Siedmioro dzieci, odebranych decyzją sądu rodzicom, trafiło do rodziny zastępczej i placówki opiekuńczej w Pasymiu. To wyjątkowa sytuacja. Nie zdarzyło się jeszcze w powiecie, aby zaszła potrzeba zabrania z domu aż tak dużej gromadki. Rodzice obiecują poprawę i mają nadzieję, że nadchodzące święta spędzą wraz z dziećmi. Czy dobre chęci okażą się wystarczające?

limg("18_FOTO.JPG", "Ewa Orzoł z PCPR w Szczytnie: - Po raz pierwszy zdarzyło się, aby rodzicom odebrano tyle dzieci.

Czworo z nich trafiło do placówki opiekuńczej w Pasymiu");

WYJĄTKOWA SYTUACJA

Na początku grudnia sąd wydał decyzję o natychmiastowym umieszczeniu siedmiorga dzieci ze Spalin Wielkich w rodzinie zastępczej lub placówce opiekuńczej. Kilka dni później zostały one zabrane z domu. Trzy młodsze dziewczynki trafiły do rodziny zastępczej mieszkającej w gminie Pasym, czterech chłopców - do Domu dla Dzieci w Pasymiu. Dzięki temu rodzeństwo będzie mogło się ze sobą kontaktować. – Po raz pierwszy zdarzyło się, aby rodzicom odebrano tyle dzieci – mówi Ewa Orzoł z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Szczytnie.

Co zdecydowało o tak radykalnym posunięciu? Jak się dowiedzieliśmy, w rodzinie od dawna nie działo się dobrze. Od dłuższego czasu była ona pod nadzorem kuratora sądowego, pozostawała też pod opieką Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Rozogach. W zeszłym roku doszło tu do tragedii. Jedno z dzieci, zaledwie 12-letni chłopiec, popełnił samobójstwo.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

GOPS zaproponował małżeństwu wsparcie asystenta rodziny, ale matka odmówiła. – Dopiero teraz, gdy dzieci zabrano, sama o niego poprosiła. NOCNA AWANTURA

Kroplą, która przepełniła czarę okazało się zdarzenie z połowy listopada. W nocy pełnoletni już syn po pijanemu wywołał awanturę. Doszło do wyzwisk i szarpaniny. Uczestniczką zajścia była także pijana matka. Kobieta, mając w organizmie ponad 2 promile alkoholu, zajmowała się dziećmi w wieku od sześciu do piętnastu lat. Kiedy mieszkająca wraz z nią dorosła córka wezwała policję, matka ledwie trzymała się na nogach. Funkcjonariusze zabrali ją na komendę. Dopiero tam wytrzeźwiała. Zatrzymano również jej awanturującego się syna. Zdaniem policji, stanowił on zagrożenie dla pozostałych domowników. Po tych wydarzeniach wszczęto procedurę przeciwdziałającą przemocy i sporządzono Niebieską Kartę. Matka, po wytrzeźwieniu, usłyszała zarzut pozostawienia dzieci w okolicznościach niebezpiecznych dla zdrowia. Teraz, kiedy zostały zabrane, zapisała się na leczenie odwykowe.

– To podstawowy warunek, żeby dzieci do niej wróciły – mówi Ewa Orzoł. Mąż kobiety, który przez kilka miesięcy pracował za granicą, odwiedza je każdego dnia.

ZROBIMY WSZYSTKO, ŻEBY JE ODZYSKAĆ

„Kurek” odwiedził rodzinę ze Spalin w minionym tygodniu. Byli akurat zajęci przygotowywaniem mięsa na zbliżające się święta. Liczą, że spędzą je razem z dziećmi.

– Zrobimy wszystko, co możliwe, żeby je odzyskać – deklaruje matka. Potwierdza też, że zapisała się już na leczenie. Żałuje zdarzenia sprzed kilku tygodni, po którym interweniowała policja. Ma jednak żal do córki, że ta zadzwoniła po funkcjonariuszy. Pytana o zmarłego przed ponad rokiem syna wyjaśnia, że jego śmierć była wynikiem nieszczęśliwego wypadku spowodowanego głupią zabawą chłopca.

– Sprawa została umorzona – mówi kobieta. – Gdyby któryś z pozostałych synów był wtedy przy nim, do tragedii by nie doszło – uważa. Zaprzecza, że powodem samobójstwa chłopca stało się to, że nie chciała mu kupić nowych butów na szkolne zawody sportowe. Według niej w Rozogach nie było takich, jakie chciał, więc zakup trzeba było odłożyć na później.

REKORDOWY ROK

W tym roku z powiatu szczycieńskiego do rodzin zastępczych trafiło aż 51 dzieci. To bardzo dużo.

– Ten rok jest rekordowy. Zwykle odbierano 18 – 20 dzieci, kilka lat wcześniej liczba ta sięgała 30 – informuje Ewa Orzoł. Najczęstszą przyczyną odbierania dzieci ich rodzicom jest alkohol. Zwykle jego nadużywanie idzie w parze z brakiem pracy i trudną sytuacją finansową. Pracownica PCPR zauważa jednak, że czasem tak radykalne posunięcie działa na rodziców mobilizująco. Jeżeli podejmują oni terapię, istnieje duża szansa na to, że odzyskają dzieci.

– W tym roku do rodziców biologicznych wróciło ich jedenaścioro – mówi Ewa Orzoł.

W samej tylko gminie Rozogi to już trzeci w tym roku przypadek odebrania rodzicom dzieci. – Do jednej z nich wróciły one na początku roku szkolnego. Cały czas monitorujemy tam sytuację i na razie jest dobrze – informuje Joanna Polańczuk, kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Rozogach. Czy szczęśliwy finał czeka też rodzinę ze Spalin Wielkich? To pokaże czas.

Ewa Kułakowska

{/akeebasubs}