Firma z Mazowsza zamierza wybudować w gminie Wielbark zakład produkcji zielonego wodoru oraz data center – wielką serwerownię do przechowywania informacji w chmurze. Władze samorządowe zacierają ręce, licząc na milionowe wpływy z podatków. Mieszkańcy jednak nie kryją obaw, bo aby produkować zielony wodór, potrzebne są wiatraki, a nie wszyscy chcą żyć w ich sąsiedztwie.

Boją się żyć w cieniu wiatraków
Na razie inwestor uzyskał zgody od właścicieli gruntów na około dziesięć wiatraków. Zdjęcie jest tylko ilustracją tekstu

DOWIEDZIELI SIĘ POCZTĄ PANTOFLOWĄ

O planach związanych z budową zakładu produkcji zielonego wodoru w gminie Wielbark na razie niewiele wiadomo, co tylko potęguje niepokój mieszkańców. Najwięcej obaw budzą zamiary postawienia wiatraków produkujących energię potrzebną do wytwarzania ekologicznego paliwa. Zaniepokojenia nie kryje sołtys Łatanej Wielkiej Aneta Krzyszkowska, która o planach inwestora z Mazowsza dowiedziała się pocztą pantoflową. - Jeden z mieszkańców zapytał mnie, czy to prawda, że w naszej okolicy będą budować wiatraki. Zdębiałam i zaczęłam go wypytywać, skąd ma takie informacje. Powiedział mi, że po domach chodzą jacyś ludzie i namawiają rolników do podpisywania umów na dzierżawę ziemi, żeby postawić na niej wiatraki – relacjonuje sołtys. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}Z jej informacji wynika, że w kręgu zainteresowań inwestora są tereny od Stach przez Borki Wielbarskie, Jesionowiec, Kołodziejowy Grąd, Lejkowo i Zieleniec. Te obszary z grubsza zgadzają się z tymi, które dziesięć lat temu wyznaczono pod inwestycje związane z budową wiatraków. - Wtedy na stronie BIP gminy zobaczyłam ogłoszenia, że gmina poszukuje inwestorów pod elektrownie wiatrowe – wspomina Aneta Krzyszkowska, która na wieść o tym uruchomiła zbiórkę podpisów od mieszkańców sprzeciwiających się budowie wiatraków. - Zaraz po tym ogłoszenia o poszukiwaniu inwestorów zniknęły i już więcej się nie pojawiły. Potem była zmiana studium uwarunkowań przestrzennych polegająca na tym, że tereny pod źródła energii odnawialnej miały być przeznaczane na farmy fotowoltaiczne – mówi sołtys. Taka gigantyczna farma powstała na terenie gminy Wielbark w Stachach. Okazuje się jednak, że wytwarzana przez nią energia nie wystarczy do produkcji zielonego wodoru. - To, że mają u nas stawiać wiatraki, jest dla nas zaskoczeniem, ponieważ do tej pory kierunkiem były panele fotowoltaiczne – przyznaje sołtys.

TO TAKI SZANTAŻ EMOCJONALNY

Aneta Krzyszkowska: - To jest potężna ingerencja w środowisko

Aneta Krzyszkowska ma żal do władz gminy, że o tak ważnych inwestycjach nie informują mieszkańców. Sugeruje, że nad ich dobro przedkładają interes inwestorów. - Dlaczego Wielbark przyciąga inwestycje? Bo tu jest przychylna im władza, a ludzie nie protestują – uważa Aneta Krzyszkowska. Jej zdaniem nikomu nie zależy na tym, aby inwestycje prowadzić tak, by jednocześnie minimalizować związane z nimi uciążliwości, bo to wiązałoby się z większymi kosztami dla inwestorów. Przyznaje, że wielu mieszkańców obawia się głośno protestować. - Każda uwaga w stronę władz lub przedsiębiorców powoduje od razu atak na nas. Mówi się, że nasz sprzeciw będzie skutkował tym, że inwestorzy stąd pójdą i nie będzie miejsc pracy. To taki szantaż emocjonalny. My nazywamy to kosztem przenoszenia działalności gospodarczej na społeczeństwo. Wpływy do budżetu powodują, że my mamy się na wszystko zgadzać – mówi sołtys.

POTĘŻNA INGERENCJA W ŚRODOWISKO

Czego konkretnie obawiają się mieszkańcy w związku z budową wiatraków? - To jest potężna ingerencja w środowisko. Obawiamy się emitowanych przez nie infradźwięków, zmiany krajobrazu. Poza tym nie wiemy, jaki ta inwestycja będzie miała wpływ na wody gruntowe, które też są potrzebne do produkcji zielonego wodoru – wylicza sołtys, dodając, że w okolicy znajduje się jeden z większych w terenie zbiornik wód podziemnych.

