Niedawno oddano do użytku nowy fragment drogi krajowej nr 53, z którego korzysta wielu mieszkańców Szczytna i powiatu dojeżdżających do Olsztyna.

Do Olsztyna nową drogą Mowa o prawie pięciu kilometrach asfaltu spiętych z południową obwodnicą stolicy województwa. Gdy kawałek za przejazdem kolejowym w Klewkach skręcimy z lewo, poczujemy oddech nowoczesności, który trochę trudno poczuć u nas. Zamiast krętą drogą przez Szczęsne, z dziurami nad olsztyńską Skandą, przejedziemy samochodem pod estakadą (fot. 1), a jeśli zechcemy, skręcimy przed terenem zabudowanym na drogę do Ostródy. Nowy odcinek DK 53 jest o około 400 m dłuższy od starego (wciąż przejezdnego, chociażby dla autobusów rejsowych), droga jest wygodniejsza, ale czy szybsza? Choć ominięto Szczęsne, między rondem w Klewkach i rondem w Olsztynie, które otwarto już parę miesięcy temu (fot. 2), mamy na dość krótkim odcinku aż pięć rond. Są to skrzyżowania, powiedzmy, perspektywiczne, ponieważ obecnie prowadzą tylko w dwóch kierunkach, a rozgałęzienia zostaną dopiero dobudowane. Wygląda więc na to, że 2-3 minut na ominięciu starego odcinka z ograniczeniami prędkości raczej nie zaoszczędzimy.

MATEMATYKA WG DROGOWCÓW

Na temat pomyłek drogowców związanych z błędnym podawaniem odległości na tablicach, nagłego cofania się bądź przybliżania jakiegoś miasta czy jakiejś wioski napisano już pewnie prace magisterskie i obroniono doktoraty. My też wrzucimy kamyczek do tego ogródka.
O tablicy stojącej przy wyjeździe z Wielbarka (kierunek Szczytno) chcieliśmy napisać już wielokrotnie, ale tak jakoś wyszło, że nie napisaliśmy. Od paru dobrych lat przy drodze krajowej nr 57 umieszczony jest znak informujący, że do Szczytna pozostało 19 km (informacja z gatunku prawdziwych), do Bartoszyc zaś – 101 km (fot. 3). Może nie każdy z nas do Bartoszyc jeździ i potrafi z dokładnością paru kilometrów podać, jaka odległość dzieli Wielbark z tym miastem, ale przecież łatwo to sprawdzić. Wskazówką podaną przez samych drogowców jest chociażby tablica stojąca przy wyjeździe ze Szczytna (fot. 4). Zgodnie z ministerialnym rozporządzeniem z 2003 r., na tablicy powinna widnieć odległość od danego miejsca do centrum miejscowości, której nazwę podano na tablicy. Dodajmy zatem do owych 88 km (bo mniej więcej tyle jest naprawdę) powiedzmy 2 km do centrum Szczytna, 19 km do obrzeży Wielbarka i wyjdzie nam niewątpliwie sporo więcej niż podane 101 km. Tu i ówdzie nanoszone są na tablice z błędami poprawki, ale fałszywa informacja z Wielbarka wciąż ma się dobrze.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

