Oświadczenie burmistrza Wielbarka Jerzego Szczepanka o tym, że na terenie gminy nie powstanie farma wiatrowa, najwyraźniej nie kończy sprawy. Wobec stanowiska włodarza dystansuje się przewodniczący Rady Miejskiej Dariusz Szepczyński, który nie wyklucza wniesienia przez grupę radnych do Planu Ogólnego zapisów dopuszczających taką inwestycję. Za rezygnację z niej Szczepanka krytykuje były szef wielbarskiej rady Andrzej Kimbar.

Czy wprowadzą wiatraki tylnymi drzwiami?
Jednoznaczna zapowiedź burmistrza Jerzego Szczepanka (w środku) o rezygnacji z wiatraków nie wywołała entuzjazmu u obecnego przewodniczącego rady Dariusza Szepczyńskiego (z lewej) i byłego przewodniczącego Andrzeja Kimbara

BURMISTRZ Z NAMI NIE KONSULTOWAŁ

Sprawa budowa turbin wiatrowych w gminie Wielbark nadal budzi emocje i wcale nie ostudziło ich wygłoszone na sesji pod koniec kwietnia oświadczenie burmistrza Jerzego Szczepanka o rezygnacji z tej inwestycji. Włodarz powoływał się wówczas na docierające do niego od radnych i sołtysów sołectw, na terenie których miałby stanąć wiatraki sygnały o bardzo dużym sprzeciwie społecznym. Według Szczepanka, ponad 90% mieszkańców miało podpisać się pod petycją przeciw budowie turbin. W związku z tym zapowiedział, że w przygotowywanym Planie Ogólnym Gminy wykreślona zostanie możliwość ich budowy. Okazuje się jednak, że w Radzie Miejskiej nie wszyscy zgadzają się z tak jednoznacznym stanowiskiem włodarza. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  - Burmistrz nie konsultował go z nami – mówi przewodniczący rady Dariusz Szepczyński. Czy zatem radni wniosą swoje uwagi do projektu planu dopuszczające budowę wiatraków? - Jesteśmy organem uchwałodawczym, który może przyjąć plan w wersji zaproponowanej przez burmistrza, odrzucić go lub zmienić – odpowiada wymijająco szef rady. Sam jednak przyznaje, że nie obawia się sąsiedztwa wiatraków, choć miałby je tuż za swoim płotem. - Uważam, że od tego typu inwestycji nie ma odwrotu, choć rozumiem obawy ludzi – zaznacza.

ZBYT ŁATWO ODPUŚCIŁ

Jeszcze bardziej zdecydowanie za budową turbin opowiada się były przewodniczący wielbarskiej rady Andrzej Kimbar, który otwarcie krytykuje burmistrza. - Niedobrze zrobił, bo takie inwestycje powinny powstawać. Nie wiem, na jakiej podstawie twierdzi, że większość mieszkańców jest jej przeciwna. Aby to stwierdzić, należałoby przeprowadzić konsultacje społeczne, a w ostateczności referendum – uważa Kimbar. - Burmistrz zbyt łatwo odpuścił – dodaje. Podkreśla, że jeśli wiatraki nie powstaną, to upadnie tylko plan budowy fabryki zielonego wodoru, ale również olbrzymiej serwerowni data center. - To są inwestycje za kilkaset milionów – przypomina. Jego zdaniem zarówno władze gminy, jak i inwestor popełnili błąd na samym początku, trzymając swoje zamierzenia w tajemnicy. - To wzbudziło wśród ludzi różne podejrzenia. Teraz już będzie trudno przekonać przeciwników, bo żadne racjonalne argumenty nie będą na nich działały – zauważa Kimbar.

NA DWA MOŻE SIĘ ZGODZĄ

W sprawie kontrowersyjnej inwestycji jednomyślności wśród wielbarskich radnych nie ma. Zastępca przewodniczącego rady Adam Jarząbek deklaruje, że jest przeciwny wiatrakom. - Jeśli 90% mieszkańców tego nie chce, to my musimy ich słuchać – uzasadnia swoje stanowisko. Dopuszcza jednak budowę dwóch turbin na potrzeby zakładu produkcji zielonego wodoru. - Tej inwestycji nie chcemy blokować – zaznacza.

ZANIEPOKOJENI MIESZKAŃCY

Sprzeczne sygnały płynące od radnych budzą niepokój strony społecznej. Stojąca na czele komitetu STOP WIATRAKOM W GMINIE WIELBARK sołtys Łatanej Wielkiej Aneta Krzyszkowska zapewnia, że mimo deklaracji burmistrza Szczepanka nie kończy on swojej aktywności. Mieszkańców niepokoi m.in., że ostatnio uaktywniła się strona „Wielbark” na Facebooku sygnowana oficjalnym herbem gminy, gdzie pojawiają się nawoływania do budowy farmy wiatrowej. - Cały czas trzymamy rękę na pulsie – deklaruje sołtys.

Co na to wszystko burmistrz Szczepanek? - Rada zawsze może wprowadzić zmiany do Planu Ogólnego, ale ja swoją decyzję podjąłem – odpowiada. Zapewnia, że gmina nie ma nic wspólnego ze stroną na Facebooku. - Założyła ją anonimowa osoba, której nie znam i która nie chce się ujawnić. Posługuje się naszym herbem, ale sprawdzimy, czy robi to legalnie – zapowiada włodarz.

(ew){/akeebasubs}