Szkoła Podstawowa w Linowie nie ma racji bytu. Do takiego wniosku doszły władze gminy. Czy ich zdanie podzielą radni dowiemy się podczas najbliższej sesji Rady Gminy. W jej programie znalazł się projekt uchwały dotyczący zamiaru likwidacji szkoły.
MAŁO DZIECI, DUŻE KOSZTY
Do likwidacji szkoły w Linowie władze gminy przymierzały się już od dłuższego czasu. Powody, jak tłumaczy sekretarz gminy Barbara Trusewicz, są dwa. Główny to zmniejszająca się z roku na rok liczba dzieci w szkole. Jej obwód obejmuje oprócz Linowa: Dąbrowę, Nowe Kiejkuty i Stankowo. Tymczasem ponad 60% zamieszkałych na tym terenie uczniów, uczęszcza do innych szkół w gminie.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Druga kwestia związana jest z finansami. Do placówki w Linowie samorząd dokłada więcej środków (500 tys. zł) niż otrzymuje z państwowej subwencji (450 tys. zł). Podobnie jednak jest w Dźwierzutach, Orzynach, Rumach i Kałęczynie, gdzie szkoła jest niepubliczna. Dlaczego wybór padł na Linowo?
- Bo tu dzieci jest najmniej – tłumaczy sekretarz Trusewicz. Według niej w dłuższej perspektywie nie ma sensu istnienia także szkoła w Rumach. Na dzień dzisiejszy jej likwidacja nie jest jednak brana pod uwagę.
16 NAUCZYCIELI NA 27 UCZNIÓW
W tej chwili do placówki w Linowie uczęszcza 27 uczniów. Oprócz tego funkcjonuje w niej oddział przedszkola z Dźwierzut z dziesięciorgiem dzieci. Po likwidacji szkoły jej uczniowie będą mogli kontynuować naukę w Orzynach lub Dźwierzutach, przedszkolaki trafią do Dźwierzut.
Kadrę nauczycielską stanowi dziś 16 nauczycieli, z czego połowa jest na etatach. Pozostali dojeżdżają ze Szczytna i Dźwierzut na 2-3 godziny. Według wstępnych przymiarek, dwoje etatowców, w tym dyrektor przejdzie do innych szkół, troje - na emeryturę.
MIESZKAŃCY I DYREKTOR NIE PROTESTUJĄ
Plany władz znane są mieszkańcom gminy.
- Jesteśmy po spotkaniach z mieszkańcami wszystkich miejscowości, z których dzieci uczęszczają do szkoły w Linowie. Wcześniej wójt dwukrotnie rozma wiała z rodzicami w szkole, żeby wytłumaczyć zamiar likwidacji placówki – mówi sekretarz.
Sołtys Linowa Bogumiła Tabaka uważa, że mieszkańcy sołectwa są raczej pogodzeni z zamiarem władz. - Na spotkanie z panią wójt w tej sprawie przyszło b ardo mało ludzi – zauważa. Na protesty się więc nie zanosi.
Także dyrektor szkoły w Linowie Bogdan Zajączkowski plany władz gminy przyjmuje ze zrozumieniem. - Mamy bard zo mało dzieci, klasy są łączone, a czwartej w ogóle nie ma. Do tego prognozy nie są wcale optymistyczne – mówi dyrektor. Nie ukrywa, że ma żal do kuratora olsztyńskiej oświaty, który na początku swoich rządów zapowiadał specjalną pomoc państwa dla małych, wiejskich szkół. Nic z tego nie wyszło.
Wszystko wskazuje na to, że przygotowany już projekt uchwały o zamiarze likwidacji szkoły w Linowie poprą gminni radni. - Dalsze jej utrzymywanie nie ma sensu – mówi przewodniczący rady Arkadiusz Nosek. Aby tak się stało, oprócz akceptacji radnych potrzebna będzie jeszcze zgoda kuratora.
CO Z BUDYNKIEM?
„Likwidacja szkoły w małej wsi oznacza dla niej powolną śmierć” – takie opinie nie należą wcale do rzadkości. Dlatego władzom jak i mieszkańcom bardzo zależy na tym, aby opustoszały obiekt służył integracji lokalnej społeczności. - Przeznaczenie go na mieszkania socjalne, bo takie pojawiły się sugestie, nie wchodzi w grę – zapewnia sekretarz Trusewicz, dodając, że decydujący głos należeć będzie do mieszkańców Linowa.
- Pojawiające się propozycje mówią o przeniesieniu tam świetlicy wiejskiej – z pobliskiej strażnicy oraz muzeum - z Sąpłat – informuje sołtys Tabaka. W budynku mógłby też pozostać punkt biblioteczny i uruchomiona kuchnia w dawnym pokoju nauczycielskim. W niej pole do popisu miałyby panie z Koła Gospodyń Wiejskich.
(o)
NIE CHCIELI GO SŁUCHAĆ
Na konieczność cięć w dźwierzuckiej oświacie już blisko cztery lata temu zwracał uwagę Marek Turowski, ówczesny doradca wójt Szydlik ds. oświaty (na zdjęciu). - Nasze Dźwierzuty to oaza szczęśliwości. U nas jak ktoś zostanie zatrudniony w szkole, to ma dozgonnie gwarantowaną pracę – komentował sporządzoną przez siebie analizę sytuacji w gminnej oświacie na przestrzeni ostatnich 20 lat. Jako przykład podawał szkoły w Linowie i Rumach, gdzie w ciągu trzech lat liczba uczniów zmniejszyła się o 17, a etatów nauczycielskich w tym czasie przybyło 4. Proponował likwidację tych szkół jako „niemających żadnej racji bytu”, czy to pod względem edukacyjnym czy finansowym. Wówczas spotkało się to z powszechną krytyką lokalnego środowiska. Dziś przyznaje ono mu rację.{/akeebasubs}