GRZYBY WSZĘDZIE

Gdy w połowie września w Wielbarku odbywało się coroczne Grzybowanie, głównych bohaterów, czyli grzybów, było w podwielbarskich lasach jak na lekarstwo. Dość wspomnieć, że zwycięzca konkursu znalazł prawdziwka… robaczywego. To taka przekora natury. Gdyby impreza odbywała się tydzień lub dwa tygodnie później, kiedy odpowiednio popadało i dostosowała się temperatura, zwycięzca mógłby przywieźć grzyby taczkami. Lud w ostatnich dniach ruszył do lasów gromadnie (fot. 5) – a grzyby można zbierać w całym powiecie w wielu miejscach. Zazdroszczą nam tego mieszkańcy nawet innych województw – na trochę przypadkowych parkingach w lesie można całkiem często zobaczyć pojazdy z obcymi tablicami. A propos przypadkowych parkingów – „Kurek” ubolewa trochę nad tym, że brakuje u nas miejsc przygotowanych z myślą o zmotoryzowanych miłośnikach grzybów. Parę lat temu dodano różne bajery na asfaltowym parkingu między Wielbarkiem i Przeździękiem, ładnie wygląda miejsce postojowe w pobliżu Kota niedaleko Jedwabna, ale przecież grzyby rosną u nas w wielu miejscach. Popularne od lat jest zbieranie runa w lasach w rejonie Sasku Małego, jednak tam kierowcy są niejako zmuszani do naginania przepisów – ze Szczytna jest tu kilkanaście kilometrów i dojazd rowerem zajmuje sporo czasu. Ponadto przewiezienie kilku koszy z grzybami nie byłoby sprawą łatwą.
Co można zbierać? Praktycznie wszystko powszechnie znane w sezonie wczesnojesiennym. W wielu miejscach królują borowiki, które na ogół są zdrowe. Trudniej znaleźć ratujące wcześniej sytuację kurki, ale wysypały za to turki, czyli płachetki kołpakowate, a także różne odmiany koźlaków i podgrzybki. Maślaki można tu i ówdzie zbierać kilogramami (podsłyszane rozmowy w sklepach), a należące do tej rodziny sitarze rosną całymi stadami (fot. 6). Jak długo potrwa sezon – trudno przewidzieć. Zaczął się październik, a to oznacza, że przy sprzyjającej aurze już wkrótce będzie można wyruszyć na siwki i zielonki.

PECHOWY SKWEREK

Nie ma szczęścia odnowiony skwerek przy szczycieńskim Zespole Szkół nr 2. Na początku wakacji oddano tu do użytku ramkę do selfie. Zbyt wielu osób robiących tu zdjęcia nie widzieliśmy, ale trudno, sama fotoramka najgorzej nie wygląda – gorzej z jej lokalizacją. Widoczna w tle fot. 7 ścianka do pin artu, czyli tablica szpilkowa, cieszy się większym wzięciem. Na fot. 7 tej popularności akurat nie widać, widać za to, że z fotoramką coś jest nie tak. Kilka tygodni temu znikło serce oznaczające angielskie LOVE i do minionego weekendu, gdy tam byliśmy, zamiennika nie doklejono. Nieszczęścia chodzą parami – nasi Czytelnicy zwrócili nam uwagę, że znikł także panel z jednej z ustawionych tu w wakacje ławek (fot. 8).
Może nie wszyscy wiedzą, że pierwotna koncepcja ramek do selfie była inna, co obrazuje nadesłane nam zdjęcie pionierskiej wersji (fot. 9). Wszyscy kochamy Szczytno łącznie z okolicami, ale napis I LOVE POWIAT SZCZYCIEŃSKI nie prezentowałby się tutaj najlepiej.

W STRONĘ BATOČINY

Pod koniec września Szczytno podpisał o umowę partnerską z Batočiną, niewielkim, bo liczącym około 5 tys. mieszkańców, miastem w Serbii. Co to będzie konkretnie oznaczało? Zobaczymy. Zaprzyjaźnienie się z Batočiną (włodarza tej miejscowości gościliśmy np. podczas tegorocznych Dni i Nocy) niejako obliguje do uzupełnienia listy tablic kierunkowych na placu Juranda (fot. 10). Na trochę zabrudzonych już i powyginanych planszach mamy tam podane odległości do litewskich Solecznik, niemieckiego Herten i rodzimego Żywca. Nazwy miejscowości partnerskich podane są również na witaczach na rogatkach Szczytna. Dodając czwartą nazwę do zestawu, można błysnąć znajomością cyrylicy – w Serbii w zapisie używana jest zarówno lokalna wersja tego właśnie pisma (wówczas jest to Баточина) , jak i alfabetu łacińskiego. Pokazuje to np. tablica drogowa przy wyjeździe z naszego miasta partnerskiego (fot. 11).
Tekst i foto (większości):
G.P.J.P.{/akeebasubs}