We wtorek miasto ostatecznie przejęło budynek Niepublicznego Przedszkola nr 1 „Pod Topolą”. Co ciekawe, zdecydowało się nawet, za kwotę ponad 60 tys. zł, odkupić od dyrektor Bożenny Mikielewicz część wyposażenia, choć jeszcze dwa tygodnie temu naczelnik wydziału oświaty informował nas, że właścicielka nie ma na nie odpowiednich dokumentów zakupu ani wymaganych certyfikatów.

Dlaczego burmistrz zmienił zdanie?
Przedszkole wróciło już do zasobów miasta, ale trzeba je jeszcze odpowiednio wyposażyć

Budynek na ul. Pasymskiej, w którym ponad 30 lat funkcjonowało Niepubliczne Przedszkole nr 1 „Pod Topolą”, wrócił do zasobów miasta. Od września ma w nim rozpocząć działalność placówka miejska, będąca filią przedszkola „Promyczek”. Przejęciu obiektu towarzyszyło jednak zamieszanie. Początkowo burmistrz Krzysztof Mańkowski deklarował wolę odkupienia wyposażenia od dyrektor Bożenny Mikielewicz. Podczas posiedzeń komisji i sesji zapewniał zainteresowanych sprawą radnych, że wszystko jest na dobrej drodze. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} W połowie czerwca dyrektor przedstawiła swoją wycenę wyposażenia, opiewającą na blisko pół miliona złotych. Zastrzegła jednak, że kwota ta podlega negocjacji i jest gotowa znacząco zejść z ceny. Przez ponad miesiąc ze strony urzędu nie otrzymała żadnej odpowiedzi. Nie odbyły się też negocjacje. Dopiero pod koniec lipca Bożenna Mikielewicz dowiedziała się, że miasto nie jest zainteresowane odkupieniem od niej wyposażenia. To postawiło ją w trudnej sytuacji, bo pilnie musiała szukać innych kupców, aby, zgodnie z zawartym z ZGK porozumieniem, oddać miastu budynek 7 sierpnia.

Naczelnik wydziału edukacji Jacek Walaszczyk informował nas, że w wyniku dokonanego w przedszkolu pod koniec czerwca przeglądu stwierdzono, iż wyposażenie nie posiada żadnych dokumentów zakupu, na podstawie których można by je wpisać do ewidencji majątku przedszkola publicznego, nie posiada również odpowiednich certyfikatów. Ponadto miasto uznało, że podana przez dyrektor cena jest zbyt wygórowana, a wyposażenie w podobnym, lub nawet wyższym standardzie, samorząd może zapewnić za kwotę rzędu ok. 130 tys. złotych.

W tej sytuacji Bożenna Mikielewicz zaczęła szukać chętnych na zakup przedszkolnych sprzętów gdzie indziej. Ci szybko się znaleźli. Część wyposażenia trafiła m.in. do Poradni Psychologiczno – Pedagogicznej w Szczytnie, część nabyły osoby z różnych zakątków kraju, w tym Bydgoszczy i Torunia. Jak zapewnia dyrektor, nikt nie zgłaszał wątpliwości dotyczących zarówno jakości zbywanych przedmiotów, jak i posiadanych przez nie certyfikatów. Okazało się, że w gronie chętnych do zakupu jest także … miasto. - Dla mnie to zaskakujący zwrot w sprawie – przyznaje dyrektor Mikielewicz. Za część wyposażenia miasto ma zapłacić jej 62 tys. złotych. Było też zainteresowane nabyciem tego, co już zdołała sprzedać komuś innemu. Tak stało się choćby w przypadku szatni. Dyrektor poinformowała nas w poniedziałek, że sprzedała już wszystko, z wyjątkiem kilku urządzeń z placu zabaw.

- W jakim standardzie będzie przedszkole od września, tego nie jestem w stanie powiedzieć, ale na pewno nie w takim, w jakim było – mówi Bożenna Mikielewicz, dodając, że niektóre rzeczy będące na wyposażeniu placówki zostawiła w niej gratis. - Zrobiłam to dla dzieci, nie dla pana burmistrza – tłumaczy dyrektor.

Dlaczego miasto zdecydowało się jednak odkupić od niej część wyposażenia, choć wcześniej tłumaczyło to m.in. przeszkodami formalnymi i brakiem wymaganych certyfikatów? Na to pytanie do czasu zamknięcia wydania tego numeru gazety nie otrzymaliśmy odpowiedzi, podobnie jak na to, czy przed rozpoczęciem roku szkolnego rodzice będą mogli obejrzeć obiekt, do którego mają uczęszczać ich dzieci. Zamiast tego naczelnik Jacek Walaszczyk po raz kolejny zapewnił nas, że przedszkole na ul. Pasymskiej rozpocznie działalność 1 września.

(ew){/akeebasubs}