Kłopoty finansowe, a szczególnie drastyczny wzrost cen żywności, energii, paliwa oraz kosztów stałych zmusiły właścicieli „Dietetycznej Chatki” do zamknięcia działalności.

Chatka kończy działalność
Jeszcze niedawno w planach firmy była budowa na terenie miasta hali produkcyjnej o pow. 2,5 hektara, bo w obecnej siedzibie robiło się już za ciasno

Smutna informacja dla klientów „Dietetycznej Chatki”. Znana ze swojego flagowego produktu „Domowa Dieta Pudełkowa” firma cateringowa kończy niespodziewanie działalność. W ostatnich dniach lipca jej kierownictwo poinformowało, że nie jest ona w stanie wyprodukować i dostarczyć diet, które zostały już zamówione i opłacone.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Na stronie facebookowej zamieścili komunikat, którego przytaczamy fragmenty:

Wszystko zaczęło się kilka miesięcy temu. Ogromny wzrost cen żywności, energii, paliwa, kosztów stałych powodowały kłopoty finansowe firmy. Mieliśmy jeden cel, przeżyć wakacje i odbić się we wrześniu. Spadki zamówień w przypadku naszego cateringu były na tyle duże, że ledwo przetrwaliśmy lipiec. Impulsywnie postanowiliśmy, że to koniec (…) Dziękujemy Wam za wspólne miesiące, lata… Przygotowywanie posiłków dla Was, to była dla nas przyjemność. Jednocześnie przepraszamy, jest nam ogromnie wstyd, że historia, którą pisaliśmy kończy się w taki sposób... – czytamy na stronie facebookowej „Dietetycznej Chatki”. Jednocześnie zamieszczona jest informacja, że kończąca działalność firma nawiązała kontakt ze swoją dotychczasową konkurencją, świadczącą usługi cateringowe w tym samym rejonie. Ta zobowiązała się nieodpłatnie zrealizować wszystkie opłacone już zamówienia klientów „Chatki”.

POWINIŚMY UDERZYĆ SIĘ W PIERSI

Pod oświadczeniem ukazało się wiele komentarzy. Jeden z nich zamieścił znany szczycieński sportowiec, ultramaratończyk Rafał Kot. Bardzo przykro. Mieliście świetną ofertę - napisał. W rozmowie z „Kurkiem zdradził, że przez kilka miesięcy regularnie korzystał z usług „Chatki”, która też była jego sponsorem.

- Dzięki temu miałem więcej czasu na treningi, nie musiałem myśleć o przygotowaniu potraw według zalecanej diety. Sporządzane przez firmę świetne dietetyczne jedzenia miałem dostarczane do mieszkania. Niedługo miała wyjść z ofertą stricte sportową – mówi maratończyk. Z wielkim smutkiem przyjął wiadomość o zamknięciu przez nią działalności. - Dla wielu osób jest szokiem, że nasza lokalna firma, jedna z największych w tej branży w regionie, nie otrzymała żadnego wsparcia. Wydaje mi się, że osoby, szczególnie te o większych możliwościach, mające wiedzę o tym, że firma ma kłopoty, zbyt łatwo pozwoliły jej na zamknięcie działalności. Myślę, że każdy z nas w tej sytuacji mógłby się uderzyć w piersi. Przecież to była wizytówka naszego miasta, a w takim przypadku, cała nasza lokalna społeczność powinna grać do jednej bramki – uważa Rafał Kot.

SZACUNEK I UZNANIE

Wyrazy ubolewania i jednocześnie uznania dla właścicieli „Chatki” dominują w pozostałych komentarzach znajdujących się pod oświadczeniem. Oto najbardziej charakterystyczne z nich:

* Co za wiadomość?! Byłam z Wami przez ostatnie kilka miesięcy, najlepszy catering ever! Mam nadzieję, że jeszcze uda Wam się z tego wszystkiego podnieść..powodzenia!

* Bardzo przykra wiadomość, ale ostatecznie należy się wielki szacunek za bardzo dobry jakościowo catering i za to, w jaki sposób żegnacie klientów, cóż można rzec - głowa do góry - jeśli kiedyś wrócicie, dajcie znać.

* Bardzo, bardzo przykro. Pierwszy raz stykam się z firmą, która tak rzetelnie i uczciwie informuje klientów - wielki szacunek. Mierzycie się teraz z całą masą problemów... może nadejdzie czas normalny, gdzie dobrze zapowiadające się firmy będą miały warunki normalnej pracy i rozwoju.

* Sytuacje w życiu są różne, ale sposób w jaki żegnacie się z klientami, Wasz szacunek, pokora i kultura mówi o Waszej firmie wszystko co najlepsze. Życzę powodzenia w przyszłych biznesach!

* Żaden wstyd, jesteście wspaniali

Będę wspominał Was smacznie. Powodzenia.

SZOK I NIEDOWIERZANIE

Decyzja o zamknięciu działalności przez dynamicznie rozwijającą się od czterech lat „Dietetyczną Chatkę” przez wielu przyjmowana jest z niedowierzaniem. Niespełna rok temu na posiedzeniu komisji Rady Miejskiej jej założyciel i właściciel Maciej Kowarzyk zapowiadał bowiem niezwykle ambitne przedsięwzięcia. Firma znajdująca się, jak szacował jej szef, w pierwszej piętnastce w Polsce pod względem skali produkcji w branży cateringowej, przymierzała się do wybudowania na terenie miasta hali produkcyjnej o powierzchni 2,5 hektara i zwiększenia zatrudnienia ze 100 do 400 osób. Powiększyć się też miał zasięg jej działalności na kraje europejskie.

(o){/akeebasubs}