Ostatnie tygodnie były dla mnie trudnym okresem. Zresztą nie tylko dla mnie, ale także, jak sądzę, dla wielu moich rodaków. Kolejne epidemie ogarnęły Polskę.

Chory i medycyna
Szpital Powiatowy w Szczytnie

Najpierw covid, później grypa. Covid szczęśliwie ominął moją osobę, ale grypa wprost przeciwnie. Prawie dwa tygodnie dręczyła mnie, a także moją żonę, na wszelkie znane jej sposoby. Jeśli dodam, że nieco wcześniej uległem wypadkowi, który wymusił na mnie prawie 3 miesiące drętwego leżenia w łóżku, to nie sztuka zgadnąć, że żyłem wyłącznie w rodzinnym zaciszu domowym, niemal bez kontaktów z ludźmi. Zdany głównie na literaturę i telewizję. Zatem o czym ja mogę napisać dzisiejszy felieton? Oczywiście o kontakcie chorego z medycyną - nauką pomagającą cierpiącym.

Ta nauka, jeśli oceniać jej działania na podstawie telewizyjnych przekazów, to ogrom osiągnięć naukowych wtłoczonych w jeden wielki bałagan organizacyjny. Wysłuchując bieżących informacji dowiaduję się na przykład o darmowym dostępie do testów combo w przychodniach POZ refundowanych przez NFZ. Sam pan minister tak powiedział. Tymczasem w praktyce mogę mieć takie testy, ale jeśli sam je sobie kupię w aptece. Tak naprawdę to nadal dokładnie nie wiem, jak powinienem postąpić. No, ale to dotyczy przekazów medialnych, a jak wszystko wygląda w lekarskiej praktyce?{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

Tuż po świętach odwiedziła nas krewna. Po drodze z Warszawy do Łomży. Przenocowała w hotelu „Krystyna”. Rano obudziła się z gorączką. Bała się jechać samochodem dalej, postanowiła kilka dni przeleżeć w hotelu. Spotkała się z wspaniałą opieką personelu. Nie mogła się nachwalić. Ale mimo że otrzymała w recepcji trzy numery telefonów lekarzy, przygotowanych do domowych wizyt, żadnego czynnego wizytanta nie wydzwoniła. Po trzech dniach pojechała do Łomży. Od razu do szpitala. Pani doktor starannie ją przebadała i oznajmiła, że jest chora na zapalenie płuc. Powinna zostać na oddziale. Dla obserwacji. Niemniej proponuje, że zapisze chorej niezbędne lekarstwa i niech ona szybko jedzie do domu i tam położy się. Przepełniony szpital, to nie jest dla niej miejsce zbyt bezpieczne. Dopiero pośród natłoku chorych mogłaby zarazić się znacznie poważnej.

Ludzkie podejście do medycyny. Akurat tej pani doktor, bowiem lekarze bywają różni. W ciągu ostatnich trzech lat dwukrotnie polegiwałem w naszym, szczycieńskim szpitalu. Na internie. Trzy lata temu na tej, która wówczas funkcjonowała, a niedawno w tej drugiej, zlokalizowanej w nowej części budynku. Pani doktor z tej pierwszej codziennie kontaktowała się ze mną. I to nie tylko podczas obchodu. Zadawała specjalistyczne pytania i wyjaśniała jakie badania szpital wykonuje i dlaczego ona mi je przepisuje. Aż do wypiski byłem informowany, co się ze mną dzieje. Przy wyjściu otrzymałem dwa skierowania (już zaakceptowane, z datą) do szpitala w Olsztynie, w celu wykonania specjalistycznych zabiegów. Dwa lata później, w tym nowym, internistycznym oddziale szpitala, pielęgniarki regularnie woziły mnie na wszelakie badania, jakie szpital wykonuje. Ale o tym, że mam także jakiegoś lekarza dowiedziałem się dopiero trzeciego dnia pobytu. Później widywaliśmy się z panią doktor sporadycznie, na obchodach. Kiedy przed wyjściem ze szpitala spytałem ją, co wynika z owych licznych badań, pani doktor powiedziała, że wszystko będzie wyszczególnione na wypisce, a zinterpretować to może mój lekarz domowy. Świat się zmienia, a my śmiejmy się, bo śmiech to zdrowie.

Piszę dzisiaj o tym, jak różnią się dzisiejsi medycy od tych z dawnej szkoły. Takiej jeszcze przedwojennej. Oczywiście współczesny lekarz ma znacznie większą wiedzę, niż jego poprzednicy, a także dysponuje specjalistyczną aparaturą, której dawniej nie znano. Nie mniej podział się gdzieś bezpośredni kontakt lekarza z pacjentem. Kiedy spotykam się z lekarzem to ten, na ogół, wysłuchuje mojej relacji i coś tam bada. Ale ja pamiętam, że dawniej lekarz zadawał mi mnóstwo własnych pytań, dociekając jaki związek może mieć moja słabość z ewentualnymi niedomaganiami całego organizmu. Współczesny lekarz pracuje trochę tak, jak mechanik samochodowy. Zrobi stosowne badania, przeliczy co trzeba i każe wykonać. Tak jak jeden z moich lekarzy na drugim oddziale szpitalnej interny, który przeglądając przy mnie wyniki badań szpitalnych, odłożył jakiś papier na bok i mruknął do siebie: staw biodrowy do wymiany. Po czym wyszedł, a ja do dzisiaj nic na ten temat nie wiedziałbym, gdybym później nie poszedł prywatnie do ortopedy. A szpitalnego lekarza zapamiętałem na długo jako fachowca – mechanika.

Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}