Jeden z naszych stałych czytelników, pan Stanisław, zwrócił nam ostatnio uwagę na mocno niekomfortowy wyjazd z jednej ze stacji paliw znajdującej się w bezpośrednim sąsiedztwie Szczytna.

Poczekaliśmy parę dni (licząc na to, że problem zostanie rozwiązany, bo przecież o klientów trzeba dbać), pojechaliśmy we wskazane miejsce i przeżyliśmy spore zdziwienie. Wyjazd ze wspomnianej stacji faktycznie wiąże się ze sporym utrudnieniem (fot. 1). Polbruk częściowo się zapadł, a kierowcy mniejszych pojazdów muszą uważać, by sobie czegoś nie uszkodzić przy wyjeżdżaniu na szosę. Dodatkowo ktoś wtaszczył tu jakiś spory kamień (fot. 2). Czy zachęci to zmotoryzowanych do korzystania z tej stacji?
Dziwnym trafem w tym samym czasie inny z naszych czytelników, pan Jan, podpowiedział nam, że dziwnie wygląda wjazd na parking przy jednym z lokali gastronomicznych w Szczytnie. Parkingi są tam dwa. Pierwszy, nieduży, z wjazdem niebudzącym specjalnych zastrzeżeń, i drugi, mający wjazd i wyjazd wyglądający jak na fot. 3. Teoretycznie jest to dojazd do innej posesji, ale klienci lokalu wjeżdżają tu zygzakiem, by ominąć krawężnik znajdujący się na wysokości parkingu. Takim samym zygzakiem wyjeżdżają, co bywa niebezpieczne także dla innych użytkowników drogi krajowej. Natrafiliśmy akurat na scenkę, gdy kierowca próbujący z parkingu skręcić w swoją prawą stronę, wykonał kilka dziwnych manewrów tamujących obustronnie ruch.

Jeszcze inaczej przedstawia się sprawa z dojazdem do jednego ze sklepów w innej części miasta. Na
fot.4 widzimy parking wyglądający jak trochę wydeptany trawnik. Znak, umieszczony mniej więcej na wysokości oczu kierowcy, wygląda cokolwiek dziwnie (także z tej przyczyny, że przecież wjazdu przy nim nie ma), ale dodatkowa tabliczka pokazuje, że na plac przeznaczony do parkowania trzeba dotrzeć na okrętkę.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
WRZEŚNIOWE GRZYBOBRANIE
Druga połowa września powinna oznaczać jeszcze pełnię sezonu grzybowego, ale wygląda na to, że wysyp w wielu miejscach chwilowo się skończył. Znajomi grzybiarze narzekają, że grzybów rurkowych (typu borowiki, podgrzybki, koźlaki) jest bardzo mało, a nawet jeśli się znajdą, wyglądają na ogół mało estetycznie. Na forach grzybowych wielu miłośników zbierania stwierdza, że w lesie odnosi się wrażenie, jakby był koniec października, a nie przełom lata i jesieni (wyjątek stanowiło kilka ostatnich dni). „Kurek” kilka razy sam wybrał się na niedługie grzybobrania i potwierdza owe spostrzeżenia. W miniony weekend najłatwiej było w naszych tajnych miejscach znaleźć kanie, rosnące w pojedynkę lub gromadnie (fot. 5) , najczęściej w trawie, miejscach prześwietlonych, na wyrębach i w ich pobliżu. Warunki panujące w drugiej połowie września sprawiły, że część okazów, jeszcze niezbyt okazałych, zaczęła po prostu schnąć. Wkrótce powinien zacząć się sezon na zielonki, a potem… powoli będziemy się zbliżali do końca tegorocznego zbierania.

