Jest 1 czerwca. Znowu obchodzimy Dzień Dziecka. Tak jak co roku, czyli niby nic nadzwyczajnego.
A jednak czas płynie, zatem każdego lata świętujący milusińscy, to narodek nieco różniący się się od zeszłorocznych przedstawicieli dziecięcego świata. A swoją drogą mam wątpliwości, kto właściwie powinien świętować w dniu pierwszego czerwca. Czy dzieciaki jako takie, to jest mniejsze lub większe osobniki małoletnie, czy też każdy obywatel posiadający ojca i matkę, albo chociaż jedno z rodziców. W pierwszym wypadku chciałbym wiedzieć do jakiego wieku dziecko może świętować, czyli przyjmować życzenia oraz prezenty. Nie chciałbym uhonorować, w dniu pierwszego czerwca, jakiegoś dziadunia, któremu czas dziecięcy już minął. Jeśli chodzi o podany przeze mnie przykład drugi, to kogo właściwie czcimy tego dnia, bowiem każde z nas jest czyimś dzieckiem? Osobiście wydaje mi się, że ludziom dojrzałym, w dniu święta dziecka, życzenia składają wyłącznie rodzice. Ale może mylę się?
Tak, czy inaczej, jeśli przypominam sobie małoletnich sprzed lat (dzisiaj już pełnoletnich i to często wręcz przesadnie) i porównuję ich do świętujących obecnie, to widzę ogromne zmiany.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Dzieci, jak to dzieci, przede wszystkim bawią się. Ale zupełnie inaczej niż ich rodzice za młodu. Przypomina mi się świetny rysunek satyryczny (niestety nie pamiętam, kto jest autorem). Maluch w wieku przedszkolnym siedzi przy komputerze. Nachyla się nad nim tatuś i mówi: „porozmawiajmy”. A na to synek, z całą powagą: „tato, a o czym ja mogę rozmawiać z osobą, która, jako dziecko, bawiła się gumową kaczuszką?”. Kiedyś już wspominałem w felietonie ów obrazek (chyba Mleczki?), ale uznałem, że warto jeszcze raz go przypomnieć, bo znakomicie punktuje różnicę pokoleń.
Bo też kimże jest taki współczesny dzieciak? Przede wszystkim obywatelem. Może niezbyt wysokim, a także nie posiadającym szczególnie szerokiej wiedzy, ale ma on swoje prawa i należy mu się stosowny szacunek. Pilnować tego powinien Rzecznik Praw Dziecka. No i pilnuje, choć nie każdy z owych urzędników dorósł do tego, żeby zajmować się dziećmi. Mamy obecnie okropny okres ujawnionych przypadków rodzinnego torturowania i molestowania nieletnich. Te przypadki, to jakiś straszliwy koszmar. A pamiętam jeszcze niedawne dyskusje, czy rodzice mają prawo ukarać dziecko klapsem. Przeważała opcja nietykalności, ale byli też oponenci uważający, że dziecko należy wychowywać także ręcznie, czyli przy pomocy klapsa, aczkolwiek bez zawziętej brutalności. No cóż, mnie akurat tak wychowywano. Nigdy nie były to kary szczególnie bolesne, ale symbolicznie załatwiały definitywnie konflikt rodzinny. Osobiście cenię owe „chłosty” i wspominam czule, dlatego podczas owych plenarnych dyskusji na temat metod wychowawczych byłem zwolennikiem Janusza Korwina Mikke, który uważał, że przylanie dzieciakowi w tyłek, to szlachetny i bardzo praktyczny przywilej rodzica.
O dzieciach wystarczy. Są jeszcze inne święta, jak Dzień Matki, Dzień Ojca, albo też Dzień Babci. Nie ma chyba tylko świąt wujka i cioci. Zatem w dniu święta dzieci, czując się jednym z nich, pozwolę sobie zakończyć dzisiejszy felieton dziecinnym wierszykiem, takim poniekąd laurkowym, jak to robią milusińscy:
Na dzisiaj dosyć tego pisania, bo umrę młodo z przepracowania.
Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}
