Czy transporty drewna z podwielbarskich lasów będą jeździć do IKEI przez Jedwabno? To realny scenariusz, bo burmistrz Wielbarka Grzegorz Zapadka wprowadził ograniczenia w poruszaniu się gminnymi drogami ciężkiego sprzętu wożącego dłużycę. Swoją decyzję włodarz tłumaczy interesem mieszkańców oraz obawą o stan wyremontowanych odcinków. - Nie możemy ciągle ładować pieniędzy w coś, co za chwilę będzie zniszczone – argumentuje.

Burmistrz stawia szlaban na drewno
Wprowadzone przez władze Wielbarka ograniczenia mają zastopować niszczenie gminnych dróg przez pojazdy wywożące drewno m.in. do IKEI

NIE BĘDĄ NAM NISZCZYĆ DRÓG

Transporty dłużycy z terenów Nadleśnictwa Wielbark nie mogą poruszać się gminnymi drogami, które w ostatnim czasie zostały wyremontowane przez samorząd. Taką decyzję podjął burmistrz Wielbarka Grzegorz Zapadka. Jak mówi, ograniczenia tonażu pojazdów przemieszczających się po gminnych odcinkach, są wprowadzane już od dłuższego czasu. - A to, że ostatnio policja zaczęła egzekwować te zakazy, to już inna sprawa – mówi włodarz. Dodaje, że sam zachęcał sołtysów oraz radnych, aby o przypadkach łamania obowiązujących przepisów informowali stróżów prawa, a jeśli nie chcą tego robić osobiście, mogą nagrać stosowny film lub zrobić zdjęcie, a następnie przesłać je do gminy. - Wtedy to my zgłosimy sprawę policji – mówi Zapadka.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

Wprowadzenie ograniczeń dla pojazdów transportujących drewno tłumaczy interesem mieszkańców oraz troską o stan dróg, które samorząd wyremontował, ponosząc przy tym znaczące nakłady. - Są to drogi nieprzystosowane do ciężkiego transportu. Pozamykaliśmy głównie te, na których znajdują się obiekty techniczne, takie jak mosty. Gdyby jeździli nimi tylko mieszkańcy swoimi samochodami, mogłyby wytrzymać i 50 lat, natomiast puszczenie tamtędy ciężkiego sprzętu groziłoby katastrofą budowlaną – argumentuje włodarz. Zapewnia, że wprowadzenie ograniczeń było uzgadnianie z uprawnionymi do tego instytucjami, w tym z policją i odbyło się za wiedzą Lasów Państwowych.

CZY BURMISTRZ I NADLEŚNICZY MAJĄ „NA PIEŃKU”?

Od dłuższego czasu tajemnicą poliszynela jest, że relacje pomiędzy burmistrzem a nadleśniczym Edwardem Studzińskim, są dość napięte. Dało się to odczuć przy okazji opisywanej przez nas latem sprawy utrudnień, jakie mieli mieszkańcy Przeździęku Wielkiego. Z powodu remontu odcinka drogi wojewódzkiej Wielbark – Nidzica, musieli korzystać z gminnego, gruntowego traktu, będącego, pomimo ciągłych napraw, w katastrofalnym stanie. Miejscowi sugerowali wtedy, że ułatwieniem dla nich byłoby przemieszczanie się należącymi do lasów drogami pożarowymi. Ta propozycja spotkała się jednak ze stanowczym wetem leśników. Nadleśniczy Studziński nie wyraził zgody na udostępnienie dróg mieszkańcom, mimo próśb burmistrza Zapadki. W rozmowie z „Kurkiem” stwierdził, że to obowiązkiem włodarza jest doprowadzenie dróg gminnych do takiego stanu, aby były one przejezdne, a wysypywanie na nich żwiru, w celu poprawy nawierzchni, uznał za „śmiechu warte”. Miejscowi, którzy odważyli się skorzystać z odcinka należącego do lasów, byli karani przez straż leśną mandatami.

Czy burmistrz i nadleśniczy mają ze sobą „na pieńku”? - Nie, nic takiego się nie dzieje, choć są między nami rozbieżności interesów. Poza tym normalnie sobie żyjemy po sąsiedzku, ale każdy broni swego – odpowiada Zapadka, zaprzeczając, aby wprowadzane przez gminę ograniczenia dla ciężkiego sprzętu związanego z gospodarką leśną były rodzajem retorsji za mandaty dla mieszkańców. Jego zdaniem zarówno IKEA, do której trafia znaczna część drewna, jak i Lasy Państwowe, to bogate firmy, natomiast samorządu nie stać na ciągłe remonty niszczonych przez transporty drewna dróg. - Nie możemy ciągle ładować pieniędzy w coś, co za chwilę będzie zniszczone. Musimy się jakoś bronić dla dobra naszych mieszkańców – przekonuje.

