Sposób przeprowadzenia budowy ul. Powstańców Warszawy w Szczytnie, przypomina komedię Stanisława Barei, choć śmieszny wcale nie jest. Pomimo zgłaszanych przez mieszkańców w toku inwestycji uwag, zrealizowano ją tak, że część z nich nie ma dziś dostępu do swoich posesji. Teraz miasto, na własny koszt, będzie przerabiać im wjazdy na podwórka. Nie wszyscy się z tym godzą.

Fuszerka jak u Barei
Pokonanie takiej przeszkody, zwłaszcza z dziecięcym wózkiem, to dla pani Pauliny nie lada wyzwanie. Inspektor Kulas ostrzega jednak, że jeśli właściciel posesji nie zgodzi się na warunki miasta, to tak już zostanie

ZGŁASZALI NIEPRAWIDŁOWOŚCI

O sprawie budowy ul. Powstańców Warszawy pisaliśmy na początku marca. Inwestycja, oczekiwana przez mieszkańców od lat, miała sprawić, że gruntowa nawierzchnia zostanie wreszcie utwardzona, a stare, kładzione w czynie społecznym chodniki, zastąpią nowe, z kostki brukowej. Niestety, kiedy rozpoczęły się prace, radość zaczęła się zamieniać w rozczarowanie. Okazało się, że różnice poziomów między budowanymi chodnikami a wjazdami i zjazdami sięgają nawet kilkudziesięciu centymetrów, uniemożliwiając dostanie się na posesje.

Mieszkańcy swoje uwagi zgłaszali miejskim urzędnikom, podejrzewając, że projekt budowy został wykonany wadliwie, a jego autor w ogóle nie był na miejscu robót. Pod koniec lutego doprowadzili nawet do spotkania „w terenie” z udziałem przedstawicieli Urzędu Miejskiego, w tym naczelnik Wydziału Gospodarki Miejskiej Katarzyny Hrybek – Dudek, wykonawcy oraz projektanta. Wtedy urzędnicy zapewniali, że będą szukać jak najlepszego dla mieszkańców rozwiązania. Z kolei projektant zapowiedział, że dokona kolejnych pomiarów i nie wykluczył przeprojektowania chodnika.

TRWONIONO CZAS, ENERGIĘ I PIENIĄDZE

Żadnych zmian do projektu jednak nie wprowadzono, a roboty kontynuowano.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Wskutek tego niektóre posesje zostały odcięte od świata. Jedna z nich należy do Karola Doryna. Tu różnica poziomów między trotuarem a wjazdem sięga blisko pół metra. Dla rodziny pana Karola i jego lokatorów, w tym kobiety w ósmym miesiącu ciąży wychowującej małe dziecko, to wielkie utrudnienie. Każde wyjście i czy wejście na posesję stanowi nie lada wyzwanie, w dodatku niebezpieczne.

Mieszkaniec nie może się z tą sytuacją pogodzić. Najbardziej zdumiewa go zachowanie miejskich urzędników, którzy, znając problem, zupełnie go zignorowali. – Osoba odpowiedzialna za nadzorowanie inwestycji w momencie wystąpienia jakichkolwiek nieprawidłowości, takich jak np. budowanie lampy na środku drogi, powinna natychmiast wdrożyć wszelkie możliwe sposoby ograniczenia tego niebezpieczeństwa i powstrzymać nieracjonalną budowę – przekonuje Karol Doryn. Nie może się nadziwić, że robót nie przerwano, wiedząc doskonale, jaki będzie ich finał. – Nadal trwoniono czas, energię i pieniądze na coś co zupełnie nie jest użyteczne! – nie kryje irytacji nasz rozmówca.

JAK SIĘ NIE ZGODZI, TO TAK JUŻ ZOSTANIE

O wyjaśnienia w tej sprawie zwróciliśmy się do burmistrza Szczytna Krzysztofa Mańkowskiego. Ten odesłał nas do naczelnik Hrybek – Dudek, a ta - do inspektora Wiesława Kulasa, który zajmuje się drogami w mieście. Inspektor zapewnia nas, że miasto znalazło już wyjście z kłopotliwej sytuacji. Ma ono polegać na indywidualnym dostosowaniu wjazdów i wyjazdów na poszczególne posesje. Koszty pokryje miasto. – Zrobimy to w takim zakresie, w jakim jest to możliwe technicznie i prawnie, żeby umożliwić wjazd i wyjazd. Całych podwórek nie będziemy jednak przerabiać – zastrzega Wiesław Kulas, podkreślając, że cała operacja wymaga zgody właścicieli poszczególnych posesji. Jak informuje, zdecydowana większość, poza panem Karolem, już ją wyraziła. – Na razie będziemy robić wjazdy i zjazdy u innych. Może jak to zobaczy, zmieni zdanie i także się zgodzi – snuje przypuszczenia inspektor. Według niego ul. Powstańców Warszawy nie jest jedyną, na której pojawiły się podobne problemy. Dotyczy to także innych gruntowych dróg w mieście. Wszystko przez to, że dawniej, kiedy powstały tu budynki, stawiano je tak, jak się komu podobało, bez brania pod uwagę ukształtowania terenu.

Czy nie można było poprawić projektu w czasie prowadzenia robót? – Nie, bo priorytetem było wykonanie jezdni. Chodniki dostosowuje się do niej, a nie do poszczególnych posesji – odpowiada inspektor. – Jeżeli pan Karol nie przyjmie naszej propozycji, to wszystko zostanie u niego tak, jak jest – ostrzega inspektor.

NIE DAM SIĘ POSTAWIĆ POD ŚCIANĄ

Co na takie ultimatum mieszkaniec? – Próbuje mnie się postawić pod ścianą. Jak mam się zgodzić na coś, jeśli nikt nie powiedział mi, jaki będzie zakres prac na moim podwórku i na czym one będą polegać – odpowiada. – Dla mnie logicznym jest, że to ulica powinna być dostosowana do chodnika, a nie na odwrót. Ten projekt po prostu został źle wykonany – mówi pan Karol. Dodaje, że wysłał już pismo do Urzędu Miejskiego, w którym domaga się szczegółowych wyjaśnień. – Chcę, żeby ktoś sprawdził, dlaczego pieniądze podatników wyrzucono w błoto.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}