Niezwykłe, arcytrudne wyzwanie czeka szczycieńskiego ultramaratończyka Rafała Kota. Już za niespełna dwa tygodnie zamierza pokonać Główny Szlak Beskidzki, najdłuższy w polskich górach, liczący około 496 km.
W październiku ub.r. Rafał Kot ustanowił rekord, pokonując trasę Głównego Szlaku Beskidzkiego w czasie 107 godzin i 19 minut. Teraz za cel postawił sobie ustanowienia zimowego rekordu trasy. Obecny, oficjalnie zarejestrowany, należy do Krzysztofa Półtoraka i wynosi 266 godzin 37 minut, czyli ponad 11 dób.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
- Oczywiście w zimowej wersji już samo dotarcie z jednego końca szlaku na drugi będzie wyzwaniem. No, ale ja już taki jestem, że mam instynkt rywalizacji i poza przygodą liczy się dla mnie wynik sportowy oraz możliwość zmierzenia się z konkretnym rezultatem – mówi Rafał Kot. Z drugiej strony, jak zaznacza, nie będzie zmierzał do celu za wszelką cenę. - Jak będzie mega śnieżyca, wiatr 150 km/h, - 35, zaspy po pas - to odpoczywam. Jak będzie dobra pogoda i przetarty szlak - gonię szybciej.
Wyzwanie, którego się podejmuje ma być też formą treningu. - Chcę się przekonać, czy mam w ogóle o czym myśleć w kontekście poważniejszych wyzwań, które kręcą mi się w głowie. Muszę poradzić sobie z dodatkowymi trudnościami, – np. po przygodzie sprzed lat w Tatrach, łatwo łapię odmrożenia palców, a po zamieci 2017 mroźny wiatr powoduje, że oczy zachodzą mi mgłą. Ale to tylko jedne z wielu elementów całej układanki, z którymi trzeba sobie poradzić – zwierza się Rafał Kot. Jeszcze nie zadecydował, czy będzie mu towarzyszył jakikolwiek zespół, czy raczej spróbuje zrobić to zupełnie bez wsparcia, czy tylko ograniczoną pomocą. - Raczej skłaniam się ku drugiej opcji, aczkolwiek logistyka w obecnej sytuacji zamkniętej bazy noclegowej i ograniczonej gastronomicznej jest dużym wyzwaniem. W grę wchodzi najpewniej spory plecak, namiot i śpiwór - ale to się wyklaruje już w najbliższych dniach.
Rafał Kot przyznaje, że realizacja tak trudnego wyzwania pochłania niemało środków, także finansowych. Liczy więc na wsparcie kibiców, którzy mogą mu pomóc, zostając jego patronem
(szczegóły na https://patronite.pl/goralzmazur)
Okazuje się, że cztery lata temu Krzysztof Kośny pokonał zimą GSB w czasie 179 h 22 min, a więc o blisko 4 doby krócej od Krzysztofa Półtoraka. Przy swojej próbie używał jednak nart. - Mimo wszystko to jego wynik biorę jako punkt odniesienia i to z tym wynikiem spróbuję się zmierzyć – deklaruje dzielny sportowiec ze Szczytna.
(o){/akeebasubs}
