Pomimo mrozu - niedużego, ale nie dla kogoś, kto kilka godzin tkwi tam niemal bez ruchu - drobny handel trwa.

Czy to Azja, czy co?
Goście przybywający na szczycieński cmentarz mają takie azjatyckie widoki

Przydaje się on tym, którzy także pod koniec listopada odwiedzając swoich bliskich zmarłych chcą zapalić im zakupioną przy cmentarzu lampkę. Jeden z właścicieli kilku stanowisk zakończył działalność, odchodząc - jak słyszałam - definitywnie na emeryturę, jednak kilka osób jeszcze działa zatrudniając pracowników na dniówki. I taką właśnie osobą była moja rozmówczyni. Nie narzekała na mróz i pracę - sama się na nią godzi, ale nie może zrozumieć tego, czemu w powiatowym mieście, przy sporym i wciąż rosnącym cmentarzu, który odwiedzają szczytnianie rozsypani teraz po całej Polsce i Europie, albo goście przybywający tu z powodu pogrzebu znajomych, kuzynów, są skazani na takie azjatyckie widoki{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}: prymitywne stoiska uleputane z tego, co było pod ręką, pod nikłymi daszkami, które chronią co najwyżej przed słabym słońcem lub niedużym opadem, gdzie sprzedawcy stoją na gołej, mokrej lub marznącej polepie i odgradzają się od zimnego powietrza tylko dzięki wielu warstwom ciepłej odzieży lub skryciu się w zimnym wnętrzu busa - swojego magazynu. Osoby pracujące tam wprost nazywają takie obrazki dziadostwem i podejrzewają, że takie warunki ze strony miasta i zarządu cmentarza dają tylko w Szczytnie. Liczą zatem na to, że nowe władze miejskie coś i w tej kwestii ruszą do przodu. Nie pragną dużo, ot prostego, ale murowanego domku - „szeregowca” przy parkingu, w którym mogliby usiąść jak ludzie, ogrzać się choćby „farelką”. O kanalizacji i bieżącej wodzie na razie nawet nie marzą. Przecież od tych stanowisk - mówiła mi moja rozmówczyni - też pobierane są przez miasto opłaty handlowe, podobnie jak na targowicy. A cóż dostają za to w zamian?

(lik){/akeebasubs}