W roku 1908 rosyjski uczony Ilja Miecznikow otrzymał nagrodę Nobla za swoje odkrycia naukowe z dziedziny biologii i medycyny. Pracował on w Instytucie Pasteura w Paryżu i między innymi analizował wpływ bakterii na zdrowie człowieka. Zaobserwował, że bułgarscy chłopi dożywali sędziwego wieku i cieszyli się bardzo dobrym zdrowiem.
Stwierdził, że dobre zdrowie zawdzięczali bakteriom zawartym w kwaśnym mleku, które spożywali w dużych ilościach. Do podobnych wniosków doszli też inni badacze, którzy stwierdzili, że długowieczność pasterskich ludów Azji Środkowej, na przykład Kirgizów również związana jest ze spożywaniem dużych ilości kwaśnego mleka. W późniejszym czasie pojawiały się prace naukowe, w których niezwykłą odporność rosyjskich chłopów wiązano ze zwyczajem picia kwasu chlebowego zawierającego także dużą ilość bakterii.
Niestety w późniejszych latach świat nauki zapomniał o odkryciach Miecznikowa. W roku 1928 Jan Fleming odkrył penicylinę, czyli pierwszy antybiotyk i lekarze zajęli się „zabijaniem” bakterii, które zaczęto kojarzyć ze wszystkim co najgorsze. Dzisiaj ten stan zaczyna się zmieniać. Wiadomo, że są „złe” bakterie, które wywołują choroby, ale są też „dobre” bakterie, które wspomagają nasz organizm zabezpieczając nas przed atakiem „złych” bakterii. Czasami porównuje się te „dobre” bakterie do żołnierzy sił pokojowych ONZ, którzy są wysyłani w zapalne rejony świata, aby utrzymywać porządek i spokój. Te dobre bakterie określa się mianem probiotyków, od słów pro i bios, co oznacza „dla życia”. W ostatnich latach podejmuje się wiele badań naukowych, w celu określenia wpływu probiotyków na zdrowie człowieka. Dzisiaj wiadomo, że bakterie żyjące w naszym organizmie mają wpływ nie tylko na naszą odporność, ale również na choroby alergiczne, choroby przewodu pokarmowego, choroby układu krążenia. Nasza flora bakteryjna ma wpływ na produkcje hormonów, cytokin – czyli cząstek, za pomocą których komórki naszego organizmu przesyłają sobie sygnały, czyli porozumiewają się, a także na funkcjonowanie układu nerwowego. Fascynującą rzeczą są ostatnie odkrycia, które pokazują, że nasza reakcja na stres zależna jest od rodzaju bakterii, które dominują w naszym przewodzie pokarmowym. Jeszcze bardziej niezwykłą rzeczą, która zelektryzowała świat medycyny, są badania pokazujące, że skłonność do tycia również zależy od bakterii. Każdy z nas zauważył, że są osoby, które opychają się słodyczami, jedzą bez żadnych ograniczeń i pozostają szczupłe lub wręcz chude. Są natomiast inne osoby, które zjedzą odrobinę i to wszystko odkłada się w tkance tłuszczowej. O tych szczupłych mówi się, że mają dobrą przemianę materii. Dla naukowców nie było jasne co decyduje o przemianie materii i jak ją poprawić. Ostatnie badania naukowe pokazują, że otyłość ma związek z rodzajem bakterii, które dominują w naszym organizmie.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Odkryto, że u osób otyłych dochodzi do zmniejszenia ilości niektórych szczepów bakterii Gram dodatnich (przede wszystkich bifidobakterii, pałeczek kwasu mlekowego, a także bakterii z gatunku Clostridium leptum), odpowiedzialnych za wytwarzanie substancji ochronnych i przeciwzapalnych. Jest to cytat zaczerpnięty z wykładu Pani Profesor Grażyny Rydzewskiej z Kliniki Gastroenterologii CSK MSW w Warszawie. Dalej Pani Profesor tłumaczy, że w przewodzie pokarmowym osób otyłych zaczyna dominować rodzaj bakterii Gram dodatnich –Mollicutes. Są to bakterie, które charakteryzują się wyjątkową zdolnością i wysoką wydajnością w pozyskiwaniu energii z pożywienia, która jest magazynowana w tkance tłuszczowej. Są to oczywiście wstępne doniesienia, które wymagają dalszych badań. Może jednak okazać się, że niedługo w leczeniu otyłości zaczniemy stosować bakterie. Jeszcze nie wiadomo, które szczepy bakterii probiotycznych okażą się najbardziej skuteczne w zwalczaniu złych bakterii Molicutes. Naukowcy usilnie nad tym pracują, aby to zbadać. Dla nas natomiast pozostaje szklanka kwaśnego mleka, która zawiera miliardy najróżniejszych bakterii probiotycznych. Niestety zmiany w naszym sposobie życia spowodowały, że szklanka kwaśnego mleka dla większości z nas pozostaje nieosiągalna. Mleko, które kupujemy w sklepie nie skwaśnieje nam, tylko się zepsuje. Spowodowane to jest tym, że w procesie przetwarzania mleka zniszczono te dobre bakterie. Proces kwaśnienia, czyli rozmnażania się bakterii może zachodzić tylko w mleku prosto od krowy. Ludziom dzisiaj proponuje się jogurty, które „zawierają żywe kultury bakterii”, jak głoszą hasła reklamowe. Nie wiadomo tylko, czy w jogurcie, który stoi tygodniami na półkach sklepowych wszystkie bakterie są jeszcze żywe. Problemem jest również to, że do jogurtu dodaje się jeden lub dwa szczepy wybranych bakterii. Kryterium, które decyduje o wyborze bakterii do produkcji jogurtu nie są wartości zdrowotne, ale przede wszystkim smakowe. Dlatego wybiera się te bakterie, które warunkują dobry smak. Kwaśne mleko smakuje dużo gorzej niż jogurt. Ale korzyści zdrowotne z kwaśnego mleka są znacznie większe niż z pysznego jogurtu.
Włodzimierz Tarasiuk
Autor jest lekarzem, specjalistą chorób wewnętrznych. Pracuje jako lekarz rodzinny w Przychodni Vita-med. Pełni też dyżury w szpitalu na Oddziale Wewnętrznym.{/akeebasubs}
