Orlen Reklama Top

Konrad Bukowiecki był jedynym Europejczykiem, który uczestniczył w ścisłym finale konkursu pchnięcia kulą podczas lekkoatletycznych MŚ w Dausze. Świat uciekł jednak dość daleko i szczytnianinowi, i całemu Staremu Kontynentowi. Bukowiecki zajął 6. miejsce z wynikiem 21.46 m.

Bukowiecki bronił honoru Europy
Konrad Bukowiecki był najlepszym Europejczykiem podczas mistrzowskiego konkursu w Dosze

Tegoroczne bardzo dobre wyniki Konrada Bukowieckiego (ostatnio) i Michała Haratyka (wcześniej) pozwalały wierzyć, że co najmniej jeden z Polaków przywiezie medal. Dwa lata temu na MŚ wystarczyło nieznacznie przekroczyć granicę 22 m, by wywalczyć złoto. Obaj Polacy pchali w tym roku poza tę barierę dość wyraźnie, śrubując swoje rekordy.

W kwalifikacjach odpadł nieoczekiwanie Haratyk, choć pułap był niezbyt wysoki (20.90). Z minimum już w pierwszej próbie poradził sobie Bukowiecki i można było liczyć na jego udany występ podczas konkursu finałowego, do którego trafiło 12 zawodników, w tym 4 z Europy. Stary Kontynent został jednak w blokach, a raczej wypadł z koła, bo to, co wyczyniali kulomioci ze Stanów Zjednoczonych, Nowej Zelandii i Brazylii, przechodziło ludzkie pojęcie. Już w 1. próbie Nowozelandczyk Tomas Walsh pchnął 22. 90 m i wydawało się, że wszystko zostało rozstrzygnięte. Bukowiecki w 2. podejściu uzyskał przyzwoite 21.46 m, co dało mu, jako jedynemu Europejczykowi, awans do ścisłego, 8-osobowego finału. W kolejnych próbach nasz zawodnik sprawiał wrażenie coraz bardziej sfrustrowanego. Wyniku nie poprawił i skończyło się na wysokim bądź co bądź 6. miejscu. Niesamowite rzeczy działy się w ostatniej serii. Amerykanin Joe Kovacs pchnął 22.91 m i to on wywalczył złoto. Po srebro sięgnął jego rodak Ryan Crouser (22.90), a dopiero trzecie miejsce zajął Walsh, który miał jeszcze tylko jedną liczoną próbę i była ona słabsza od drugiego najlepszego wyniku Crousera. Do medalu nie wystarczyło nawet znakomite 22.53 Brazylijczyka Romaniego. - Nie było mnie stać na medal - stwierdził po konkursie Bukowiecki. - Trzeba to powiedzieć wprost. Jest to przykre, smutne, a nawet demotywujące. Inaczej nie można określić sytuacji, w której wiesz, że ktoś jest dużo lepszy od ciebie. Mogłem dziś pchnąć nieco ponad 22 metry, byłem na to przygotowany, ale co z tego. Taki wynik dalej nic by mi nie dał.

Pocieszeniem dla naszego zawodnika jest fakt, że był najmłodszym (w marcu skończył 22 lata) uczestnikiem konkursu i sukcesy poza Europą jeszcze przed nim.

(gp)