Sąd Rejonowy w Szczytnie skazał na karę 4 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności Adama D. oskarżonego o spowodowanie tragicznego w skutkach wypadku drogowego. W jego wyniku 1,5-roczny Kuba zmarł, a jego brat bliźniak Bartek zmaga się dziś z niepełnosprawnością i wymaga kosztownej rehabilitacji.
KUBUŚ NIE ŻYJE, BARTEK WALCZY O SPRAWNOŚĆ
Wypadek, do którego doszło 25 kwietnia 2020 r. na ul. Władysława IV w Szczytnie, zbulwersował lokalną społeczność. Kierujący sportowym fordem mustangiem 29-letni wówczas Adam D., w pobliżu przejścia dla pieszych, uderzył w wózek z 1,5-rocznymi bliźniakami prowadzony przez ich babcię. Wskutek rozległych obrażeń jeden z chłopców, Kuba, zmarł po kilku dniach w szpitalu w Olsztynie. Jego brat Bartek przez wiele miesięcy był hospitalizowany, przeszedł osiem ciężkich operacji. Dziś wymaga intensywnej i kosztownej rehabilitacji, porusza się jedynie dzięki pomocy specjalistycznego sprzętu.
RYZYKOWNY MANEWR
Proces w tej sprawie trwał blisko rok. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Jak ustalili śledczy, po wyprzedzeniu tego pojazdu oskarżony stracił panowanie nad sportowym autem i wpadł w poślizg. Następnie zjechał na przeciwległy pas ruchu, a potem na chodnik w rejonie przejścia dla pieszych, gdzie uderzył w kobietę prowadzącą wózek.
CZUJE SIĘ OFIARĄ
Adam D. w chwili zdarzenia był trzeźwy. W trakcie postępowania przygotowawczego przyznał się do zarzucanego mu czynu i złożył wyjaśnienia.
Na pierwszym terminie rozprawy zmienił jednak dotychczasowe wyjaśnienia i nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu. Następnie odczytał oświadczenie, w którym potwierdził, że feralnego dnia kierował fordem mustangiem i uczestniczył w wypadku. Jednak, zdaniem oskarżonego, do zdarzenia doszło z przyczyn od niego niezależnych i to on również jest jego ofiarą, a nie sprawcą. Adam D. wyraził żal i ubolewanie z powodu tragicznych skutków zdarzenia. Jednocześnie, gdy sąd odczytał jego wyjaśnienia złożone podczas prokuratorskiego śledztwa, oskarżony w części ich nie potwierdził. Na rozprawie wyjaśnił, że w trakcie zatrzymania doradzano mu przyznanie się do winy, aby uniknąć surowej kary pozbawienia wolności. Adam D. w dalszej części rozprawy odmówił składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania.
ADWOKACI WYTYKAJĄ BŁĘDY POLICJI
Wyrok zapadł w miniony wtorek 17 maja. Zanim to jednak nastąpiło, mowy końcowe wygłosili prokurator, pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych – mamy i babci chłopców oraz trzej adwokaci broniący Adama D. Ci ostatni przekonywali, że ich klient nie ponosi w pełni winy za spowodowanie wypadku. Ich zdaniem do jego zaistnienia przyczyniła się w znacznej mierze kobieta kierująca volkswagenem passatem, która miała wymusić na kierowcy forda pierwszeństwo, wyjeżdżając z podporządkowanej ul. Towarowej. Wskazywali, że materiał dowodowy w sprawie jest niepełny, a w toku śledztwa policja nie zabezpieczyła wszystkich dowodów. Jako przykład podawali nagranie z myjni samochodowej, na którym widać było nieprawidłowe zachowanie kierującej passatem.
TO NIE BYŁ CZAS I MIEJSCE NA TAKĄ JAZDĘ
Pełnomocnik rodziny chłopców wniosła o maksymalny wymiar kary dla oskarżonego, czyli 8 lat pozbawiania wolności. Z kolei jego obrońcy domagali się uniewinnienia, bądź łagodnej kary o charakterze wolnościowym.
Sąd uznał Adama D. za winnego popełnienia zarzucanego mu czynu i skazał go za to na karę 4 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności. Orzekł wobec niego również zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na okres 6 lat, a także zasądził od niego na rzecz jednego z pokrzywdzonych chłopców zadośćuczynienie w kwocie 100 tys. zł. Oskarżony został również obciążony kosztami procesu. Wyrok nie jest prawomocny.
Sędzia Ewelina Wolny, podając ustne motywy wyroku przyznała, że pierwotnym czynnikiem, który doprowadził do tragedii było zachowanie kierującej passatem, która wyjechała z drogi podporządkowanej, zmuszając oskarżonego do podjęcia manewrów obronnych. Jednakże, w jej ocenie, główną przyczyną wypadku była utrata panowania nad fordem, na skutek nieuzasadnionego i nieprawidłowo wykonanego manewru wyprzedzenia volkswagena. Działo się to po uprzednim wyłączeniu systemów kontroli trakcji i systemów wpływających na przyczepność kół na tzw. tryb sport drive. Sędzia zwracała uwagę, że nie doszłoby do wypadku, gdyby D., widząc pojazd wymuszający na nim pierwszeństwo, po prostu lekko przyhamował . - Trudno oprzeć się wrażeniu, że oskarżony za zachowanie prawidłowe i odruchowe uznał dodanie gazu. To nie był czas, ani miejsce, żeby tak jechać – mówiła sędzia, zwracając uwagę, że Adam D. obrał ryzykowny styl jazdy w miejscu, gdzie są liczne skrzyżowania z przejściami dla pieszych, przejazd kolejowy, myjnia samochodowa oraz kilka sklepów, w których w sobotnie popołudnie klienci robili zakupy, a także osiedle domków jednorodzinnych.
KŁAMAŁ, ŻE POMAGAŁ
Jako okoliczność dodatkowo obciążającą oskarżonego sąd uznał jego zachowanie bezpośrednio po wypadku. Tuż po uderzeniu w wózek z dziećmi, Adam D. odkręcił tylną tablicę rejestracyjną samochodu po to by, jak sam stwierdził, uniemożliwić jego identyfikację. Zamiast po służby ratunkowe, zadzwonił po rodziców, którzy zaraz pojawili się na miejscu zdarzenia. Mężczyzna twierdził, że udzielał chłopcom pomocy. Jego wersji nie potwierdzili jednak świadkowie. W trakcie wtorkowej rozprawy Adam D. w krótkich słowach przeprosił rodzinę bliźniaków i wyraził „najgłębsze wyrazy współczucia”. Na ogłoszeniu wyroku był już jednak nieobecny.
Beata Pieczyńska, mama chłopców, przyznała po wyjściu z sali rozpraw, że nie odczuwa ulgi. - Dla nas żaden wyrok nie byłby satysfakcjonujący – mówi. Z kolei obrońca Adama D., Andrzej Jemielita już zapowiada złożenie apelacji. Wyrokiem sądu usatysfakcjonowany był natomiast prokurator Krzysztof Batycki, który wnioskował o skazanie oskarżonego na 5 lat pozbawienia wolności.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
