Złamane śródręcze i konieczna operacja to efekt sprzeczki, do jakiej doszło między dwoma gimnazjalistami z Lipowca. - Okres gimnazjalny to jeden z najtrudniejszych w życiu młodzieży – mówi dyrektor szkoły Iwona Walesiak.

Bolesny efekt sprzeczki

Bardzo boleśnie dla gimnazjalisty Zespołu Szkół w Lipowcu zakończyła się sprzeczka z jego kolegą z klasy. Do zdarzenia doszło w czwartek 12 września podczas przerwy lekcyjnej.

Zaczęło się od słownej utarczki, która wkrótce przerodziła się w szarpaninę. Chłopcy najpierw kopali się po kostkach, a następnie doszło między nimi do wymiany ciosów. - Dalszy przebieg zdarzeń udaremniła interwencja stojącego na korytarzu nauczyciela – informuje dyrektor szkoły Iwona Walesiak. Chłopcy trafili do pokoju nauczycielskiego, a o incydencie natychmiast zostali poinformowani rodzice. Jeden z uczniów narzekał na ból ręki, na której pojawiła się opuchlizna. Następnego dnia po wizycie u lekarza okazało się, że ma złamane śródręcze i konieczna jest operacja. Chłopcu wstawiono pod narkozą drut. Za miesiąc czeka go kolejny zabieg.

Czy zdarzenia można było uniknąć?

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

- Takie sytuacje mogą zaistnieć zawsze i wszędzie. Najważniejsze, że nastąpiła natychmiastowa reakcja nauczyciela – tłumaczy dyrektor Walesiak. - Okres gimnazjum to jeden z najtrudniejszych w życiu młodzieży. Pojawia się agresja, którą staramy się zminimalizować, ale nie zawsze się udaje – dodaje. Dyrekcja szkoły uznała, że zdarzenie nie było aż tak drastyczne, żeby powiadamiać o nim policję. W stosunku do obu uczniów mają być wyciągnięte konsekwencje wynikające z regulaminu wewnętrznego – ocena naganna z zachowania.

Tymczasem policję o zajściu poinformowała matka poszkodowanego chłopca. W rozesłanym przez rzecznika policji do mediów komunikacie można przeczytać, że: jeden z chłopców kopał swojego kolegę po ciele i uderzał pięściami w głowę oraz: że o dalszym losie 14-latka, który dotkliwie pobił swojego kolegę zadecyduje sąd rodzinny i nieletnich. Dyrektor Walesiak, jak i pedagog szkolny Agata Pohulajewska taki opis zdarzenia i zapowiedź interwencji sądu uważają za zdecydowanie przesadzone.

- W tym przypadku wystarczy regulamin wewnętrzny – przekonują.

Także matka poszkodowanego uważa, że z wyciąganiem konsekwencji nie można przesadzać.

- Żal mi jest obu chłopców – mówi, dostrzegając też winę swojego syna. Ma tylko pretensje do szkoły, że ta trzymała go przez kilka godzin z opuchniętą ręka aż do jej przyjazdu z Olsztyna.

- Nasz ośrodek zdrowia był już zamknięty. Chłopiec ruszał ręką, a sytuacja nie wyglądała tak dramatycznie, żeby trzeba było wzywać karetkę – tłumaczy pedagog szkolny Agata Pohulajewska.

Rzecznik prasowy KPP informuje, że przyczyny i okoliczności zdarzenia ustalają policjanci.

(pul)

{/akeebasubs}