- Zamiast wymienić przeżarty rdzą hydrant, nałożono na niego maskującą opaskę. W razie pożaru nie będzie z niego żadnego pożytku – alarmuje Czytelnik „Kurka”.
Hydrant stojący na ulicy Podgórnej w Szczytnie jest dziurawy – taki sygnał odebraliśmy od jednego z naszych Czytelników. Gdy udaliśmy się na miejsce okazało się, że urządzenie nie posiada żadnych uszczerbków. Dopiero po dokładnych oględzinach zauważyliśmy, że zamocowana na nim jest plastikowa opaska. Po jej przesunięciu naszym oczom ukazała się pokaźnych rozmiarów dziura na styku z chodnikiem.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
- Ten hydrant jest uszkodzony i w przypadku pożaru na nic się zda. Firma odpowiedzialna za jego utrzymanie, zamaskowała tylko problem – nie kryje irytacji Czytelnik „Kurka”. Jego sugestii zaprzecza Marek Jasiński, prezes spółki „Aqua”, odpowiadającej za stan hydrantów na terenie miasta. Zapewnia, że opaski rutynowo zakładane są na nie w miejscach o dużym natężeniu ruchu, także na nowo montowane urządzenia, by chronić je przed uszkodzeniami. Co je powoduje? - Ludzie i psy sikają na hydranty, a mocz zawierający agresywny amoniak przeżera żeliwo – tłumaczy prezes, dodając, że w opisywanym przypadku, ktoś musiał przesunąć opaskę.
- Jutro ten hydrant wymienimy – zapowiada, dziękując za przekazany sygnał. Jednocześnie apeluje do Czytelników, by zgłaszali mu podobne przypadki. Co roku, jak informuje, pracownicy jego spółki wymieniają od 10 do 20 uszkodzonych z różnych powodów urządzeń, a wartość jednego waha się od 800 zł do 1,4 tys. zł.
(o){/akeebasubs}
