Wójt Szydlik zleciła ekspertyzę budowlaną, sanitarną i elektryczną sali sportowej w Orzynach. Podejrzewa, że prace nie zostały wykonane zgodnie z projektem.
Oddana dwa i pół roku temu do użytku sala sportowa w Orzynach i nieustannie pojawiające się w niej usterki spędzają sen z powiek wójt Szydlik i podległym jej urzędnikom. - To bomba, na której siedzimy. Znowu mamy w następnym miejscu przeciekający dach. Znowu też ubywa nam dziennie 100 litrów wody i nie wiemy skąd się ona wydostaje – relacjonuje wójt.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Według niej gdyby na etapie planowania i budowy sali był właściwy inspektor nadzoru i pilnował tego, co się robi nie byłoby teraz takich „kwiatków”. - Dojście do miejsca, gdzie jest przeciek kosztuje nas wiele czasu i nerwów, bo instalacja nie jest zrobiona zgodnie z projektem – nie kryje irytacji wójt.
- Dlaczeg o pani tak się denerwuje? - dziwi się radny Krzysztof Sawicki, przewodniczący rady w poprzedniej kadencji. - Bo nasz pracownik nic innego nie robi tylko cały czas siedzi na telefonie i dzwoni do wykonawców. A oni przyjeżdżają, coś robią i my nic nie możemy zrobić. Gdyby nie przyjeżdżali, nie reagowali na nasze zgłoszenia, to moglibyśmy już dawno uruchomić fundusz gwarancyjny, a tak nie możemy, bo takie mamy prawo.
(o){/akeebasubs}
