Kłótnie, wyzwiska i ogólny bałagan – tak wygląda dzień powszedni na szczycieńskim targowisku. Miało się to zmienić wraz z jego niedawną modernizacją, ale wszystko zostało po staremu, bo część handlujących, zamiast przenieść się pod wyznaczoną dla nich wiatę, wciąż woli stać w bramie wjazdowej, co powoduje szereg napięć oraz zaburza komunikację.
TŁOK PRZY BRAMIE
Szczycieńskie targowisko niedawno przeszło gruntowną modernizację. Jego teren został utwardzony i wyłożony kostką brukową, pojawiły się także zadaszone wiaty oraz nowe ławy, na których sprzedający mogą wykładać oferowane towary. Wyznaczono też strefy handlu dla poszczególnych artykułów. Miało to uporządkować sytuację i zaprowadzić na targowisku porządek. Tymczasem, choć od zakończenia inwestycji upłynęło już kilka miesięcy, wciąż panuje tu chaos. Wielu sprzedawców, zwłaszcza tych oferujących własne warzywa, owoce, miód, runo leśne, jaja czy drób, wciąż oblega okolice bramy wjazdowej, mimo że mają oni wyznaczoną do handlu oddzielną zadaszoną wiatę.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Tymczasem pod nią panuje pustka. Za to tłok przy wjeździe utrudnia komunikację, powoduje, że każdy samochód dosłownie przeciska się pomiędzy sprzedawcami a kupującymi. Ci pierwsi zajęli nawet ławki mające służyć klientom. Mocno irytuje to Elżbietę Ponikiewską z Roman. Kobieta przez cały rok handluje na rynku pochodzącym z własnej hodowli drobiem oraz jajkami. - Sprzedający stoją po obu stronach wjazdu na targowisko. Jak mijają się tu dwa samochody, robi się niebezpiecznie. Nie ma dnia bez awantury i wyzwisk – mówi pani Elżbieta. Sama także nie korzysta z przygotowanej dla handlujących wiaty, ale stoi w dalszej odległości od bramy. Zapewnia jednak, że przeniosłaby się w wyznaczone miejsce, gdyby w ślad za nią poszli też inni. Na to jednak się nie zanosi. - Przy bra mie nikogo nie powinno być, bo taka sytuacja jak obecnie, zagraża bezpieczeństwu – przekonuje kobieta. Żali się też na inne mankamenty nowego targowiska. Jednym z nich jest brak wody w kranach zainstalowanych pod opustoszałą wiatą. - Nie ma tu nawet jak rąk umyć. Do tego ławy są zanieczyszczone przez ptaki. Jak tu wyłożyć np. mięso? - zastanawia się pani Elżbieta.
NIE PRZENIESIEMY ICH SIŁĄ
Prezes spółdzielni „Rolnik” administrującej targowiskiem, Danuta Turowska przyznaje, że problem jest jej znany. - Też bym chciała, żeby każdy handlował na wyznaczonym miejscu, bo obecna sytuacja zakłóca ciągi komunikacyjne – mówi. Dodaje, że spółdzielnia podejmowała próby, głównie polegające na słownej perswazji, zmuszenia handlujących do przeniesienia się pod wiatę. Nic one jednak nie dały. - Są to starsze osoby, które uważają, że z brzegu jest najlepszy handel. Nie przeniesiemy ich przecież siłą – mówi prezes. Zapowiada jednak, że spróbuje po raz kolejny wpłynąć na opornych sprzedawców, tym razem prosząc o wsparcie straż miejską. Przyznaje, że w kranach pod wiatą rzeczywiście nie ma wody, bo nikt w tym miejscu na razie nie handluje. - Jeśli będzie taka potrzeba, to ją odkręcimy – deklaruje.
Może na zachętę spółdzielnia powinna obniżyć opłatę za korzystanie z targowiska tym, którzy przeniosą się pod wiatę? Prezes Turowska podchodzi do tego pomysłu sceptycznie. - Te osoby i tak płacą bardzo mało, bo 2 zł za dzień – mówi, przypominając, że na mocy decyzji Rady Miejskiej handlujący artykułami pochodzącymi z własnych zbiorów czy upraw, są zwolnieni z opłaty targowej, a uiszczają jedynie opłatę eksploatacyjną za zajmowany teren.
Ewa Kułakowska
{/akeebasubs}
