Festiwal Dni i Noce Szczytna już za nami. Byliśmy ciekawi, co o tegorocznej, odmienionej imprezie sądzą miejscy radni. Zapytaliśmy ich, jak oceniają święto miasta, czego im zabrakło i czy dostrzegają jakieś organizacyjne niedociągnięcia.

Dni i Noce oczami radnychPAWEŁ KRASSOWSKI:

- Trudno mi się wypowiadać o wszystkich koncertach, bo byłem tylko na piątkowym. Natomiast mam informacje od mieszkańców, że jest kilka rzeczy do poprawy. To głównie kwestia dostępności do strefy gastronomicznej. Trzeba się również zastanowić nad wydzieleniem strefy dla osób z niepełnosprawnościami, nieodstępnej dla pozostałych. Jestem też za utrzymaniem biletowanych koncertów. Ceny biletów w tym roku były symboliczne, dlatego uważam, że to dobry pomysł. Cieszę się, że wzięto pod uwagę interpelacje złożoną przeze mnie i Adama Cudaka dotyczącą organizacji 40-lecia zespołu Hunter. Uważam, że najlepszymi ambasadorami naszego miasta są wywodzący się stąd artyści. Dlatego każdego roku powinniśmy jeden dzień festiwalu poświęcić im.

Żałuję, że nie do końca została wykorzystana mała scena. Dobrze by było, aby w czasie koncertów na niej także się coś działo, z myślą o osobach, które nie kupiły biletów na koncerty. Powinniśmy też bardziej promować naszych lokalnych rękodzielników. Ogólnie nie było źle, choć dostrzegłem kilka niedociągnięć, które trzeba poprawić.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

 

TERESA MOCZYDŁOWSKA:

- Moim zdaniem należy poprawić komfort osób uczestniczących w koncertach na plaży. Wycięłabym tam drzewa, choć wiem, że to kontrowersyjny postulat. Jednak dzięki temu zwiększyłaby się widoczność sceny i byłoby więcej miejsca. Poprawiłabym również catering, bo w tym roku pozostawiał on trochę do życzenia. Oprócz piwa, nic specjalnego tam nie było. Ludzie szli się najeść do kebabów. Podoba mi się natomiast to, że koncerty są biletowane. Po ich sprzedaży widać, że jest na to zapotrzebowanie. Do programu głównych koncertów wprowadziłabym więcej twórczości Krzysztofa Klenczona. Nawet poprosiłabym występujące zespoły, aby specjalnie przygotowały jedną jego piosenkę.

Co prawda impreza ma w nazwie dni i noce, ale tych nocy praktycznie w niej nie ma. Hunter nie mógł zagrać bisów, bo musiał kończyć swój występ przed północą. A przecież pamiętam czasy, kiedy podczas Dni i Nocy Szczytna bawiliśmy się do rana i świat się z tego powodu nie zawalił. No i brakuje mi starego logo zaprojektowanego przez naszych lokalnych artystów.

 

ZBIGNIEW ORZOŁ:

Według mnie zmiana formuły się sprawdziła. Zainteresowanie imprezą było widać po sprzedanych biletach. Jeśli chodzi o oceny doboru wykonawców, to już kwestia gustu, bo zawsze będzie tak, że jednym się spodoba, a innym – nie. W mojej ocenie poziom zespołów był zadowalający. Nie podobała mi się natomiast cisza na pl. Juranda. Jakaś muzyka na scenie powinna tam grać. Docierały do mnie głosy mieszkańców, którzy na to narzekali, choć domyślam się, że oznaczałoby to większe koszty. Błędem było także umiejscowienie gastronomii w strefie biletowanej. Było to niefortunne zarówno dla samych wystawców, jak i osób, które nie kupiły biletów, a chciały coś zjeść. Ogólnie jednak uważam, że zmieniając formułę imprezy zrobiliśmy krok do przodu, choć oczywiście trzeba jeszcze nad tym pracować.

 

MALWINA PRUSIŃSKA:

- Tegoroczna edycja Dni i Nocy Szczytna pozostawiła w wielu z nas mieszane uczucia. Z jednej strony – sceniczne występy, które przyciągnęły tłumy i sprawiły, że bawiący się ludzie mogli na chwilę zapomnieć o codzienności. Wielu chwaliło organizację, atmosferę i różnorodność artystów. W ciągu dnia także można było znaleźć coś dla siebie – od urokliwych stref dla dzieci, przez pokazy lokalnych twórców na małej scenie. Ale gdy zapadał wieczór, coś się kończyło. Poza bramami sceny głównej robiło się po prostu pusto. Plac Juranda przez lata tętnił życiem, a tym razem – zamierał. Mieszkańcy i turyści, którzy chcieli świętować wspólnie – tak jak to robili przez wiele lat – odchodzili rozczarowani. Park nad małym jeziorem zmieniał się w zbiegowisko osób krążących bez celu. Rodziny z dziećmi po krótkim spacerze wracały do domów ze smutkiem pytając: czy to już wszystko? Wielu czuło zawód. Bo przecież Dni i Noce to coś więcej niż koncerty – to święto naszego miasta. Chwile, gdy chcemy być razem, niezależnie od wieku czy gustu muzycznego. I choć wiadomo, że nigdy nie da się zadowolić wszystkich, to jednak wieczorne życie miasta nie powinno się kończyć wraz z ostatnim dźwiękiem na scenie. Przydaliby się DJ-e na placu, spokojna strefa chilloutu, cokolwiek, co zatrzyma ludzi w sercu Szczytna na dłużej.

Opinie zebrała:

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}