Sąd Rejonowy w Olsztynie uznał, że Spółdzielnia Mieszkaniowa „Sasek” w Dźwierzutach ma obowiązek zawrzeć umowę na dostarczanie wody i odbiór ścieków z administrującym gminną siecią Zakładem Wodociągów i Kanalizacji. Jej prezes jednak nie ma takiego zamiaru i zapowiada odwołanie od wyroku. Stoi na stanowisku, że to zakład powinien zawrzeć indywidualne umowy z mieszkańcami.

Fanaberie prezesa
Prezes Spółdzielni Mieszkaniowej „Sasek” Franciszek Malewicz (na co dzień zapalony myśliwy) mimo sądowego wyroku nie kwapi się do zawarcia umowy z Zakładem Wodociągów i Kanalizacji

SPÓR O UMOWĘ

Konflikt między Spółdzielnią Mieszkaniową „Sasek” w Dźwierzutach a Zakładem Wodociągów i Kanalizacji Kazimierza Skoniecznego trwa od jesieni 2015 r. To właśnie wtedy firma ta przejęła na terenie gminy zadania związane z dostarczaniem wody i odprowadzaniem ścieków. Problem wziął się stąd, że poprzedni dostawca rozliczał się z mieszkańcami indywidualnie. Tymczasem firma Kazimierza Skoniecznego, powołując się na obowiązujące prawo, wystąpiła do spółdzielni o zawarcie jednej umowy. Prezes SM „Sasek” Franciszek Malewicz na to się jednak nie zgodził. Jego zdaniem nadal powinny obowiązywać dotychczasowe zasady. Na nic zdała się wymiana korespondencji w tej sprawie oraz spotkania z udziałem władz gminy. Konflikt mocno niepokoił mieszkańców ośmiu bloków przy ul. Szczycieńskiej administrowanych przez spółdzielnię.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Przez kilka miesięcy nie dostawali rachunków za wodę i nie wiedzieli, komu mają płacić należności. Wielu z nich obawiało się, że przez ten czas narosną im znaczące kwoty do zapłaty, których nie będą w stanie uregulować.

SPÓŁDZIELNIA PRZEGRYWA PROCES

Kazimierz Skonieczny, nie mogąc porozumieć się z władzami spółdzielni, wystąpił przeciwko niej do sądu. Ten, wyrokiem z początku kwietnia, przyznał mu rację. Stwierdził, że to na spółdzielni ciąży ustawowy obowiązek zawarcia umowy z dostawcą. W ocenie sądu, świadomie podjęła ona decyzję o działaniu wbrew prawu. Choć od zapadnięcia wyroku minęło już sporo czasu, to żadnej reakcji ze strony kierownictwa spółdzielni nie było. Efekt jest taki, że mieszkańcy nadal nie wiedzą, komu mają płacić rachunki za wodę. Znaczna ich część reguluje należności bezpośrednio u dostawcy. - My to księgujemy w poczet zadłużenia spółdzielni i jej wystawiamy faktury – tłumaczy Kazimierz Skonieczny. Ostatnia opiewała na 4 tys. złotych. - Jeżeli spółdzielnia nie podejmie żadnych kroków, ponownie wystąpimy do sądu, aby wyegzekwować zawarcie umowy – zapowiada.

ŚMIESZNY WYROK

Prezes SM „Sasek” nie ma jednak zamiaru spełnić tych żądań. - Ten wyrok jest śmieszny – komentuje decyzję sądu i zapowiada, że złoży od niej odwołanie, mimo że półtora roku temu, kiedy rozmawialiśmy z nim po raz pierwszy przekonywał, że sprawę wygra. - Czuję się pewnie i mam orzecznictwo na ten temat – zapewniał. Prezes cały czas stoi też na stanowisku, że mieszkańcy mają ważne umowy z gminą i obowiązuje ich ciągłość.

KTO ZA TO ZAPŁACI?

Postawą kierownictwa spółdzielni zbulwersowana jest wójt gminy Dźwierzuty Marianna Szydlik. - Można się z wyrokiem sądu nie zgadzać, ale nie wolno mówić, że jest śmieszny – przekonuje. Zapewnia, że od początku władze gminy podejmowały działania, żeby problem rozwiązać. Przez moment wydawało się nawet, że kompromis jest blisko. - Niestety, pan Malewicz wystawił nas do wiatru. Nie możemy w żaden sposób przekonać go, że to my mamy rację – rozkłada bezradnie ręce wójt. - Nie wiem, jak rozmawiać z tym panem. Jego obowiązkiem jest podpisanie umowy i nie robi tu żadnej łaski – mówi wójt. Zastanawia się przy okazji, kto poniesie koszty sądowego odwołania – czy prezes osobiście, czy też spółdzielnia. - Nie rozumiem, dlaczego mieszkańcy mieliby płacić za fanaberie pana Malewicza, a w większości są to ludzie o skromnych dochodach – zauważa Marianna Szydlik.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}