Sprawa przyszłości Szkoły Podstawowej w Gromie budzi duże emocje w lokalnym środowisku, o czym świadczy ubiegłotygodniowe spotkanie mieszkańców z władzami gminy Pasym. Nie godzą się oni z tym, by placówka wróciła znów pod skrzydła gminy, która już raz chciała ją zlikwidować. Jej prowadzenia chce się podjąć wdowa po zmarłym dyrektorze Andrzeju Modzelewskim, ale burmistrz Łachmański na razie nie widzi takiej możliwości.

Bój o szkołę w Gromie
Burmistrz Cezary Łachmański (z lewej) uważa, że sprawa szkoły w Gromie stała się kartą przetargową w nadchodzących wyborach. Jego rywal Marcin Nowociński odpiera ten zarzut twierdząc, że o pomoc poprosiła go wdowa po dyrektorze Modzelewskim

NIE CHCĄ POWTÓRKI Z HISTORII

W środę 14 lutego w Szkole Podstawowej w Gromie odbyło się spotkanie dotyczące dalszych losów placówki po śmierci jej dyrektora, a zarazem organu prowadzącego, Andrzeja Modzelewskiego. Udział w nim licznie wzięli rodzice dzieci oraz mieszkańcy wsi. Przybył także burmistrz Pasymia Cezary Łachmański. Jak już informowaliśmy, wolę dalszego placówki wyraziła wdowa po dyrektorze, ale na to nie godzi się gmina, uzasadniając swoje stanowisko względami prawnymi. Przybyli na spotkanie mieszkańcy nie chcą, aby szkoła wróciła pod skrzydła samorządu. Mają ku temu swoje powody.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Kilkanaście lat temu, za rządów burmistrza Bernarda Miusa, podstawówce groziła likwidacja. Nie doszło do niej dzięki dyrektorowi Modzelewskiemu, który podjął decyzję o jej przejęciu. Teraz mieszkańcy obawiają się, że gmina po raz drugi może chcieć zamknąć szkołę. O takim scenariuszu nie chcą nawet słyszeć, bo placówka to dla nich nie tylko miejsce, gdzie uczą się ich dzieci, ale też ważny ośrodek integrujący lokalną społeczność.

W trakcie spotkania obie strony podały argumenty mające potwierdzić ich racje. Pełnomocnik wdowy po dyrektorze przedstawił wyrok sądu w Krakowie w podobnej sprawie, z którego wynika, że istnieją prawne przesłanki do powierzenia jej prowadzania szkoły. Gmina trwa jednak na swoim stanowisku.

CHCIEJSTWO A PRZEPISY

Podczas czwartkowej sesji Rady Miejskiej do sprawy odniósł się burmistrz Łachmański. Podkreślał, że odbywane przez niego spotkania z lokalną społecznością i pracownikami szkoły nie dotyczyły tego, czy ma ona dalej funkcjonować, tylko tego, kto będzie jej organem prowadzącym. - Apelowałem, aby nie robić z tej placówki karty przetargowej w nadchodzących wyborach, ale kto był na spotkaniu, doskonale wie, jak to wyglądało – mówił włodarz, nawiązując do tego, że do sprawy włączył się jego rywal w trwającej kampanii Marcin Nowociński. To do niego wdowa po Andrzeju Modzelewskim zwróciła się o pomoc i interwencję.

Burmistrz nie widzi obecnie innej możliwości, jak tylko przejęcie szkoły przez gminę. - Wiem, jaka jest wola wdowy, żeby organem prowadzącym nadal była osoba fizyczna. Ale chciejstwo, a przepisy prawne to dwie różne rzeczy – podkreślał Łachmański, zapewniając, że przedstawiony przez pełnomocnika wdowy wyrok sądowy jest analizowany przez kancelarię prawną obsługującą gminę. Włodarz podkreślał też zasługi Andrzeja Modzelewskiego dla szkoły. Zapowiedział, że wraz z radną z Gromu Bożeną Kotkiewicz oraz przewodniczącym rady Andrzejem Kozikowskim podejmie starania o to, by placówka nosiła imię zmarłego dyrektora.

TRZEBA BYŁO ROZMAWIAĆ WCZEŚNIEJ

Marcin Nowociński odpiera kierowane pod jego adresem zarzuty, że wykorzystuje sprawę w swojej kampanii wyborczej. - Nie tylko wdowa po panu Andrzeju zwróciła się do mnie o pomoc, ale i środowisko szkolne – mówi, dodając, że nie mógł pozostać wobec tego obojętny. Ma żal do burmistrza Łachmańskiego o to, że ten nie spotkał się z wdową wcześniej, kiedy było już wiadomo, że dyrektor jest poważnie chory. - Żona pana Andrzeja na trzy tygodnie przed jego śmiercią była w urzędzie, chcąc przedstawić, jak wygląda sytuacja – mówi Marcin Nowociński. Włodarz tłumaczy jednak, że dopóki żył dyrektor, to za niewłaściwe uważał podejmowanie jakichkolwiek kroków co do losów szkoły. Nowociński takich wyjaśnień nie uznaje. - Przecież pan Andrzej nie zginął w wypadku, nie umarł nagle, tylko po ciężkiej chorobie. Od dłuższego czasu było wiadomo, że trzeba w sprawie szkoły podjąć jakieś decyzje. A teraz wdowę pozostawiono samą sobie – mówi, podkreślając, że dyrektor Modzelewski przed śmiercią pozostawił oświadczenie woli, aby to jego żona przejęła szkołę. - Trzeba było się z nią porozumieć, bo ta placówka to ich wspólna, rodzinna spuścizna – podkreśla Nowociński.

(ew){/akeebasubs}