W Poniedziałek Wielkanocny minął rok od śmierci Mirosława Kacaka, czołowego piłkarza w latach świetności Gwardii Szczytno i jednego z najwybitniejszych zawodników w historii szczycieńskiego futbolu.
Jego pierwszym klubem był Start Nidzica, ale najlepszy okres życia związał ze Szczytnem. W tutejszej Gwardii pojawił się w drugiej połowie lat 70. ubiegłego wieku i grał w niej do zakończenia swoich występów w roku 1985. Starsi kibice pamiętają go z meczów w III lidze i jednego sezonu w II lidze (dziś byłyby to ligi odpowiednio II i I). Grał w Pucharze Polski przeciw ekstraklasowym wówczas ekipom Bałtyku Gdynia i ŁKS-u Łódź. Jesienią ubiegłego roku minęło 30 lat od pamiętnego dla wielu miłośników futbolu - nie tylko ze Szczytna – meczu w Warszawie pomiędzy Polonią Warszawa a szczycieńską Gwardią.
Na spotkanie, wygrane przez Czarne Koszule 3:2, pojechało z naszego miasta znacznie więcej osób, niż przychodzi obecnie na mecze na stadion przy ul. Ostrołęckiej. Pojedynek miał dramatyczny przebieg, niespokojnie było na trybunach, sędzia pokazał gwardzistom aż trzy czerwone kartki. Mirosław Kacak, za rzekome pobicie sędziego, został pierwotnie odsunięty od sześciu spotkań!
Mirosław Kacak był nominalnym obrońcą. Jak powiedział nam kiedyś trener Tadeusz Justka, należał do najlepszych zawodników na tej pozycji w Polsce. Wielkiej kariery piłkarskiej nigdy jednak nie zrobił.
Najlepszą obroną bywa atak – i Mirosław Kacak potrafił także zdobywać bramki. Tak uczynił np. w pucharowym pojedynku przeciwko II-ligowej wtedy Jagiellonii Białystok W meczu rozgrywanym w 40-stopniowym upale popisał się piękną główką i do spółki z Tadeuszem Sosnowskim zapewnił zwycięstwo Gwardii 2:0.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Po zakończeniu futbolowej kariery pracował na szczycieńskiej uczelni, grał w meczach pokazowych i turniejach oldbojów, zajmował się także szkoleniem piłkarzy To on, razem z Tadeuszem Justką, wprowadził w roku 2006 MKS Szczytno do IV ligi.
Jak każdy człowiek miał kilka słabości. Jedną z nich były papierosy, palone nieustannie także na traktowanej często umownie ławce trenerskiej (lubił przebywać np. po drugiej stronie boiska).
O piłce nożnej mógł mówić godzinami, np. podczas rozmów telefonicznych czy też przypadkowych spotkań na ulicy. Niżej podpisany może to poświadczyć. Od lat prowadził dokumentację meczów rozgrywanych przez Gwardię.
Za tamtymi czasami wciąż tęsknił, narzekając na braki czasów obecnych: zarówno finansowe, jak i organizacyjne czy dotyczące mentalności piłkarzy. Mimo wyczuwalnego rozgoryczenia i czasem zniechęcenia jakoś nie potrafił odciąć się zupełnie od lokalnego futbolu, zostając przy nim właściwie do końca.
Grzegorz Pietrzyk
{/akeebasubs}
