Gmina Świętajno nie otrzyma 360 tys. zł dofinansowania do zrealizowanej w ubiegłym roku inwestycji wodno-kanalizacyjnej w Piasutnie i Powałczynie. Urząd Marszałkowski wypowiedział jej w tej sprawie umowę, bo nie wywiązała się z podstawowych obowiązków.
STRACILI UNIJNĄ KASĘ
W ubiegłym roku gmina Świętajno zakończyła budowę sieci kanalizacyjnej w Powałczynie. W ramach zadania położono też niewielki odcinek wodociągu w Piasutnie. Koszt inwestycji przekroczył 600 tys. zł, ale znaczną część tej kwoty, bo 360 tys. zł, miało stanowić dofinansowanie z unijnego Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Aby je uzyskać, należało złożyć do Urzędu Marszałkowskiego w Olsztynie stosowne dokumenty potwierdzające prawidłowe wykonanie zadania. Przesłana przez urzędników w Świętajnie dokumentacja okazała się niekompletna. Gmina została wezwana do uzupełnienia braków, najpierw 31 października i ponownie 28 listopada ub. r., bo dosłane po pierwszym wezwaniu dokumenty także były niekompletne. Odpowiedź gminy na drugie wezwanie również zawierała braki. Zgodnie z obowiązującą procedurą, Urząd Marszałkowski przeprowadził kontrolę administracyjną, która jednoznacznie wykazała, że gminie Świętajno nie można wypłacić przyznanej pomocy w wysokości 360 tys. zł. -W uzasadnieniu przekazanym gminie wymieniliśmy siedem punktów, z czego bardzo istotne były trzy - mówi Ryszard Cecot, zastępca dyrektora Departamentu Rozwoju Obszarów Wiejskich i Rolnictwa w Urzędzie Marszałkowskim w Olsztynie.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Główne uwagi dotyczyły niedostarczenia zawiadomienia Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego, które należy złożyć co najmniej na 21 dni przed zamierzonym terminem przystąpienia do użytkowania inwestycji. Zabrakło też potwierdzenia tegoż inspektora, że nie wnosi sprzeciwu co do użytkowania inwestycji.
- No i nie przedstawiono nam protokołu odbioru końcowego robót budowlanych, który umożliwia identyfikację wykonanych prac w odniesieniu do poszczególnych pozycji. Dostarczono tylko protokoły cząstkowe – wylicza dyrektor Cecot. W konsekwencji 13 marca br. Urząd Marszałkowski rozwiązał umowę z gminą Świętajno na dofinansowanie inwestycji w Piasutnie i Powałczynie.
TO WYJĄTKOWA SYTUACJA
Rzadko się zdarza, że do wniosków o dofinansowanie danej inwestycji gminy składają od razu kompletne dokumenty. - Ponad 90% z nich wymag a uzupełnienia – potwierdza dyrektor Cecot. Dlatego, jak podkreśla, w istniejącej procedurze przewidziano możliwość dwóch wezwań beneficjenta do usunięcia naruszenia prawa. W międzyczasie, gdy ma on jakiekolwiek wątpliwości, może skorzystać z konsultacji telefonicznej z osobą prowadzącą jego wniosek.
Mimo istnienia takich możliwości, urzędnicy gminy Świętajno nie byli w stanie dostarczyć do Urzędu Marszałkowskiego kompletu dokumentów. To dziwi dyrektora. Na rozpatrywanych przez jego urząd 2,5 tys. wniosków z PROW, te z ostateczną negatywną oceną należały do rzadkości.
TO NIE JA, TO PABICH
Wójt Alicja Kołakowska uważa, że sprawa nie jest jeszcze zakończona. Gminie przysługuje droga sądowa, która w świetle wypowiedzi dyrektora Cecota, pozwala mieć raczej nikłe nadzieje. Samorząd rozliczył się już z wykonawcą inwestycji, w całości pokrywając zobowiązania z własnych środków. Wójt nie odpowiedziała nam jednak, jaka pozycja budżetu została przez to uszczuplona. Czy wyciągnęła konsekwencje w stosunku do osób odpowiedzialnych?
- Sprawa jest wyjaśniana, więc za wcześnie, by mówić o jakichś konsekwencjach – odpowiada.
Na nasze pytanie dlaczego podległy jej urząd, mimo dwukrotnego wezwania Urzędu Marszałkowskiego z 31.10.2014 r i 28.11.2014 r., nie spełnił wymogów warunkujących uzyskanie dofinansowania tej inwestycji, podpowiada, żeby o odpowiedź zwrócić się do jej poprzednika Janusza Pabicha.
