Przy ul. Pasymskiej w Szczytnie działa Ponadlokalne Centrum Rehabilitacyjno – Edukacyjne. Obiekt posadowiony na niewielkiej działce, dysponuje ograniczoną liczbą miejsc parkingowych, co powoduje rozmaite perturbacje i może doprowadzić nawet do wypadku, który stał się udziałem jednej z pacjentek.

Dlaczego pani dyrektor nas przegoniła?
Józef Łuszczaniec chciał tylko ułatwić swojej siedzącej w samochodzie córce dotarcie do ośrodka. Nie spodziewał się takiej reakcji dyrektor Mirosławy Duńczyk

W ubiegłym tygodniu Józef Łuszczniec przywiózł do Ponadlokalnego Centrum Rehabilitacyjno-Edukacyjnego swoją niepełnosprawną córkę Elżbietę na zabiegi lecznicze. Cierpi ona na zaburzenia równowagi i ma problem z poruszaniem się. Jak zwykle pan Józef samochód zaparkował tuż przed wejściem głównym od ul. Łaniewskiego, ale gdy już zbierał się do wysiadania, akurat pod budynek zajechała dyrektor placówki Mirosława Duńczyk. Zaraz zwróciła mu uwagę, że w tym miejscu zatrzymywać się nie wolno.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

Rad nie rad odjechał. Gdy zatrzymał się z dala od wejścia, bo o miejsce do parkowania od strony ul. Łaniewskiego nie jest łatwo, zdezorientowana córka wysiadła, nie czekając na pomoc ojca. Mając kłopoty z utrzymaniem równowagi upadła, wskutek czego wybiła sobie ząb, ponosząc także drobniejsze urazy w postaci otarcia naskórka.

- Dlaczego pani dyrektor nie pozwoliła mi wysadzić córki pod drzwiami? - denerwuje się ojciec. Wtedy nie doszłoby do wypadku.

Dyrektor Mirosława Duńczyk wyjaśnia nam, że tuż pod wejściem do budynku mogą parkować tylko busy, które przywożą pacjentów z terenu całego powiatu. Miejsca te są oznaczone kopertą. Dla innych niepełnosprawnych pacjentów wyznaczono dwa miejsca do parkowania pod pobliskim murkiem. Dlatego też zwraca uwagę wszystkim nieprawidłowo parkującym, że pod wejściem nie wolno się zatrzymywać. Dodaje, że nie zna wszystkich pacjentów i nie wiedziała, że pan Łuszczaniec przywiózł córkę na zbiegi. Gdyby jej to powiedział, wówczas nie zakazywałaby mu postoju.

Józef Łuszczniec odpowiada, że dyrektor, zabraniając mu parkowania, zwróciła się do niego bardzo apodyktycznym tonem. Uznał, że jakiekolwiek tłumaczenia nie mają sensu. Jest człowiekiem niekonfliktowym i odjechał, nie wdając się w dyskusję.

- Przecież nie przyjeżdżałbym pod centrum bez potrzeby – żali się zdenerwowany.

Marek J.Plitt{/akeebasubs}