To nie był dzień Konrada Bukowieckiego. Zawodnik, który błyszczał formą podczas kilku ostatnich lekkoatletycznych mityngów, nie wszedł do finału konkursu pchnięcia kulą Halowych MŚ w Belgradzie i zajął 10. miejsce.

Bukowiecki poza finałem
Zdecydowanie wolimy Konrada uśmiechniętego - na zdjęciu cieszy się po zdobyciu złotego medalu HME 2017./https://www.facebook.com/BukowieckiKonrad

Wynik 20.79 m nie jest może odległością z gatunku kompromitujących, ale w sobotni wieczór było to za mało, by marzyć o wejściu do finału. Kulomiot rodem ze Szczytna zajął 10. miejsce. Tuż za finałową ósemką znalazł się także drugi z polskich reprezentantów Michał Haratyk. Rezultat 20.88 m pozwolił na zajęcie 9. lokaty. Inna sprawa, że Polacy trafili na świetnie przygotowanych rywali, a walka o medale rozgrywała się niemal od początku na poziomie powyżej 22 metrów. – Wszystko wskazywało na to, że powinno być dobrze i wydawało mi się, że jestem w bardzo dobrej formie. Po prostu dałem d… i tyle. To jest tylko i wyłącznie moja wina – w taki dosadny sposób Konrad Bukowiecki komentował swój występ przed kamerami TVP Sport. Działo się to tuż przed serią finałową. - Niech oni mają sobie po 28 metrów. Mnie to nie obchodzi. Mnie po prostu tam nie ma i dlatego jestem zdenerwowany. Bardzo mi przykro i przepraszam wszystkich, który na mnie liczyli – mówił zły na siebie kulomiot.

Nieoczekiwanym zwycięzcą został Brazylijczyk Darlan Romani, który w najlepszym podejściu uzyskał 22.53 m. Drugi był faworyzowany Ryan Crouser z USA (22.44), a brąz wywalczył Nowozelandczyk Tom Walsh (22. 31). Marnym pocieszeniem dla Bukowieckiego jest fakt, że w Belgradzie poniżej oczekiwań wypadła nasza reprezentacja, która wywalczyła tylko dwa medale i zajęła odległe miejsce w klasyfikacji.

(gp)