Hanna Deptuła: - Mieszkańcy są bardzo zaniepokojeni

O planach firmy z Mazowsza niewiele wiedzą też radni. Hanna Deptuła, sołtys Zieleńca i gminna radna mówi, że o wiatrakach dowiedziała się, podobnie jak Aneta Krzyszkowska od ludzi, którym proponowano podpisanie umów na dzierżawę gruntów. - Mieszkańcy są bardzo zaniepokojeni. Nie chcą u nas tych wiatraków, boją się hałasu – mówi pani Hanna. Dodaje, że kiedy o inwestycję zapytała burmistrza Wielbarka Jerzego Szczepanka, ten poinformował ją, że więcej szczegółów zdradzi podczas najbliższej komisji i sesji Rady Miejskiej. Jednak jej zdaniem włodarz powinien już teraz zorganizować spotkania informacyjne dla mieszkańców, a nie, jak to ma w planach dopiero jesienią. - To być może by ich trochę uspokoiło – przypuszcza sołtys i radna. Przyznaje, że i ona na dziś jest przeciw wiatrakom, ale zastrzega, że chciałaby poznać argumenty inwestora. - Ja muszę iść za głosem mieszkańców, a oni tej inwestycji nie chcą - podkreśla.

ZGODY NA OKOŁO DZIESIĘĆ WIATRAKÓW

Burmistrz Jerzy Szczepanek: - Naszym zadaniem jest stworzyć takie warunki, aby młodzi, wykształceni ludzie stąd nie uciekali

Burmistrz Jerzy Szczepanek potwierdza, że firma z Mazowsza działająca na terenie gminy od dziesięciu lat rzeczywiście planuje budowę zakładu produkcji zielonego wodoru. Oprócz tego w podwielbarskich Stachach powstać ma data center – duża serwerownia służąca do przechowywania informacji w chmurze z trzema niezależnymi źródłami zasilania. - Na razie są zgody od właścicieli gruntów na ok. 10 wiatraków – informuje burmistrz. Dodaje, że byłyby to konstrukcje trzeciej generacji, cichsze, bardziej wydajne i wyższe od dotychczas stawianych. - Wiatraki pierwszej i drugiej generacji są głośniejsze i mniej wydajne – tłumaczy włodarz Wielbarka.

Dlaczego dotąd władze gminy nie informowały mieszkańców o planach ich budowy? - Ponieważ wiatraki nie powstaną na naszych terenach. Gdyby tak było, to zarzut mieszkańców byłby zasadny – odpowiada burmistrz. - Inwestycja jest planowana na gruntach prywatnych i nie miałem pewności, czy i ilu rolników zgodzi się wydzierżawić pod nią swoją ziemię. W przypadku gdyby nikt się nie zgodził, byłaby to niepotrzebna strata czasu i zamieszanie - wyjaśnia. Dodaje, że kilka tygodni temu inwestor poinformował go, że takie zgody uzyskał i w związku z tym na najbliższej komisji i sesji Rady Miejskiej te sprawy będą szeroko omawiane z radnymi i sołtysami.

BURMISTRZ ZORGANIZUJE WYCIECZKI

Następnym krokiem będzie zorganizowanie wycieczek autokarowych dla wszystkich radnych i sołtysów oraz mieszkańców tych sołectw, na których terenie jest planowana inwestycja, do farmy wiatrowej o podobnych parametrach. Uczestnicy będą mieli okazję osobiście sprawdzić czy wiatraki rzeczywiście tak głośno pracują, jak to jest przedstawiane na niektórych nagraniach umieszczanych w mediach społecznościowych i poznać dokładnie zasady ich działania. - Wycieczki będą organizowane na przełomie maja i czerwca w niedziele, aby nie dezorganizować pracy rolnikom. Po tych wycieczkach, na przełomie września i października, na spotkaniach wiejskich będziemy na ten temat dyskutować. Wtedy ludzie będą wiedzieli, o czym rozmawiamy – mówi Szczepanek.

Obecnie wielbarski urząd jest w trakcie opracowywania Planu Ogólnego Gminy, którego projekt zostanie udostępniony na przełomie grudnia lub stycznia przyszłego roku mieszkańcom do wglądu przez 21 dni. Każdy z nich będzie mógł osobiście na piśmie wnosić do niego swoje uwagi i zastrzeżenia. - Po upływie tego terminu rada, po rozpatrzeniu wszystkich uwag, zadecyduje o jego ostatecznym kształcie, w tym także o tym, czy zostawiamy planowany obszar farmy wiatrowej, czy o jakiś obszar go zmniejszamy, czy całkowicie rezygnujemy z wiatraków i podejmie stosowną uchwałę – tłumaczy włodarz.

DALEKA DROGA

Burmistrz podkreśla też, że do realizacji inwestycji droga jeszcze bardzo daleka. Przedsięwzięcie wymaga sporządzenia raportów oddziaływania na środowisko oraz sprawdzenia, czy nie będzie kolidować z pobliskim lotniskiem w Szymanach, DOL-em w Przeździęku Wielkim oraz jednostką wojskową w Lipowcu pod kątem zakłóceń pracy radarów. - To nie jest tak, że ktoś sobie stawia wiatraki tam, gdzie chce – zaznacza Jerzy Szczepanek. Szacuje, że cała procedura może potrwać do 60 miesięcy. Jego zdaniem gmina powinna robić wszystko, aby ściągać na swój teren inwestorów i rozwijać się gospodarczo, bo nie ma tu potencjału turystycznego. - Naszym zadaniem jest stworzyć takie warunki, aby młodzi, wykształceni ludzie stąd nie uciekali, a nasza gmina i powiat się nie wyludniał – mówi burmistrz, podkreślając, że taką szansą na zatrzymanie młodych mieszkańców jest choćby budowa data center, gdzie będą potrzebni fachowcy z dziedziny m.in. informatyki.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}