Najwyraźniej może tu liczyć na wsparcie miejscowych. Sołtys Przeździęka Wielkiego Dorota Kostrzewa chwali działania władz gminy. - Leśnicy ze swoich dróg nas wyganiają, a po gminnych jeżdżą ich transporty i je psują. Gdyby te samochody nie przemieszczały się po naszych drogach, byłyby one z pewnością w lepszym stanie – uważa sołtys Kostrzewa.

Z kolei nadleśniczy Edward Studziński przekonuje, że żadnego konfliktu z burmistrzem nie ma, bo transportem drewna nie zajmuje się nadleśnictwo, tylko firmy transportowe i zakłady, do których surowiec jest dostarczany.

JEDNI MOGĄ, DRUDZY NIE

Zarówno nadleśniczy Edward Studziński, jak i burmistrz Grzegorz Zapadka oficjalnie zaprzeczają, aby relacje pomiędzy nimi były napięte. - Nic takiego się nie dzieje, choć są między nami rozbieżności interesów – przyznaje włodarz

Działania włodarza nie podobają się radnemu i byłemu długoletniemu przewodniczącemu Rady Gminy Wielbark, Andrzejowi Kimbarowi, z zawodu leśnikowi. - Zamykanie dróg firmom transportującym drewno do jednego z największych zakładów w powiecie, to nieporozumienie. Nie po to chyba ściągaliśmy go do nas – uważa radny. Podobnie jak nadleśniczy Studziński, stoi na stanowisku, że to nie lasy są tu stroną, a przewoźnicy. - I to oni najbardziej na tym wszystkim cierpią, bo wydłuża im się droga wywozu drewna – mówi Andrzej Kimbar. Dziwi go również to, dlaczego ograniczenie dotyczy tylko samochodów transportujących dłużycę, a nie mleczarek. - Pojazdy z drewnem jeżdżą rzadziej, a mleczarki codziennie. Czy po to budujemy drogi, aby je zamykać? - zastanawia się radny, dodając, że zarówno gmina, jak i rolnicy żyją z podatków płaconych przez firmy transportowe. - Odcięcie największych zakładów od drewna nie jest mądrym rozwiązaniem – ocenia Kimbar, powątpiewając, aby zniszczenia, o których mówi burmistrz, były aż tak wielkie. Według niego mogą one powstawać przy nieutwardzonych zjazdach do lasów. Wówczas, wjeżdżając na asfalt, ciężarówka może rzeczywiście uszkodzić nawierzchnię. - Z reguły to inwestor robi zjazdy. Nie wiem, czy to cięcie kosztów spowodowało, że u nas pozostały one gruntowe – zastanawia się radny.

KOŃ BY SIĘ UŚMIAŁ

W sytuacji zamknięcia dróg w gminie Wielbark, rozważany jest wariant puszczenia transportów z dłużycą przez miejscowości Kot i Jedwabno. Temu z kolei sprzeciwia się wójt gminy Jedwabno Sławomir Ambroziak. - Most w Kocie, na którym we współpracy z powiatem położyliśmy niedawno asfalt, ma ograniczoną nośność – podkreśla Ambroziak. Informuje, że transporty drewna z Nadleśnictwa Jedwabno odbywają się głównie po terenie byłego poligonu w Małdze, więc nie niszczą gminnych traktów. - Dla mnie niezrozumiałym byłoby, gdyby drewno do zakładu w Wielbarku jechało spod tego miasta przez Kot i Jedwabno. Koń by się z tego uśmiał – kwituje wójt.

NIECH FIRMY PODEJMĄ DIALOG Z GMINĄ

Zapytaliśmy Regionalną Dyrekcję Lasów Państwowych w Olsztynie o jej stanowisko wobec działań gminy Wielbark. Byliśmy też ciekawi, czy instytucja ta prowadziła lub zamierza prowadzić na ten temat rozmowy z samorządem. Rzecznik olsztyńskiej RDLP Adam Pietrzak zapewnia, że Lasy Państwowe od zawsze stawiają na dobrą współpracę z lokalnymi samorządami, ale także – co oczywiste – z odbiorcami drewna i tak jest też w tym przypadku. - Znając problem, nadleśniczy Nadleśnictwa Wielbark zwrócił się do przedstawicieli firm, które odbierają drewno z lasów przez nie zarządzanych, aby podjęli dialog z samorządem – informuje rzecznik. Czy to prawda, że transporty dłużycy będą się teraz odbywać przez Kot i Jedwabno? - Problem wywozu drewna przez te miejscowości istnieje, ponieważ trzy mosty na rzece Omulew, na drogach ciążących do drogi wojewódzkiej nr 508 Wielbark – Jedwabno mają ograniczenia tonażowe do 10 ton. Dodatkowo obecnie trwa remont drogi wojewódzkiej nr 604 Wielbark – Nidzica, która jest zamknięta dla ruchu. Sytuacja ta powoduje, że z leśnictw Wielbark, Róklas, Przegańsk oraz części Nadleśnictwa Jedwabno wywóz drewna do zakładu IKEA oraz innych podmiotów w kierunku wschodnim, powinien odbywać się drogą okrężną – odpowiada Adam Pietrzak.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}