Wójt Sławomir Ambroziak doczekał się rywala, a właściwie rywalki w nadchodzących wyborach samorządowych. Jest nią jego była sekretarka Aleksandra Kurzeja. To dla wielu ogromne zaskoczenie. W gminie pojawiła się nawet plotka, że jej start w wyborach to „ustawka” z Ambroziakiem. Zarówno jednak ona, jak i włodarz zdecydowanie temu zaprzeczają.
KANDYDATKA NA SERIO
Jeszcze do niedawna wydawało się, że wójt gminy Jedwabno Sławomir Ambroziak zostanie jedynym w powiecie włodarzem, który w nadchodzących wyborach nie będzie miał żadnej konkurencji. On sam, na łamach „Kurka”, wyrażał nadzieję, że w końcu znajdzie się ktoś, kto stanie z nim w wyborcze szranki. Pragnienie wójta w końcu się ziściło. Swój start w wyborach zapowiedziała Aleksandra Kurzeja, która przez kilka lat pracowała w Urzędzie Gminy jako … sekretarka Ambroziaka. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
LUDZIE SĄ ZMĘCZENI WÓJTEM I RADĄ
Co ją skłoniło do rzucenia rękawicy Ambroziakowi? - Kilka lat temu wójt ogłosił, że nie będzie już kandydował. Wszyscy zaczęli się wtedy zastanawiać, kto będzie jego następcą. Wówczas powiedziałam, żartując, że ja. Potem, już na poważnie, pomyślałam sobie: dlaczego nie? - odpowiada pani Aleksandra. Zapewnia, że pracując przez pięć i pół roku w Urzędzie Gminy, dobrze poznała nie tylko jego funkcjonowanie, ale i potrzeby lokalnego środowiska, miała bowiem bezpośrednią styczność z mieszkańcami. - Przez pewien czas zajmowałam się spisywaniem liczników. Rozmawiając z ludźmi, dowiedziałam się od nich, że są już zmęczeni obecnym wójtem i radą – mówi pani Aleksandra.
STAWIA NA INTERNET, ZIELONĄ ENERGIĘ I REMONTY
Kandydatka na wójta ma 37 lat i od urodzenia, z przerwą na naukę w liceum w Olsztynie i studia, mieszka w Jedwabnie. - Wiem, co trzeba w naszej gminie zmienić i co poprawić – zapewnia. Wśród głównych celów, które sobie stawia, jest doprowadzenie światłowodu do wszystkich domostw w gminie. Zamierza też inwestować w zieloną energię poprzez montaż paneli fotowoltaicznych na budynkach użyteczności publicznej. Przy okazji z dystansem podchodzi do realizowanej przez wójta Ambroziaka gazyfikacji. Zwraca uwagę, że w nieodległej perspektywie czasowej gaz ma być paliwem, z którego Unia Europejska będzie się wycofywać. Na liście jej priorytetów są także remonty będących dziś w opłakanym stanie obiektów komunalnych. - Nie będę obiecywać nowych dróg czy chodników, bo na razie nie wiemy, jakie będą możliwości pozyskiwania na te zadania dofinansowań. Wszystko zależy tu od dostępności środków i tego, jak szybko wpłyną fundusze z KPO – tłumaczy kandydatka na wójta.
ZMOTYWOWAŁ JĄ TATA
Przyznaje, że przygotowując się do startu w wyborach przeżyła trudne chwile. W lutym, kiedy wydawało się, że ma już zadeklarowaną wystarczająca liczbę kandydatów na radnych okazało się, że wielu z nich zrezygnowało. - W ciągu dwóch dni zostały mi tylko dwie osoby. Było mi przykro, miałam nawet ochotę rzucić to wszystko – wspomina. Podkreśla, że nie poddała się dzięki tacie, który zmotywował ją do działania. To przyniosło skutek, bo ostatecznie zgromadziła wokół siebie kandydatów do Rady Gminy. - Są to w większości nowe twarze, świeża krew. Dobrze wiedzą, co trzeba zmienić w ich miejscowościach i okręgach – mówi pani Aleksandra, zdradzając, że to głównie młode osoby, które do tej pory nie były w samorządzie. Wyjątkiem jest Roman Kowalczyk z Waplewa, który był już radnym. Swoją kampanię zamierza prowadzić podobnie jak wójt Ambroziak, chodząc od domu do domu.
Prywatnie pani Aleksandra jest miłośniczką książek. - Mam ich w domu 400, a i tak chodzę do biblioteki – śmieje się. Zdradza, że jej ulubionym gatunkiem jest kryminał. Jeszcze do niedawna grała w rugby, ale obecnie uniemożliwia jej to przebyta kontuzja. Mimo to nadal utrzymuje bliski kontakt ze swoim klubem, pomagając m.in. przy pisaniu wniosków o dofinansowanie. Oprócz tego uwielbia kwiaty, które pasjami hoduje, jak sama mówi, od ziarenka. Ostatnio odkryła w sobie zamiłowanie do klocków Lego.
NIECH PRÓBUJE
To, że kandydatura Aleksandry Kurzei była zaskoczeniem w lokalnym środowisku, potwierdza przewodnicząca Rady Gminy Jedwabno, a zarazem kandydatka na radną z komitetu wójta Ambroziaka, Elżbieta Brzóska. - Jestem pełna podziwu dla niej, że się zdecydowała. Niech próbuje, świat należy do młodych – mówi przewodnicząca, dodając jednak, że jej zaskoczenie byłoby mniejsze, gdyby Aleksandra Kurzeja wystartowała najpierw w wyborach na radną, a nie od razu na wójta. - Odbieram ją jako pozytywną, zawsze uśmiechniętą osobę, biegłą w informatyce – charakteryzuje kandydatkę Elżbieta Brzóska. W podobnym tonie wypowiada się radna Danuta Trzcińska, również z komitetu obecnego wójta. - Konkurencja jest zdrowa dla oczyszczenia atmosfery w społeczeństwie. Dobrze, jak ludzie mają wybór, bo przecież nigdy nie jest tak, że wszyscy są zadowoleni z wójta – uważa radna. Nie ma też wątpliwości, że Aleksandra Kurzeja swój start w wyborach traktuje poważnie. - Gdyby było inaczej, nie udałoby się jej zebrać kandydatów na radnych – przekonuje Danuta Trzcińska.
KONKURENCJA SŁUŻY ZDROWIU SPOŁECZNEMU
Co o starcie swojej byłej sekretarki sądzi wójt Ambroziak? - Rywalizacja służy zdrowiu społecznemu – odpowiada. Przyznaje, że jego była podwładna od pewnego czasu mówiła o chęci startu w wyborach, jednak wtedy nie było to traktowane poważnie. - Ona lubiła sobie żartować – tłumaczy Ambroziak. - Jesteśmy dorośli, każdy ma prawo szukać sobie swojego miejsca. Pani Ola podjęła taką decyzję, a ja muszę być gotowy do weryfikacji przez wyborców – mówi włodarz. Zapewnia, że nie żałuje zatrudnienia swojej konkurentki w urzędzie, mimo że dziś ktoś może powiedzieć, iż próbuje go ona „wygryźć” ze stołka. - Swojego zachowania bym nie zmienił, bo nadal uważam, że młodym, szukającym pracy, trzeba dawać szanse. Przypadek pani Oli mnie do tego nie zniechęca – przekonuje Ambroziak.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