Na wysyp borowików trudno już liczyć, choć pogoda bywa nieobliczalna. Jeszcze niedawno borowiki – i to bardzo okazałe – można było zobaczyć w centralnych rejonach Szczytna. Nie chodzi tu jednak o smaczne borowiki szlachetne, sosnowe czy usiatkowane (w praktyce niewiele osób je rozróżnia, wkładając do kosza po prostu prawdziwki), ale inne odmiany, których nie polecamy do spożywania. Całe stado wielgachnych borowików o innej niż typowa kolorystyce, uginających się pod ciężarem kapeluszy, widzieliśmy niedawno w pobliżu dawnego Gimnazjum nr 1 (fot. 6) , czy na skwerku między ulicami Polską i Sportową (fot. 7) . Nie były to raczej borowiki szatańskie (które nie powodują zatruć ze skutkiem śmiertelnym), jednak eksperymentowania z grzybami, być może nawet jadalnymi, ale rosnącymi w warunkach miejskich nie polecamy.
BĘDZIE PRAWIE JAK W CIECHOCINKU

W zakończonym niedawno głosowaniu w ramach budżetu obywatelskiego zwyciężyła koncepcja Pawła Salamuchy związana z budową tężni solankowej za ćwierć miliona – a w zasadzie minitężni (fot. 8) . Jej lokalizacja nie jest jeszcze do końca znana. Zapewne część mieszkańców naszego powiatu, mających problemy z drogami oddechowymi, była w którejś z najstarszych polskich tężni. Najsłynniejsze znajdują się w Ciechocinku i ciągną się na odcinku grubo ponad półtora kilometra (wysokość konstrukcji to kilkanaście metrów). Mniejsze obiekty zaczęły powstawać w późniejszych czasach także w innych miejscach kraju, w których (za darmo lub za niewielką opłatą) można odbyć solankową sesję. W naszym województwie najbardziej znaną tężnię ma uzdrowiskowa Gołdap (fot. 9) . Tam oprócz sporej konstrukcji pod chmurką znajduje się widoczna w tle zdjęcia znacznie mniejsza tężnia, trochę w stylu tej naszej, ale umieszczona w budynku. Zimą kuracjuszy tu niewielu, ale w sezonie ławeczki i alejki (można wejść także do środka tężni) się wypełniają.
Podobne konstrukcje, do których funkcjonowania potrzeba drewna, gałązek tarniny plus spływającej na całość solanki, znajdują się nawet w miejscowościach niekojarzących się w żaden sposób z turystyką. Niedawno ciekawą tężnię z atrakcjami dla dzieci zafundował sobie podostrołęcki Rzekuń, czyli miejscowość leżąca całkiem niedaleko naszego powiatu. Inwestycja kosztowała tam ponad 3 miliony, a dołożyło do niej także graniczące z Rzekuniem dawne miasto wojewódzkie. Pewnie takie coś chciałoby się mieć również i u nas, no ale gdyby wdychanie solankowego aerozolu było możliwe w każdej większej miejscowości, atrakcyjność pewnych miast zostałaby podana w wątpliwość. Cieszmy się więc z naszej niewielkiej tężni, która zacznie nas uzdrawiać już w przyszłym roku.
INWAZJA BIEDRONEK
W minioną niedzielę, przy słonecznej pogodzie, wielu mieszkańców musiało zmierzyć się z prawdziwą inwazją biedronek azjatyckich, które szukają ciepłego miejsca na przetrwanie chłodniejszych miesięcy. Otworzenie drzwi balkonowych groziło wdarciem się dziesiątek owadów do mieszkań. Te niewielkie chrząszcze obsiadły ściany i inne powierzchnie (fot. 10), by potem schować się do rozmaitych szczelin. Biedronki azjatyckie, nazywane arlekinami, różnią się od naszych bożych krówek ubarwieniem (niekoniecznie tylko czerwonym) oraz inną liczbą kropek, dochodząca do ponad 20. I- co najgorsze- są one szkodnikami, których ugryzienia mogą wyrządzić nam niemałą krzywdę. Warto zatem pomyśleć nad sposobami pozbycia się nieproszonych gości.
Tekst i foto (w większości):
G.P.J.P.
{/akeebasubs}
