Znakowanie psów za pomocą małego mikroprocesora nazywamy czipowaniem. Zabieg przypomina zwykły zastrzyk, choć igła jest nieco grubsza. Znakowanie bywa pomocne w przypadku zaginięcia lub przywłaszczenia zwierzęcia pod warunkiem, że ktoś zakodowany numer odczyta specjalnym czytnikiem.
Straż miejska, schroniska dla zwierząt, lekarze weterynarii dysponują czytnikiem, który wysyła fale radiowe aktywujące malutki czip wielkości ziarenka ryżu. Po przetworzeniu przez mikroprocesor, fala radiowa zawierająca zakodowany numer wysyłana jest z powrotem do skanera. Skaner wyświetla ją rozkodowaną w postaci numeru identyfikacyjnego na ekranie. Niestety czip nie jest z GPS-em. Nikt nie jest w stanie namierzyć pupila, który został zaczipowany bez specjalnego urządzenia, które odczyta zakodowany numer z odległości od 10 do 100 cm.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Potrafią to na przykład specjalne drzwiczki dla kotów wychodzących, umieszczone w drzwiach wyjściowych, otwierane w obu kierunkach przez mikrochip. Jeżeli jednak piesek zaginie, potrzebny jest czytnik, a odczytany numer wprowadzony do jak największej liczby baz danych.
Pojawiły się również pomysły wszczepiania mikroczipów ludziom podskórnie. Pokusiła się o to kilka lat temu pewna belgijska spółka, która wszczepiła mikroczipy swoim pracownikom.
Można było w ten sposób śledzić ich aktywność, oraz pokonywać zabezpieczenia w firmie.
Wobec dzisiejszych przepisów RODO byłoby to jednak sporym przewinieniem.
lek. wet. Joanna Rozbicka{/akeebasubs}