ZAMIAST WNIOSKIEM, ZAJĘŁA SIĘ ASYSTENTEM
Były wójt zdziwiony jest takim postawieniem sprawy przez swoją następczynię. Przyznaje, że na pierwsze wezwanie Urzędu Marszałkowskiego jego podwładni udzielili niekompletnej odpowiedzi, ale takie sytuacje, co potwierdził wcześniej dyrektor Cecot, są raczej regułą niż wyjątkiem. - To jest normalne, niedopuszczalne jest natomiast wysłanie niekompletnej dokumentacji po drugim wezwaniu – tłumaczy. Te trafiło na jego biurko 2 grudnia ub. r., w dniu gdy przekazywał obowiązki wójta swojej następczyni. Na uzupełnienie braków miała 2 tygodnie.
- W tym czasie zajmowała się szukaniem środków na etat dla swego asystenta i urządzaniem mu gabinetu. To jej spędzało sen z powiek, a nie to czy wniosek jest dobrze rozliczony, czy nie – mówi Janusz Pabich, dziś zatrudniony w Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Olsztynie na stanowisku doradcy energetycznego.
Z ASYSTENTEM PODBIJEMY ŚWIAT
Sposób zatrudnienie asystenta to, według Pabicha, dowód na niegospodarność nowej wójt. - Przez 8 lat, w których rządziłem gminą, wiele się w niej działo. Obsada kadrowa była wystarczająca. Dlatego musi dziwić utworzenie nowego etatu w sytuacji, gdy nie przybyło obowiązków – zauważa Pabich. Można było, jak przyznaje, zatrudnić dodatkową osobę, ale tylko w ramach środków przyznanych na administrację urzędu, a nie kosztem innych zadań.
Z gminnych kuluarów docierają do nas już pierwsze komentarze niepozbawione ironii. - Skoro za Pabicha gmina Świętajno pod względem dynamiki rozwoju była na czele wojewódzkiego i w czubie krajowego rankingu to teraz, gdy nasza urzędnicza kadra została wzmocniona asystentem należy się spodziewać sukcesów na skalę światową – słyszymy od jednego z samorządowców.
ZANIEPOKOJENI RADNI
Zaniepokojenia powstałą sytuacją nie kryje przewodniczący rady Sławomir Grzegorczyk. - Utrata ponad 300 tys. zł to dla naszej gminy potęż ny cios. Niejedną drogę można by za to wybudować – mówi przewodniczący. Według niego odpowiedzialność ponosi tu wójt Alicja Kołakowska.
Przypomina przy tym, że gdy w grudniu radni pytali ją czy nie ma zagrożeń związanych z realizacją i rozliczeniem inwestycji zapewniała, że nie. Na jednym z posiedzeń komisji w maju przyznawała już, że „wymienia się pismami z Urzędem Marszałkowskim”.
Z kolei Andrzej Bełcikowski, przewodniczący komisji rewizyjnej obawia się, że podobny los, czyli utrata unijnego dofinansowania, może spotkać jeszcze inne inwestycje.
- Janusz gonił pracowników każdego dnia, a tu nie mieli należytej kontroli i przespali – ocenia powstałą sytuację. Powtarza słowa Pabicha, że nowa wójt zamiast od początku zająć się poważnymi sprawami, swój wysiłek skoncentrowała na zatrudnieniu asystenta. - Teraz próbuje owijać w bawełnę, że sytuację można jeszcze odwrócić, ale mało kto w to nie wierzy - mówi Andrzej Bełcikowski. Zapowiada przy tym, że będzie domagać się od wójt wskazania winnych utraty 360 tysięcznego dofinansowania. Sprawą zajmie się też komisja rewizyjna.
SKALA BRAKÓW MUSIAŁA BYĆ DUŻA
Inny jeszcze z samorządowców zauważa, że zerwaniu przez Urząd Marszałkowski umowy z gminą nie uratowała nawet przynależność Alicji Kołakowskiej do Platformy Obywatelskiej, współrządzącej województwem z PSL. - Skala braków w dokumentacji musiała być rzeczywiście duża, bo w innym przypadk u kontrolerzy pewnie przymknęliby oko – dywaguje nasz rozmówca.
Andrzej Olszewski
WYSTĄPIŁY RAŻĄCE BRAKI
Ryszard Cecot, zastępca dyrektora Departamentu Rozwoju Obszarów Wiejskich i Rolnictwa w Urzędzie Marszałkowskim w Olsztynie:
- W naszym interesie jest, żeby pieniądze z PROW były w całości wykorzystane, bo teraz trzeba je będzie oddać do budżetu unijnego. Jeśli jednak we wniosku występują rażące braki i nie przedstawia się trzech podstawowych dokumentów - to są to naprawdę wielkie uchybienia i nie możemy inaczej postąpić, jak odmówić wypłacenia przyznanej pomocy finansowej. {/akeebasubs}
