Cały tydzień nie było mnie w Szczytnie. Spędziłem ten czas w Warszawie. Jak zwykle obszedłem znane mi stare kąty, odnotowując wszystkie zmiany. Ostatni raz byłem w Stolicy we wrześniu, pół roku temu i zauważyłem, że przez ten czas kilka znanych mi lokalików padło, za to inne trzymają się mocno.
Pączki od Bliklego, wciąż w tej samej cukierni przy ulicy Nowy Świat, smakują dokładnie tak samo jak sześćdziesiąt lat temu, kiedy to, jako dzieciak, mieszkałem tuż obok. Nadal stanowią absolutny „wzorzec pączka” i jeden egzemplarz powinien znaleźć się w francuskim mieście Sevres w gablocie, obok wzorca metra. Natomiast ostatnią autentyczną, peerelowską restaurację CORSO, gdzie można było palić papierosy, a jadło się obficie, tanio i według menu nie zmienianego od pięćdziesięciu lat, zastałem w trakcie likwidacji. Jadałem tam (z popitką) jeszcze jako student. We wrześniu 2016 biesiadowałem w tymże lokalu z grupą przyjaciół ze Szczytna. Ku ich wielkiemu zadowoleniu. Szkoda, że było to ostatni raz. Kilka lat temu knajpce owej, mieszczącej się przy placu Zbawiciela, poświęciłem cały kurkowy felieton. Jak widać pożegnalny.
Knajpy knajpami, ale co innego zafascynowało mnie, jako architekta, w Warszawie.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Kiedy wróciłem do Szczytna czekała na mnie teczka z dokumentacją „zabezpieczenia istniejących ruin w formie trwałej ruiny dawnego zamku w Szczytnie”. Wstępny projekt znakomitego, olsztyńskiego, rodzinnego zespołu architektów. Ojciec rodu, pan Ryszard Bąk, to architekt niewiele młodszy ode mnie. Zatem wie, co to tradycja. Uczestniczyłem prawie rok temu we wstępnych rozmowach odnośnie założeń projektowych, które zainicjowała pani burmistrz z udziałem miejscowych twórców, a także małżeństwa państwa Bąków. Byłem więc niesłychanie ciekaw, co też zaproponował olsztyński zespół. Zwłaszcza po tym jak miałem okazję zapoznać się z rozbudową zabytkowej, warszawskiej hali. Nie ośmieliłbym się recenzować kolegów, ale że obejrzana koncepcja bardzo przypadła mi do gustu, zatem kilka informacji dla czytelników.
Znakomitym i najważniejszym pomysłem jest częściowe odkopanie ruin. Zdjęcie warstwy ziemi grubości 1,30 m odsłoni fragmenty niewidocznych murów i umożliwi dostęp do piwnic. Zresztą cały teren wokół znacznie się poszerzy. Ciekawą koncepcją jest wpuszczenie wody do fosy. Podoba mi się forma zaprojektowanej kładki nad fosą. Niczego „historycznego” nie udaje, a pasuje do zabytkowego założenia. Podobnie jak włączenie nowoczesnych przekryć (wiat) w strukturę starych murów. Znakomity początek. To, czego mi chwilowo brakuje (rozumiem, że oglądam dopiero pierwszy etap pracy projektantów), to koncepcja spacerowego połączenia terenu zamkowego z nadjeziorną plażą. Poczekam. A kolegom po fachu gratuluję.
Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}
