Królewskich grali m.in. Hugo Sanchez i Emilio Butragueño. Tamto spotkanie rozegrano na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Jak przyznaje nasz rozmówca, bywał on także na starym obiekcie Górnika, ale nowego z bliska jeszcze nie widział. Okazją do jego odwiedzenia był niedawny mecz drużyny Zabrza z walczącą o ligowe podium Pogonią Szczecin. W sobotni ranek (20 maja) państwo Moczydłowscy udali się do hotelowej restauracji na śniadanie, a w lokalu zobaczyli… Włodzimierza Lubańskiego z żoną. – Aż mnie zatkało – wspomina pan Zdzisław. Wszystko rozpoczęło się od upewnienia, że to faktycznie legenda naszego futbolu, a kontynuacją była… dwugodzinna rozmowa. Państwo Lubańscy mieszkają w Belgii (były reprezentant Polski grał m.in. w KSC Lokeren). Okazją do przyjazdu do kraju było wręczenie Włodzimierzowi Lubańskiemu Diamentowej Odznaki Honorowej PZPN. Nastąpiło ono w przerwie meczu w Zabrzu – mieście, z którym w początkach swojej kariery słynny piłkarz był związany.
Podczas rozmowy państwo Moczydłowscy usłyszeli wiele ciekawostek związanych z karierą 75-krotnego reprezentanta kraju. Jak się okazuje, Lubańskiemu nieobca jest nazwa Gwardia Szczytno – w czasach kariery zawodniczej byłego reprezentanta Polski nasz zespół występował na drugim i trzecim froncie rozgrywkowym{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Nie był to koniec nietypowych spotkań w hotelu. Jak się później okazało, przedmeczowy obiad w hotelu jadła drużyna Górnika, prowadzona przez innego byłego reprezentanta Polski (choć z czasów trochę nam bliższych) Jana Urbana. Zdzisław Moczydłowski skorzystał z okazji i tym razem już krócej porozmawiał ze znanym piłkarzem. Ku zaskoczeniu pana Zdzisława Janowi Urbanowi Szczytno skojarzyło się z kolei z rybami, na które w nasze okolice jeździł, ale stwierdził, że nie chcą brać...
Ciąg dalszy piłkarskich emocji był już na stadionie. Pana Zdzisława zaskoczył ogrom kibiców szturmujących w klubowym sklepie stoiska ze sportowymi gadżetami. Duże wrażenie wywarła atmosfera na trybunach, oprawa meczowa i sama dramaturgia spotkania z Pogonią, w którym zwycięska bramka dla Górnika (zdobyta przez Lukasa Podolskiego) padła w doliczonym czasie. – Oglądałem później powtórkę tego meczu w telewizji. Na żywo to jednak coś zupełnie innego – kończy Zdzisław Moczydłowski.
(gp){/akeebasubs}
