W ostatnim czasie do wójta gminy Wielbark dociera wiele uwag związanych z transportem dzieci do szkół i gminnego przedszkola. Pretensje dotyczą głównie tego, że autobusy nie zawsze dojeżdżają tam, gdzie tego oczekują rodzice. Grzegorz Zapadka tłumaczy, że dzieje się tak w przypadkach, gdy na dojazd nie pozwala stan drogi. Nie mogę w takie miejsca wysyłać kierowcy, żeby zniszczył pojazd, a gmina za to płaciła – mówi włodarz, dodając, że jest odporny na nerwowe reakcje rodziców i „straszenie sądami”.

Bus nie wszędzie dojedzie

SKARGI NA DOWÓZ

Ledwo rozpoczął się nowy rok szkolny, a w gminie Wielbark już słychać głosy niezadowolenia z powodu dowozu uczniów i przedszkolaków do placówek, w których pobierają naukę. Wójt Grzegorz Zapadka przyznaje, że w ostatnim czasie dociera do niego wiele sygnałów w tej sprawie. Skargi dotyczą sytuacji związanych z tym, że autobusy szkolne nie przyjeżdżają wszędzie tam, gdzie chcą rodzice. To jednak nie we wszystkich przypadkach jest możliwe. Wójt przywołuje zdarzenie sprzed kilku dni, kiedy do Urzędu Gminy przyszedł ojciec, zdenerwowany tym, że bus nie przejeżdża przez znajdujący się w lesie kilometrowy odcinek drogi, która w dodatku nie należy do samorządu.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

- Wcześniej sam zobowiązał się, że usunie z niej gałęzie, ale tego nie zrobił. Teraz on się obudził, że nie ma tej drogi, a czasu było aż nadto – mówi Zapadka, dodając, że na tym odcinku wysypano już pospółkę i lada chwila zostanie skierowana równiarka. Z kolei w innym przypadku to dziadek dziecka zamknął drogę będącą jego własnością, tymczasem mama dziecka, a jego córka żąda dojazdu przez ten teren. Wójt przypomina, że zgodnie z obowiązującym prawem samorząd jest zobowiązany dowieźć przedszkolaka i ucznia szkoły podstawowej, jeżeli droga z domu do szkoły jest dłuższa niż 3 kilometry. Gmina ma jednak możliwość zorganizować punkt zbiorczy znajdujący się np. 2 km od domu i wtedy rodzic musi doprowadzić tam swoją pociechę. Wójt zapewnia, że przewoźnik stara się dotrzeć wszędzie, ale nie zawsze może to zrobić choćby z powodu złego stanu drogi. - Jestem odporny na wszelkie straszenia sądami. Nie mogę wysyłać kierowcy gdzieś przez las, żeby zniszczył samochód, a gmina będzie płaciła odszkodowanie – mówi Zapadka.

TRUDNOŚCI NIEPEŁNOSPRAWNYCH

To jednak nie wszystkie uwagi dotyczące transportu uczniów. Radny Zbigniew Antoń z Piwnic Wielkich skarży się, że jego syn uczący się w Szczytnie z powodu likwidacji jednego z rannych kursów musi najpierw jechać do Wielbarka autobusem szkolnym, a następnie przesiadać się do innego środka lokomocji, który dowozi go do szkoły. Dzieje się mimo tego, że … przewoźnik sprzedał mu bilet miesięczny na odwołany już kurs. Z kolei sołtys Jesionowca Mariola Jabłońska ma problem z dowozem niepełnosprawnego syna dojeżdżającego do szkoły w Szczytnie. Jej zdaniem pojazd do tego przeznaczony nie spełnia określonych wymogów. - Mnie jest ciężko z synem do niego wejść. Żeby to zrobić, muszę go przechylać mocno do tyłu, a schody są bardzo wąskie – relacjonuje sołtys, dodając, że podobne kłopoty były również w ubiegłym roku. Wójt Zapadka obiecuje, że przyjrzy się tej sprawie. Potwierdza, że przewoźnik zajmujący się transportem dzieci niepełnosprawnych musi spełniać określone wymogi związane z taborem. - Wykonawca dostanie bardzo krótki termin na poprawę. Jeżeli go nie dotrzyma, umowa zostanie zerwana i wybierzemy kogoś z wolnej ręki – zapowiada.

(ew)

{/akeebasubs}