Ta wiadomość wstrząsnęła mieszkańcami gminy Rozogi.

12-letni Hubert ze Spalin Wielkich w minionym tygodniu popełnił samobójstwo. Wszyscy zadają sobie teraz pytanie, co popchnęło dziecko do tak desperackiego czynu. – To przerażające, że nie znalazł się nikt, do kogo ten chłopiec mógłby się zwrócić

po pomoc – mówi Sylwia Bałdyga ze Spalin.

Dlaczego Hubert się zabił?

DESPERACKI KROK

Spaliny Wielkie to mała wieś za Rozogami, na granicy województw warmińsko-mazurskiego, mazowieckiego i podlaskiego. Jak mówią mieszkańcy, wszędzie jest stąd daleko. Większość miejscowych albo nie ma pracy i żyje na garnuszku opieki społecznej, albo wyjeżdża za chlebem do dużych miast. Sama wioska sprawia senne wrażenie – kilka starych, częściowo zrujnowanych poniemieckich domów. Te nowsze i wyremontowane stanowią mniejszość. Tuż przy drodze na pastwiskach leniwie pasą się krowy. Rzadko kiedy przejedzie tędy samochód. Całe sołectwo wraz z sąsiednimi wioskami zamieszkuje niespełna 200 osób. To właśnie tu, w środę 23 maja doszło do tragedii, która wstrząsnęła całą gminą Rozogi.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

12-letni Hubert, uczeń Szkoły Podstawowej w Rozogach, popełnił samobójstwo. Jak mówi jego szkolny kolega, Kuba, nic nie zapowiadało, że chłopiec zdobędzie się na tak desperacki krok. – Jeszcze w poniedziałek zajął drużynowo I i II miejsce w zawodach – opowiada Kuba. Dodaje, że Hubert lubił sport, a szczególnie biegi. Jakiś czas temu zajął nawet wysoką lokatę w zawodach wojewódzkich.

TO PORAŻKA WSZYSTKICH

Pełniąca obowiązki dyrektora SP w Rozogach Hanna Wiśniewska na temat samobójstwa ucznia nie chce rozmawiać, powołując się na dobro rodziny chłopca. – Jesteśmy wstrząśnięci tą informacją – mówi tylko. Szkoła pogrążyła się w żałobie. Na budynku umieszczono flagi z czarnymi kirami. Uczniowie spotkali się też z psychologiem. W szoku są także mieszkańcy Spalin. Zastanawiają się, co takiego mogło skłonić zaledwie 12-letniego chłopca do targnięcia się na swoje życie. Hubert pochodził z wielodzietnej rodziny, która jest objęta pomocą Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. Jednak zdaniem radnego ze Spalin Krzysztofa Bałdygi wsparcie finansowe oferowane takim rodzinom nie rozwiązuje problemów. – Opieka społeczna powinna bardziej pomagać dzieciom z ubogich środowisk, choćby przez organizowanie wycieczek czy wyjazdów na basen – uważa radny. – Dzieci z takich wsi jak nasza nie poznają świata – dodaje. Według Bałdygi, skoro znajdują się środki na opiekę nad osobami starszymi, które uczęszczają do środowiskowych domów samopomocy, to powinny się też znaleźć na organizację czasu dzieciom z rodzin wielodzietnych.

– To przerażające, że nie znalazł się nikt, do kogo ten chłopiec mógłby zwrócić się po pomoc – mówi żona radnego, Sylwia Bałdyga. Jej zdaniem śmierć 12-latka to porażka całej miejscowej społeczności, w tym także gminy oraz szkoły.

WÓJT: KTO MÓGŁ PRZEWIDZIEĆ?

Kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Rozogach potwierdza, że rodzina chłopca była objęta opieką placówki.

– Występowaliśmy także o przydzielenie tej rodzinie kuratora. Oprócz tego nasz pracownik socjalny odwiedzał tych państwa – mówi Joanna Polańczuk. Przyznaje jednak, że samorządom przydałaby się większa pomoc od państwa na wsparcie rodzin.

Z kolei wójt gminy Rozogi Józef Zapert nie zgadza się, że jego samorząd nie robi nic dla dzieci pochodzących z ubogich środowisk.

- To nieprawda, że nikt się nimi nie zajmuje. Ta rodzina już od bardzo dawna była objęta różnymi formami pomocy, ale pewnych rzeczy nie da się przewidzieć – uważa wójt. - To wielka ludzka tragedia, ale przecież trudno przy każdym postawić stróża do pilnowania. Dodaje, że w gminnych szkołach realizowany jest dwuletni projekt obejmujący zajęcia dodatkowe dla dzieci oraz wyjazdy na wycieczki czy na basen. - Problem w tym, że nie wszyscy chcą w nich uczestniczyć. Zdarza się, że na wyjazdy nie ma chętnych, mimo że namawiają do tego psychologowie i pedagodzy – mówi Józef Zapert.

Śledztwo w sprawie śmierci 12-latka prowadzi Prokuratura Rejonowa w Szczytnie z artykułu dotyczącego udzielania pomocy bądź nakłaniania do targnięcia się na własne życie.

- To standardowa procedura w takich przypadkach – mówi Artur Choroszewski, zastępca prokuratora rejonowego. - Przeprowadzono sekcję zwłok chłopca, trwają dalsze czynności. W chwili obecnej nie mamy danych, żeby przypuszczać, że brały w tym udział inne osoby – dodaje prokurator, zastrzegając, że decydująca okaże się ocena biegłego z zakresu medycyny.

Ewa Kułakowska

{/akeebasubs}